Wspomnienia ze Szkoły Letniej IBiDW UJ 2016, cz. 2: Kayan

1508

Kayan, Padaung, Kareni to nazwy, które powinny nasuwać na myśl widok kobiety
z metalowymi obręczami na szyi. Świat zna je jednak jako kobiety o długich szyjach lub „kobiety – żyrafy”.

Birma jest krajem położonym w Azji Południowo – Wschodniej zamieszkanym przez około 55 milionów mieszkańców oraz pretendującym do jednego z najbardziej zróżnicowanych pod względem etnicznym. Interesująca nas grupa, Karenowie, według spisu z 1983 roku stanowiła 6,9 % populacji Birmy. Jako, że nad cenzusami obywateli czuwa rząd nie do końca wiadomo ile grup etnicznych w samej Mjanmie można wyróżnić. Kobiety o wydłużonych szyjach należą do grupy etnicznej o nazwie Padaung, wyodrębnionej właśnie z Karenów.

Od lat 80. XX wieku z winy brutalnych represji stosowanych przez rząd birmański kobiety, które dotychczas zamieszkiwały Birmę zaczęły szukać schronienia na terenach przygranicznych w północno – zachodniej Tajlandii. Zgodnie z raportem Amnesty International z 2016 roku w Birmie dalej obecny jest problem prześladowań mniejszości etnicznych oraz uchodźców (w Tajlandii może być ich ponad 100 tysięcy), a do których zaliczyć można też ludność z plemienia Karen.

Tradycja noszenia miedzianych obręczy na szyi przypisywana jest mitowi według którego podobno zakładanie obręczy miało ją wydłużać. Udowodniono naukowo, że wydłużona szyja jest jedynie iluzją optyczną, polegającą na tym, że pod ciężarem obręczy zapadają się obojczyki tworząc pożądany efekt długiej szyi. Ciekawszym wytłumaczeniem na noszenie obręczy na pewno jest to, że rzekomo miały one być na tyle mocne i wytrzymałe, aby uchronić przed ugryzieniem i atakiem tygrysów oraz sprawiać, że kobieta stawała się mniej atrakcyjna dla innych potencjalnych partnerów, co służyło z kolei utrzymaniu żony przy sobie[4]. Obręcze zakładane są już nawet małym dziewczynkom w wieku 5 lat, a dorosłe kobiety mogą nosić aż do 25 obręczy ważących około 10 kilogramów.

W lipcu podczas Szkoły Letniej IBIDW pływając po jeziorze Tonle Sap mieliśmy okazję, aby na własne oczy móc zobaczyć „kobiety – żyrafy”. Nie można oprzeć się wrażeniu, że te kobiety mają być jedynie atrakcją turystyczną generującą kolejne dochody. Kierujący łódką nie próbowali nawet zapytać się nas, czy faktycznie mamy ochotę zawitać do kolejnego domku na jeziorze, w którym owe kobiety były wystawione na pokaz. Niejako zmusił nas
i podjął decyzję sam. Po wyjściu z łódki można było dostrzec na tarasie domku siedzącą panią o wydłużonej szyi. Doświadczenie to było bardzo niezręczne, nie wiadomo jak się w takiej sytuacji zachować. Z szacunku do niej samej nikt z naszej grupy nie zdecydował się na zrobienie zdjęcia. W środku znajdowały się różnorodne pamiątki, także te związane z kobietami z plemienia Padaung. Znane wszystkim prawo rynku mówiące o tym, że popyt kształtuje podaż wydaje się również działać i w tym wypadku. Obecność pamiątek pokazuje, że faktycznie oglądanie „kobiet – żyraf” przerodziło się w swego rodzaju atrakcję turystyczną, zarówno w Birmie jak i w Tajlandii. Gdyby nikt nie był zainteresowany atrakcją tego rodzaju wydaje mi się, że nie zawracano by sobie głową całą ich produkcją. W Tajlandii miejsca, w których można spotkać „kobiety – długie szyje” nazywa się „rezerwatami”. Rezerwat zgodnie z definicją to teren o szczególnych wartościach przyrodniczych lub krajoznawczych objęty ścisłą ochroną”. Budzi to od razu skojarzenie z „ludzkim zoo”, z budowaniem specjalnej enklawy dla ludności danego typu. Początkowo kobiety przebywały w wioskach dla uchodźców, ale widząc rodzące się zainteresowanie postanowiono o przeniesieniu ich do specjalnych wiosek. Takie rezerwaty, gdzie można spotkać Karenów mieszczą się głównie na terenie trzech prowincji Mae Hong Son, Chiang Mai i Chiang Rai. Aby zobaczyć takie miejsce można było wykupić nawet wycieczkę w biurze podróży. Co więcej, rząd tajski nie był też zbyt chętny, żeby z takiego zysku rezygnować. Pomimo nalegań Biura Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców w ubiegłym dziesięcioleciu grupa 20 osób nie dostała zgody na wyjazd z Tajlandii, co poskutkowało próbami zbojkotowania rodzącej się atrakcji turystycznej.

Bardzo trudno jest oceniać taką sytuację nie będąc na miejscu danej osoby. Dla ludzi
z Zachodu, a nawet z pozostałych rejonów Azji noszenie obręczy na szyi może wydawać się dosyć osobliwym zjawiskiem, ale dla kobiet z Padaung jest to tradycja kultywowana od wielu pokoleń. Nie można tak po prostu jej odrzucić. Należy pamiętać, że tzw. „rezerwaty” są miejscem codziennego życia dla tych osób, a służenie za atrakcję turystyczną – jedyną możliwością zarobku. Pomimo ich zgody na to, nie da się oprzeć wrażeniu, że w jakiś sposób są one wykorzystywane i pewne jest, że za swoją „pracę” nie dostają tyle ile powinny,a większość dochodów z tego interesu przypada rządowi. Myślę, że bardzo często turyści nawet z samej niewiedzy decydują się na wycieczkę w taki rejon zachęceni przez kolorowe przewodniki turystyczne. Mam nadzieję, że chociaż przez moment widok tych kobiet skłania ich do refleksji na temat tego jak ciężkie życie muszą one prowadzić, by na siebie zarobić.

Autorka: Magdalena Krupa, studentka 3 roku

Źródła:

http://news.bbc.co.uk/2/hi/asia-pacific/7215182.stm

http://www.ashleysouth.co.uk/files/TNI-BurmasLongestWar.pdf

http://www.burmalibrary.org/docs15/Dynamics_of_KNU_Political_and_Military_Development-thesis-2010-red.pdf

https://www.amnesty.org/en/countries/asia-and-the-pacific/myanmar/report-myanmar/

http://www.peoplesoftheworld.org/text?people=Karen

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here