Partnerstwo Transpacyficzne (TPP) – co było, co jest, co będzie?

902

W ciągu ostatnich kilku miesięcy temat TPP powracał wielokrotnie. Pochwały i głosy sprzeciwu słychać było zarówno w Europie, jak i w Stanach Zjednoczonych czy na Dalekim Wschodzie. Czym tak naprawdę miało być TPP i jakie są jego szanse na przetrwanie?

Żyjemy w świecie, w którym stosunki gospodarcze pomiędzy krajami niejednokrotnie mają większe znaczenie niż wspólne cele polityczne, a rzeczywistość w dużej mierze kształtuje się pod wpływem powiązań handlowych. Jednocześnie z powodu ciągle postępującej globalizacji, dystans między państwami wciąż maleje. Sojusznicy zacieśniają więzy współpracy, rynek międzynarodowy kwitnie, a dzięki postępowi technologicznemu transport wszelkich dóbr jest łatwiejszy niż kiedykolwiek. Wszechobecny konsumpcjonizm napędza produkcję, a popyt na zagraniczne towary wzrasta.

Takie tendencje doskonale wpisują się w liberalną teorię stosunków międzynarodowych. Opiera się ona przede wszystkim na demokratyzacji narodów oraz na wolnym handlu. Są to dwa pojęcia, które odegrały znaczącą rolę w procesie integracji, czego przykładem może być chociażby Unia Europejska. Stopniowe znoszenie ograniczeń handlowych miało na celu przyspieszenie wzrostu gospodarczego państw członkowskich oraz łatwiejszy dostęp do wszelkiego rodzaju towarów.

Podobne zachowania można zauważyć w innych częściach świata. Region Azji i Pacyfiku stanowi bardzo dobry przykład tego, że gospodarki rozwijające się odnotowują większe zyski po pogłębieniu wzajemnych relacji handlowych. Na przykład, powstały w 1967 roku ASEAN (Stowarzyszenie Narodów Azji Południowo-Wschodniej) nie tylko usprawnił przepływ kapitału pomiędzy krajami członkowskimi, ale także przyczynił się do wzrostu znaczenia tych państw na arenie międzynarodowej.

Jednak największym sukcesem jeśli chodzi o integrację w regionie jest Forum Współpracy Gospodarczej Azji i Pacyfiku (APEC). Żeby zrozumieć, jak duży wpływ na gospodarkę światową ma APEC, wystarczy spojrzeć na państwa członkowskie tej organizacji. Należą do niej między innymi Australia, Brunei, Chile, Chińska Republika Ludowa, Hongkong, Kanada, Japonia, Korea Południowa, Meksyk, Peru, Rosja, Singapur, Tajwan oraz Stany Zjednoczone.

APEC ze względu na swoje rozmiary i znaczenie wydaje się organizacją kluczową nie tylko w regionie Azji i Pacyfiku, ale również w całym systemie światowym (Grabowski: 188).

To właśnie APEC dało tak licznym krajom będącym na różnych poziomach rozwoju możliwość negocjowania wspólnych inicjatyw dotyczących usprawnienia przepływu towarów. W 2006 r. weszło w życie Porozumienie o Transpacyficznym Partnerstwie Gospodarczym (P4), w którym uczestniczyły 4 państwa członkowskie APEC: Brunei, Chile, Nowa Zelandia i Singapur.

Na tym fundamencie stopniowo tworzyła się wizja wszechstronnego porozumienia gospodarczego, które miało być kluczowym przedsięwzięciem w handlu międzynarodowym. Punktem zwrotnym rozmów był rok 2009, w którym to prezydent Barack Obama podkreślił znaczenie państw azjatyckich w polityce Stanów Zjednoczonych. Był to jeden z elementów tzw. zwrotu ku Azji (pivot to Asia), który zakładał wzrost zainteresowania regionem Azji i Pacyfiku.

Oficjalne negocjacje nad projektem Partnerstwa Transpacyficznego (Trans-Pacific Partnership) rozpoczęły się w 2010 r. Od tego momentu brało w nich udział 12 państw: Australia, Brunei, Chile, Japonia, Kanada, Malezja, Meksyk, Nowa Zelandia, Peru, Singapur, USA oraz Wietnam.

Z założenia TPP miało być jednym z najbardziej wieloaspektowych porozumień o wolnym handlu. Miało dotyczyć nie tylko zniesienia barier celnych, ale także takich aspektów relacji gospodarczych jak prawo własności intelektualnej, ekologia czy międzynarodowe łańcuchy dostaw. Istotne znaczenie miała także pozycja małych i dużych przedsiębiorstw oraz ponadnarodowych korporacji.

