Chiny otwierają drzwi dla obcokrajowców, ale stawiają wymagania

Stephon Marbury, były rozgrywający w kilku klubach ligi NBA, kontynuuje swoją karierę w Chińskim Stowarzyszeniu Koszykówki. Jest on jednym z 1576 obcokrajowców, którym w 2016 roku zezwolono na stały pobyt na terenie Chin. New York Times informuje, że wskutek tzw. programu zielonych kart, zapoczątkowanego w 2004 roku, do Państwa Środka tylko w 2016 roku przybyło  o 163% więcej cudzoziemców, niż w roku ubiegłym. 

Chiny co roku wydają setki zezwoleń stałego pobytu, a ostatni wzrost wydaje się idealnie obrazować, jak bardzo władze skupiają się na poszukiwaniu i przyciąganiu na swój rynek zagranicznych inwestorów i celebrytów. Warto podkreślić, że większość odbiorców zielonych kart ma chińskie pochodzenie. Tymczasem dla wielu innych obcokrajowców restrykcje dotyczące prawa stałego pobytu zaostrzyły się w 2013 roku (zmienione pierwszy raz od 1985 roku), kiedy weszło w życie przełomowe prawo imigracyjne. Zasięg programu zielonych kart dla kraju o populacji 1,3 mld stał się nadzwyczajnie mały. Dla kontrastu, Stany Zjednoczone, z liczbą ludności przekraczającą „zaledwie” 324 miliony, przyznały w 2015 roku ponad milion zielonych kart. 

Fran Pieke, profesor studiów nad współczesnymi Chinami, stwierdził, że chińska polityka imigracyjna jest sprzeczna z priorytetami państwa. Nie da się przyciągać zagranicznych talentów i intensyfikować modernizacji ekonomicznej, równocześnie trzymając ich jednak na dystans.

Chiny chcą dyktować własne warunki i wymagać od zainteresowanych dopasowania się do ich wymogów. Przepisy, ułatwiające otrzymanie stałego pobytu, stworzone są głównie dla inwestorów, lokujących kapitały w sektorach nowej technologii i innowacji. Nie dziwi więc, że władze skupiają się na jednostkach niosących pozytywny wpływ i korzyści dla azjatyckiej gospodarki.

W 2015 roku Szanghaj rozluźnił nieco kryteria ubiegania się o zieloną kartę na terenie miasta. Mimo, że kandydaci muszą w dalszym ciągu wykazać cztery lata stałego zamieszkania w Chinach oraz roczne zarobki w wysokości co najmniej 600 tys. RMB (ok. 87 tys. USD), nowe prawo nie wymaga zajmowania przez nich kierowniczych stanowisk. Becky Xia, partner Fragomen, międzynarodowej firmy zajmującej się prawem imigracyjnym, przyznaje, że w ubiegłym roku firma doświadczyła ogromnego zainteresowania wśród klientów szukających pomocy związanej z aplikacją o prawo stałego pobytu. Do znacznej większości należą Europejczycy, pracujący w sektorze informatycznym, którzy nadzorują produkcje w Chinach. Becky Xia oczekuje, że liczba aplikacji o zielone karty jeszcze wzrośnie. Częściowo za sprawą obcokrajowców przebywających na terenie Państwa Środka w celach biznesowych, którzy zbliżają się właśnie do osiągnięcia chińskiego wieku emerytalnego – 60 lat dla mężczyzn i 55 dla kobiet – tzw. „białych kołnierzyków”. Ci pracownicy nie będą już uprawnieni do legalnej pracy i w zamian będą mogli ubiegać się o możliwość stałego pobytu.

Chińskie prawo imigracyjne nakłada też znaczące restrykcje na mniej wykształconych pracowników. Są nimi głównie afrykańscy handlowcy i przedsiębiorcy, którzy od 2000 roku osiedlają się najczęściej w południowej prowincji Guangdong, często przekraczając przy tym termin ważności wizy.

Gordon Mathews, antropolog z Chińskiego Uniwersytetu w Hongkongu zajmujący się społecznością nigeryjskich handlowców w Guangzhou (Kanton), mówi, że policja wprowadziła na tym terenie bardzo duży rygor w kwestiach przekraczania dat ważności wiz. Wielu Afrykanów, głównie z Nigerii i Mali, zostało aresztowanych w sierpniu 2013 roku w wyniku akcji policyjnej oddziału narkotykowego. Mathews przyznaje, że wielu z nich nielegalnie przedłuża długość pobytu, który zazwyczaj wynosi jedynie miesiąc. Rząd okazuje się niechętny do uelastycznienia prawa w tej kwestii. Nawet zagraniczni przedsiębiorcy, którzy są w związku małżeńskim z Chińczykami, mają z nimi dzieci i przestrzegają zasad, dostają jedynie prawo do rocznego pobytu, bez gwarancji jego przedłużenia.

