Ostatnie morderstwo znanego muzułmańskiego prawnika U Ko Ni wstrząsnęło Birmą. Brutalne zabójstwo w biały dzień wyciągnęło na powierzchnie największy problem społeczny Birmy: „pełzający konflikt buddyjsko-muzułmański”.

 

Współżycie buddystów i muzułmanów w Birmie nigdy nie było łatwe. Religie te, oparte na odmiennych podstawach ontologicznych, są tradycyjnie wobec siebie najeżone. Buddyści obawiają się islamizacji, pamiętając los dzisiejszych Afganistanu, Pakistanu czy Wschodni Indii (Nalanda!). Muzułmanie nie szanują buddyzmu, niebędącego w ich mniemaniu nawet religią. Tym niemniej przez wieki buddystom i muzułmanom udawało się wspólnie zamieszkiwać Birmę. Nawet jeśli nie obywało się bez konfliktów, to nie miało one jednak egzystencjonalnego charakteru. Ostatnio się to niestety zmieniło.

Birmańska transformacja uwolniła nie tylko energię społeczną i nadzieje na zmiany, ale i mroczne siły nacjonalizmu buddyjskiego „od zawsze” obecne w Birmie. Od momentu wznowienia napięć w Arakanie w 2012 r. pomiędzy (uważającą się za osobną grupę etniczną) mniejszością Rohingya a buddyjskimi Arakańczykami, w Birmie postępuje rosnąca niechęć buddyjsko-muzułmańska.

Kwestia Rohingya z lokalnego i marginalnego, choć skrajnego, przykładu represji armii (Rohingya – bez względu na to czy istnieją jako osobna grupa etniczna znoszą prześladowania ze strony armii od ponad 60 lat) zaczęła przybierać negatywne następstwa ogólnospołeczne. Resentyment do tej jednej grupy etnicznej zaczyna przeobrażać się w niechęć do wszystkich muzułmanów w Birmie, w tym również etnicznych Birmańczyków. To grozi „pełzającym konfliktem buddyjsko-muzułmańskim”: procesem stopniowego wzrostu napięć międzywyznaniowych, powodującym okresowe erupcje przemocy: zamieszki, starcia i pogromy, a długofalowo prowadzącego do społecznej stygmatyzacji i wykluczenia muzułmanów birmańskich. Co gorsza, w warunkach globalnego świata, konflikt ten przestaje być sprawą wewnętrzną, o czym świadczy popularność kwestii Rohingya na Zachodzie.

Zauważalny wzrost nastrojów nacjonalistycznych i pełzający konflikt buddyjsko-muzułmański nie są dobrymi prognozami dla Birmy. Chociaż tego typu symptomy są logicznym wynikiem następstw transformacji (w autorytaryzmie konflikty są „zamrożone”, a w momencie liberalizacji wybuchają ze wzmożoną siłą), to trudno nie zwrócić uwagi na pewien powtarzający się wzór z przeszłości. Junta birmańska wielokrotnie inspirowała antymuzułmańskie zamieszki w celu odwrócenia uwagi społeczeństwa od swoich działań. Ponadto w przypadku tego typu konfliktów to ponownie armia ma najwięcej do zyskania, gdyż z jednej strony pozycjonuje się jako arbiter sporu, a z drugiej udowadnia konieczność swej „szczególnej roli” w polityce birmańskiej, takiej, bez której zaprowadzenie „prawa i porządku” jest niemożliwe. Jednym słowem tego typu konflikty do 2015 roku legitymizowały armijną kontrolę nad krajem a obecnie służą utrzymaniu przez armię uprzywilejowanej pozycji polityczno-ekonomicznej (polityczne współrządzenie kraju wraz z Suu Kyi, ekonomiczna dominacja). Dzięki prowokowaniu kolejnych konfliktów w Arakanie czy podgrzewaniu nastrojów poprzez zamachy na znanych muzułmanów (U Ko Ni) armia jest w stanie grać na emocjach społecznych w swoim celu. Chociaż brak bezpośrednich dowodów na inspirację armii, to istnieje sporo pośrednich (m.in. silne przesłanki wskazujące na wykreowanie przez armię ruchu nacjonalistów buddyjskich i sterowanie nim). Ponadto, armia jako jedyny liczący się aktor polityczny w Birmie ma motyw i interes w podsycaniu konfliktu buddyjsko-muzułmańskiego.

Założenie hipotezy o (przynajmniej pośredniej) sprawczości armii w wykreowaniu i sterowaniu procesem radykalizacji buddyjsko-muzułmańskiej ma swoje polityczne następstwa. Sam konflikt nie jest dla armii celem per se; jest jedynie narzędziem do osiągania innych celów, przede wszystkim utrzymania swojej (ostatnio ukrytej) „przewodniej roli”. Obecnie służy głównie osłabianiu i kontrolowaniu rządu NLD by nie dopuścić do nadmiernego wzmocnienia pozycji samej Suu Kyi. To zaś powoduje, że możliwe, a nawet prawdopodobne są dalsze represje Rohingya, pogromy muzułmanów birmańskich w „Birmie właściwej”, czy zabójstwa politycznej na wzór morderstwa U Ko Ni, gdyż wszystkie te działania służą celom politycznym armii.

Jednakże, paradoksalnie, nie oznacza to zagrożenia wojny domowej/religijnej, gdyż armia zbyt silnie kontroluje kraj by do tego dopuścić, a ponadto muzułmanie birmańscy są grupą zbyt małą by stawiać długotrwały opór, ale zbyt liczną (ok. 5-7% społeczeństwa) by można było ich en masse zlikwidować. Odsuwając na bok kwestię moralną, którą armia birmańska się nie kieruje, ewentualne „ostateczne rozwiązanie kwestii muzułmańskiej w Birmie” byłoby wręcz niemożliwe technicznie, nie wspominając o konsekwencjach międzynarodowych (Birma jest w ASEAN, gdzie silne pozycję posiadają muzułmańskie Indonezja i Malezja). Prześladowanie i dyskryminacje to jedno. Eksterminacja to coś zupełnie innego.

Podsumowując te rozważania jednym słowem: ponieważ jest to (prawdopodobnie) proces kontrolowany przez armię, to religijnej wojny domowej nie będzie: armia zbyt mocno trzyma ten kraj i nie dopuści do takiego scenariusza.

Pytanie tylko czy i jak długo uda się tym sterować? Granie nacjonalistyczną kartą jest przedsięwzięciem niezwykle niebezpiecznym – nacjonalizm raz wyzwolony może wymknąć się spod kontroli, a właśnie wybuch uśpionych konfliktów etnicznych i religijnych stanowi ogromne zagrożenie dla sukcesu reform tego zmieniającego się kraju.

Stąd też najważniejszym pytaniem politycznym w kontekście napięć buddyjsko-muzułmańskich w Birmie jest czy aktor polityczny (armia) jest w stanie sterować procesami politycznymi (antymuzułmański nacjonalizm buddyjski) czy w końcu sam zostanie porwany przez falę, zgodnie z logiką przysłowia „kto wiatr sieje, burze zbiera”?

Z Rangunu,

Michał Lubina

PODZIEL SIĘ
mm
dr nauk społecznych UJ, adiunkt w IBiDW UJ, autor czterech książek, w tym dwóch bestsellerów naukowych: "Niedźwiedź w cieniu smoka. Rosja-Chiny 1991-2014" i "Pani Birmy.Biografia polityczna Aung San Suu Kyi".

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here