Birma. Zabójstwo U Ko Ni i jego konsekwencje

29 stycznia 2017 przy postoju taksówek na lotnisku Mingaladon pod Rangunem został zabity U Ko Ni, jeden z najbardziej znanych muzułmanów Birmy.

142

Dnia 29 stycznia 2017 przy postoju taksówek na lotnisku Mingaladon pod Rangunem został zabity U Ko Ni, jeden z najbardziej znanych muzułmanów Birmy. Jego śmierć jest najbardziej wymownym przykładem radykalizacji nastrojów antymuzułmańskich w Birmie.

65-letni, urodzony z ojca Indusa (muzułmanina) i matki Birmanki (buddystki), U Ko Ni był powszechnie znanym w Birmie prawnikiem i jednym z najbardziej rozpoznawalnych muzułmanów w tym kraju. Był doradcą prawnym Narodowej Ligi na Rzecz Demokracji (NLD) Aung San Suu Kyi i znanym krytykiem nacjonalistycznej ustawy „ o religii i rasie”, w dyskryminujący sposób uprzywilejowującej buddyjską większość. Będąc konstytucjonalistą, U Ko Ni optował za zawieszeniem paragrafu 59f (uniemożliwiającego Suu Kyi kandydowanie na prezydenta) przez parlament, a gdy nie udało się tego przeprowadzić, stworzył błyskotliwą ustawę o „doradcy państwowym” pozwalającą Suu Kyi obejść ograniczenia i sięgnąć po pełną dostępną jej władzę w lutym 2017 r. U Ko Ni był jednym z najlepszym prawników NLD, choć niezależnym: przykładowo krytykował decyzję Suu Kyi o niewystawieniu na listach NLD żadnego muzułmańskiego kandydata w wyborach powszechnych w 2015 r.

Okoliczności zabójstwa U Ko Ni są makabryczne. Po powrocie z rządowej delegacji na konferencję o zapobieganiu konfliktom etno-religijnym odbywającej się Indonezji, U Ko Ni czekał na parkingu przed lotniskiem na samochód, trzymając na rękach wnuka. Zabójca, Kyi Linn, podszedł do niego od tyłu i strzelił mu głowę, zabijając na miejscu. Następnie, uciekając, zabił goniącego go taksówkarza, ale został złapany przez innych kierowców, którzy wydali go policji. Do morderstwa doszło w biały dzień, o 17-tej, na tłocznym parkingu przed najważniejszym lotniskiem w kraju. To, nie przymierzając, tak jakby ktoś dokonał morderstwa przed halą przylotów na Okęciu.

Morderstwo wstrząsnęło krajem, odsłaniając rosnące napięcie buddyjsko-muzułmańskie i mroczną twarz buddyzmu birmańskiego. Chociaż większość Birmańczyków potępiła zamach, to znaleźli się i jego liczni zwolennicy. Na niezwykle popularnym w Birmie Facebooku furorę robiło zdjęcie zabójcy z pochwałą jego czynu, które otrzymało 36.000 komentarzy i 18 tysięcy udostępnień. Z drugiej strony, w pogrzebie U Ko Ni uczestniczyło ponad 100 tysięcy ludzi.

Policja do tej pory nie podała szczegółów zasłaniając się dobrem śledztwa. Za to birmańska ulica (i birmański Internet) huczą od plotek i domysłów. Przeważa przekonanie o zabójstwie na zlecenie. Na poparcie tej hipotezy świadczy chociażby fakt, że zabójca znał plany podróży U Ko Ni (wiedział o której ten przylatuje), chociaż nie była to informacja publiczna. Niesprawdzone pogłoski wskazują na związki zabójcy, Kyi Linna, z byłym kapitanem armii Myint Swe, z którym siedział ongiś w więzieniu. Inne hipotezy wskazują na tropy prowadzącego do U Wirathu, legendarnego antymuzułmańskiego mnicha, nieformalnego przywódcy nacjonalistów buddyjskich. Udział czynników wojskowych (jednej z frakcji bądź centralnego kierownictwa) jest prawdopodobny chociażby z tego względu, iż tylko armia posiada odpowiednią sieć wywiadowczą pozwalającą na przeprowadzenie tak skutecznej (i bezczelnej) akcji; z kolei ruch nacjonalistów pod wodzą Wirathu jest mocno powiązany z armią (prawdopodobnie przez nią stworzony), sprawczość jednych (armia) nie wyklucza więc udziału drugich (nacjonaliści buddyjscy).

Spekulacje te nie są oparte na faktach: nie wiadomo (i pewnie nigdy nie będzie wiadomo) kto stał za zamachem, jednak najprościej domniemywać na podstawie znanego mechanizmu: kto na zamachu zyskał? A odpowiedzą jest właśnie radykałowie buddyjscy lub/oraz armia birmańska (a właściwie jej konserwatywna frakcja). Radykałowie opowiadają się za „całkowitym rozwiązaniem kwestii muzułmańskiej” i zyskują na każdej eskalacji napięć międzywyznaniowych. Niektóre frakcje armii z kolei mogą chcieć  skompromitować Suu Kyi i antymuzułmańska karta świetnie się do tego nadaje, gdyż pokazuje, że Suu Kyi nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa kraju. Na razie jednak rządowi Suu Kyi udało się uspokoić sytuację (m.in. poprzez zabronienie wygłoszenia kazania przez U Wirathu) i do dalszego zaostrzenia sytuacji nie doszło.

Sama Aung San Suu Kyi, flirtująca z buddyjskimi radykałami, nie udała się na pogrzeb U Ko Ni ani nawet nie wysłała publicznych kondolencji. W kontekście powszechnych antymuzułmańskich nastrojów w społeczeństwie oraz nadchodzących wyborów uzupełniających do parlamentu (1 kwietnia 2017, o 18 miejsc w parlamencie) będących pierwszym testem popularności NLD po niemal półtora roku rządzenia, pokazanie się na pogrzeb bliskiego doradcy-muzułmanina, byłoby ze strony Suu Kyi strony po ludzku szlachetne, lecz politycznie nieopłacalne.

Z Rangunu,

Michał Lubina

PODZIEL SIĘ
mm
dr nauk społecznych UJ, adiunkt w IBiDW UJ, autor czterech książek, w tym dwóch bestsellerów naukowych: "Niedźwiedź w cieniu smoka. Rosja-Chiny 1991-2014" i "Pani Birmy.Biografia polityczna Aung San Suu Kyi".

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here