Czy zatem obcokrajowcy mogą zostać Chińczykami? Z prawnego punktu widzenia tak, jednak jest to ewidentnie mniej akceptowalne społecznie.

Powodów takiego stanu rzeczy można doszukiwać się poprzez analizę podłoża historycznego, które wywarło znaczący wpływ na aktualną sytuację. Polityka Mao Zedonga, komunistycznego przywódcy Chin do 1976 roku, skupiała się na kontroli i ograniczaniu, niż zwiększaniu napływu ludności do Chin. Utrwalone w ten sposób długoletnie przekonania o Państwie Środka, jako niezależnym i samowystarczalnym kraju, niechętnym do kontaktów z obcokrajowcami, wpłynęły na wizerunek Chin i stworzyły obraz zamkniętego etnicznie społeczeństwa. Dla kontrastu, USA, tworzące od lat państwo o kulturowo zróżnicowanym społeczeństwie, postrzegane jest jako bardziej otwarte i tolerancyjne. Nie dziwi zatem fakt tak dużej ilości wydanych zielonych kart. Jednak zapoczątkowany w tym roku urząd prezydenta Donalda Trumpa może udowodnić, że „zamknięcie drzwi” może dotyczyć nawet tak otwartego kraju, jak Stany Zjednoczone.

Z drugiej strony wydaje się, że homogeniczność Chin jest czymś, co czyni ten naród wyjątkowym. Europa zmaga się z problemami dotyczącymi utraty etnicznej tożsamości przez napływ emigrantów z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Brexit uwidacznia pragnienie odłączenia się Brytyjczyków od wszystkiego co niebrytyjskie i budowę bardziej jednolitego społeczeństwa, które istniało w przeszłości. W tym samym czasie w Chinach zamieszkałych w 91,5% przez ludność Han i 55 oficjalnie uznanych mniejszości narodowych, mentalny podział na „my i oni” ciągle występuje i wydaje się nie znikać.

Wszystkie szczegóły procesu nadawania obywatelstwa znajdują się w Chińskiej Ustawie o obywatelstwie, przyjętej w 1980 roku. Uzyskanie obywatelstwa nie jest łatwe, jednak w lutym 2017 roku chińskie media poinformowały o dwóch wybitnych, urodzonych w Chinach naukowcach, którzy zrzekli się swojego amerykańskiego obywatelstwa na rzecz chińskiego. Chen Ning Yang, nagrodzony nagrodą Nobla z fizyki w 1957 roku i Andrew Chi-Chih Yao, zwycięzca Nagrody Turinga w dziedzinie informatyki w 2000 roku, są profesorami na Uniwersytecie Tsinghua w Pekinie i członkami Chińskiej Akademii Nauk. Jednak podobne przypadki nadal są rzadkością. Nowy system pracy wprowadza dodatkowe restrykcje dla cudzoziemców, chcących pracować w Chinach.

System, który wszedł w życie w listopadzie w dziewięciu chińskich miastach i prowincjach, ma na celu stworzenie innowacyjnej gospodarki, działającej dzięki schematowi „mobilizacji najwyższej warstwy społecznej, kontrolowania środkowej i ograniczania najniższej”. Program ma objąć cały kraj już w kwietniu tego roku. Taki układ pokazuje, że zaostrzenie prawa idzie zdecydowanie w kierunku zredukowania ilości pozwoleń na pracę osobom o najniższych kwalifikacjach. Demografowie przewidują jednak, że Chiny czeka starcie z niedoborem tej grupy społecznej.

Obserwując aktualną sytuację, można stwierdzić, że nakładanie dużych ograniczeń na napływ obcokrajowców, niosących ze sobą nowe idee, będzie raczej spowalniać Chiny w procesie stawania się innowacyjnym państwem. Natywizm, czyli polityka uprzywilejowania obywateli kraju w stosunku do imigrantów, może powodować społeczne represje, zwłaszcza w kraju, który budowę rzeczywistego, jak i symbolicznego muru, ma już za sobą.

Wszystko wskazuje na to, że w przyszłości niedobory siły roboczej będą stanowić w Państwie Środka poważny problem. Rozwiązaniem tej kwestii mogłaby być decyzja o podwyższeniu wieku emerytalnego lub zwiększeniu ilości inwestycji w automatykę i robotykę. Kontrowersyjną kwestią jest także poziom współczynnika dzietności (total fertility rate, TRF), który od 2000 roku zwiększa się, lecz bardzo minimalnie (w 2014 roku na jedną kobietę „przypadało” 1,56 dziecka). Molekularne rodziny zakładane w latach 70. i 80. XX wieku, okresie zdominowanym przez antynatalistyczną politykę „2+1”, jedynie unaoczniają problemy, z jakimi będą musieli zmierzyć się Chińczycy, walczący o utrzymanie dynamicznego wzrostu gospodarczego.

Angelika Andrzejewska

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here