Według planu, TPP miało przyczynić się do łatwiejszego dostępu do rynków, ułatwienia produkcji oraz usprawnienia łańcucha dostaw. Co więcej, miało to skutkować powstaniem nowych miejsc pracy oraz promocją innowacyjności i konkurencyjności w regionie. Zamierzano obniżyć cła i bariery w handlu międzynarodowym, a co za tym idzie – zwiększyć przepływ kapitału inwestycyjnego.

Partnerstwo Transpacyficzne /źródło: wikimedia commons

Jeśli przyjrzeć się uważniej mapie regionu, można zauważyć oczywiste korzyści płynące  z nawiązania porozumienia handlowego. Tak zaawansowana integracja znacząco przyczyniłaby się do rozkwitu gospodarczego całego regionu oraz zmniejszyłaby potencjalny obszar inwestycyjny państw członkowskich – a w konsekwencji obniżyłaby koszty logistyczne na poziomie produkcji i transportu.

Zwłaszcza że rozpatrywane kraje mają ogromny wpływ na światowe PKB. Po zsumowaniu poszczególnych punktów procentowych, PKB tych 12 państw stanowi 40% ogólnoświatowego PKB.

Tylko wolny handel pozwoli na maksymalizację wzrostu gospodarczego i stworzy konkurencję, która będzie promować najbardziej efektywne wykorzystanie zasobów, ludzi oraz kapitału (Burchill: 81).

Mając na uwadze możliwość szybkiego wzrostu gospodarczego i szeroko rozumianą liberalizację handlu, 05.10.2015 r. kraje członkowskie zatwierdziły traktat o Partnerstwie Transpacyficznym.

Jednak TPP to nie tylko korzyści finansowe czy ułatwienie procedur handlowych. To także budzące kontrowersje zapisy dotyczące głównie sektora usług, które stały się tematem wielu dyskusji. 

Kwestiami problematycznymi były przede wszystkim punkty o ochronie praw intelektualnych oraz dostępie do Internetu. Według postanowień TPP, zlikwidowanie barier miało także dotyczyć przepływu danych w firmach, co wzbudziło niepokój takich państw jak Australia czy Stany Zjednoczone. Obawiano się, że mający wejść w życie traktat nie tylko będzie stanowił zagrożenie dla cyberprzestrzeni, ale także będzie wymagał modyfikacji dotychczas panujących praw. Jednocześnie planowano zaostrzenie kontroli Internetu dla pozostałych użytkowników.

Co więcej, dyskutowano także o rosnącym wpływie ponadnarodowych przedsiębiorstw. W dokumencie z 2015 r. zaznaczono, że istnieje możliwość arbitrażowego rozwiązywania konfliktów pomiędzy krajami członkowskimi. Podmiotami decyzyjnymi miały być największe korporacje, których interesy nie zawsze pokrywają się z interesami państw. Dopuszczono też możliwość, w której korporacja wnosi pozew przeciwko państwu do międzynarodowej instytucji sądowniczej.

Warunkiem wejścia traktatu w życie jest ratyfikacja TPP przez minimum 6 państw o łącznym udziale w planowanym rynku nie mniejszym niż 85% do lutego 2018 r. Jednak już w 2016 roku stało się pewne, że Stany Zjednoczone nie ratyfikują TPP. Jeszcze w czasie kampanii wyborczej, Donald Trump otwarcie mówił o wycofaniu się z Partnerstwa Transpacyficznego. Jego przeciwniczka, Hillary Clinton, początkowo popierała udział USA w tym przedsięwzięciu, jednak przed rozstrzygnięciem wyborów zmieniła swoje stanowisko i dołączyła do grona osób negujących kontrowersyjny traktat.

Po ogłoszeniu wyników wyborów, Donald Trump potwierdził wcześniejsze deklaracje i zapewnił o wycofaniu się Stanów Zjednoczonych z projektu TPP, a tym samym przekreślił możliwość jego wejścia w życie. Bez USA nie zostanie spełniony warunek niezbędny do zatwierdzenia traktatu.

Można by pomyśleć, że ta porażka chwilowo zatrzyma proces integracji gospodarczej w regionie. Jednak istnieje jeszcze jeden istotny aktor na arenie międzynarodowej, który może mieć bardzo duży wpływ na najbliższe działania krajów biorących udział w negocjacjach.

Chińska Republika Ludowa nie brała udziału w tworzeniu Partnerstwa Transpacyficznego. Władze ChRL uznały, że projekt ten zakładał zbyt duży wpływ Stanów Zjednoczonych na gospodarkę regionu Azji i Pacyfiku. To jednak nie znaczy, że nie poczyniono żadnych kroków.

Od 2006 r., czyli od powstania Porozumienia o Transpacyficznym Partnerstwie Gospodarczym (P4), Chińska Republika Ludowa konsekwentnie umacniała swoją pozycję w Azji. Budowała sieć sojuszy bilateralnych, zwiększała inwestycje w regionie oraz poszerzała rozwiązania logistyczne (powstały nowe lotniska, porty, drogi ułatwiające transport).

Co więcej, w 2013 r. przewodniczący Komunistycznej Partii Chin, Xi Jinping, przedstawił projekt One Belt, One Road. Jest to inicjatywa nazywa Nowym Jedwabnym Szlakiem, której głównym założeniem jest nawiązanie bliższych kontaktów handlowych z krajami Azji, Afryki i Europy. Narzędziem do osiągnięcia wzrostu przepływu towarów ma być liberalizacja handlu, obniżenie taryf celnych i ułatwienie transportu.

Brzmi znajomo? Ale to nie wszystko. Od 2006 r. ChRL podpisywała dwustronne porozumienia FTA (Free Trade Agreement), czyli umowy zapewniające swobodny handel pomiędzy dwoma krajami. I tak, Chiny Ludowe kolejno podpisywały FTA z Australią (2006 r.), Chile (2006 r.), Nową Zelandią (2008 r.), Singapurem (2008 r.), Peru (2009 r.) oraz z organizacją ASEAN w 2010 r., której członkami są m.in. Brunei, Malezja oraz Wietnam.

Patrząc na te 8 państw, z którymi Chińska Republika Ludowa ratyfikowała umowy o wolnym handlu, można łatwo zauważyć, że każde z nich brało udział w negocjacjach dotyczących TPP. Wszystkie te działania miały na celu zwiększenie wpływu Chin w regionie oraz umocnienie pozycji politycznej i gospodarczej na arenie międzynarodowej.

W czasie 24. szczytu APEC, który odbył się 19.11.2016 r., Xi Jinping wystąpił z propozycją intensyfikacji starań o zakończenie negocjacji projektu RCEP (Regional Comprehensive Economic Partneship). Wszechstronne Regionalne Partnerstwo Ekonomiczne miałoby zjednoczyć 16 państw, w tym 10 krajów ASEAN-u, Australią, Chińską Republikę Ludową, Indie, Japonię, Koreę Południową oraz Nową Zelandię.

W tym projekcie Stany Zjednoczone w ogóle nie są brane pod uwagę, przez co nasuwa się jasny wniosek – skoro nie USA, to ChRL pełniłoby rolę regionalnego lidera gospodarczego i politycznego. Władze ChRL nieustannie dążą także do sfinalizowania FTAAP (Free Trade Area of the Asia-Pacific)czyli Strefy Wolnego Handlu obejmującej region Azji i Pacyfiku.

Oba rozwiązania może nie zastąpią Partnerstwa Transpacyficznego, ale z pewnością dadzą Chińskiej Republice Ludowej narzędzia do umocnienia swojej pozycji nie tylko w regionie Azji i Pacyfiku, ale także na całym świecie.

Należy pamiętać, że Azja i Pacyfik to niezwykle strategiczny region, który pełni ważną funkcję w polityce, gospodarce i ogólnoświatowym handlu. Ten, kto kontroluje przepływ kapitału pomiędzy państwami zapewniającymi towary i usługi, narzuca tak naprawdę tempo rozwoju gospodarczego.

TPP nieoficjalnie dawało Stanom Zjednoczonym szansę na poprowadzenie sojuszników oraz krajów słabiej rozwiniętych w stronę polityki, która byłaby dla nich wygodna. Teraz, gdy TPP nie ma szansy na przetrwanie, a pozycja USA w regionie zaczyna się lekko chwiać, Chińska Republika Ludowa ma szansę na wdrożenie projektów, które będą dopasowane do ich potrzeb.

Państwa, których gospodarki są ciągle bardzo zależne od silniejszych od siebie sojuszników, tak naprawdę nie mają wyboru. Po upadku TPP pozostanie im jedna opcja, czyli dołączenie do chińskich inicjatyw regionalnych.

W zeszłym tygodniu odbyło się w Chile spotkanie przedstawicieli wszystkich 12 państw biorących udział w tworzeniu Partnerstwa Transpacyficznego oraz specjalnego wysłannika Chińskiej Republiki Ludowej. Według The Japan Times, spotkanie nie wniosło nic nowego w dyskusje na temat przyszłości TPP, ale umożliwiło politykom prowadzenie rozmów dotyczących ewentualnych umów bilateralnych znoszących bariery celne.

Czy TPP było dobrym traktatem? Trudno ocenić. Ale czy alternatywa będzie lepszym pomysłem?

Do opracowania tekstu autorka korzystała z prac i publikacji:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here