Indonezyjski islam w świetle wizyty saudyjskiego króla – pochwała umiarkowania czy ukryty radykalizm

382

Indonezja, jako najbardziej liczny muzułmański kraj na świecie, coraz częściej budzi zainteresowanie wśród krajów Bliskiego Wschodu. Jednak ostatnimi czasy w państwie chwalącym się tolerancją religijną oraz umiarkowaną odmianą islamu, muzułmańscy radykałowie stają się coraz bardziej widoczni w przestrzeni publicznej. Ostatnia wizyta króla Arabii Saudyjskiej, Salmana bin Abdulaziza Al Sauda, wydaje się przeczyć wsparciu dla rozwoju tego kierunku. Jednak oficjalne deklaracje o konieczności bezkonfliktowej koegzystencji różnych religii rozmijają się z rzeczywistością.

 

Saudyjski król rozpoczął swoje tournée po Azji od wizyty w Indonezji, która trwała od 1 do 12 marca br. W światowych mediach pewnie przeszłaby bez echa, gdyby nie ilość bagażu oraz świty zabranej przez władcę. Na międzynarodowym lotnisko Soekarno-Hatta w Dżakarcie wylądowało kilkanaście samolotów przewożących 1500 osób oraz prawie 500 ton bagażu, w tym dwie pozłacane limuzyny. Tak efektowne wejście wprawiło w konsternację samych Indonezyjczyków, a mieszkańcy stolicy byli zmuszeni przez kilka dni do podporządkowania się do planu wizyt króla, co generowało jeszcze większe korki niż zwykle. Przedmiotem żartów stał się nie tylko królewskie zaplecze, ale także czas wizyty saudyjskiego króla, który oficjalnym spotkaniom poświęcił jedyne cztery dni, a następnie udał się na dziewięciodniowe wakacje na hinduistyczną wyspę Bali. Część indonezyjskich dziennikarzy celnie wypunktowała niejako hipokryzję władcy, który spokojnie mógł udać się na odpoczynek w miejscach zdominowanych przez muzułmanów, przyczyniając się do ich rozwoju turystycznego. Natomiast król nie zdecydował się na ten gest i wybrał najbardziej komercyjną wyspę, której południowa część na czas jego obecności i była niemal całkowicie sparaliżowana..

Jednak mimo wszystkich niedogodności i wynikających z nich satyr była to pierwsza od 47 lat wizyta saudyjskiego władcy w Indonezji, co stanowiło niejako ważne wydarzenie dla wielu muzułmanów. Zarówno umiarkowane, jak i radykalne stronnictwa, uważnie śledziły każde słowo króla, które mogłyby wykorzystać do własnych celów. Tym razem zdecydowanie więcej zyskała pierwsza strona, w tym Nahdlatul Ulama (NU), największa umiarkowana organizacja muzułmańska w Indonezji, przeciwna zarówno promocji wahhabizmu, jak i ukrytego finansowania przez Saudyjczyków radykalnych odłamów islamu m.in. w szkolnictwie. Podczas wizyty król Salman jednoznacznie wezwał Indonezyjczyków do przestrzegania zasad tolerancji religijnej, a na potwierdzenie swojego otwarcia na inne wyznania spotkał się z przedstawicielami wszystkich oficjalnych religii w Indonezji (islamu, katolicyzmu, protestantyzmu, hinduizmu, buddyzmu i konfucjanizmu). Wyraził także nadzieję, że Indonezja będzie służyła jako przykład dla innych krajów muzułmańskich na świecie, które borykają się problemami wewnętrznych konfliktów na tle religijnym.

Mimo tego pozytywnego gestu, przywódcy grup religijnych pozostali sceptyczni wobec zapewnień króla dotyczących zapobiegania terroryzmowi czy wsparciu dla umiarkowanego islamu. W trakcie wizyty w ogóle nie podjęto bardziej kontrowersyjnych tematów, które pozostają obecne w świadomości społecznej i są dostrzegane przez Indonezyjczyków, szczególnie z Jawy czy Sumatry. Chodzi przede wszystkim o niejasne finansowanie i powiązania radykałów muzułmańskich z członkami klanu Saudów, wspieranie rozwoju sieci muzułmańskich szkół z internatem czy wymian studenckich, głównie z Indonezji do Arabii Saudyjskiej. Co prawda, trudno wysuwać konkretne oskarżenia na bazie poszlak, jednak wszystko układa się w kompletną całość, gdy zaobserwuje się postępujący zwrot indonezyjskiego islamu ku modernizmowi kosztem tradycjonalizmu. Tworzone przy wsparciu Arabii Saudyjskiej szkoły stawiają przede wszystkim na edukację religijną, natomiast studenci na wymianach rzadko mają styczność z umiarkowanym islamem, tak usilnie promowanym przez króla, ale nie we własnym kraju. Z jednej strony nawołuje on do wzmocnienia edukacji na rzecz poprawnego rozumienia islamu, z drugiej nigdy nie podał, co zawiera się w tym ,,właściwym pojmowaniu”. Słowa i gesty władcy składają się z ogólników, za którymi kryje się zgoła inna rzeczywistość. W Jawie Centralnej, gdzie istnieje najwięcej szkół finansowanych przez Saudyjczyków, coraz częściej można spotkać Indonezyjki noszące burki. Stamtąd pochodzi też większość radykałów i osób podejrzanych o terroryzm. Jednak wystarczy sięgnąć do przykładów ze stolicy – centra kultury arabskiej wspierane przez arabskie państwo w południowej Dżakarcie postrzegane są jako centra upowszechniania wahhabizmu. Kształcenie młodzieży w duchu tego nurtu przynosi efekty w postaci promowania islamu oderwanego od indonezyjskiej tradycji oraz historii. Przyczynia się to do rosnących napięć społecznych, co można zauważyć podczas trwającej kampanii gubernatorskiej w stolicy(vide: poprzednia analiza)

Z wizytą saudyjskiego króla nadzieje wiązało wiele ugrupowań, nie tylko religijnych, ale także gospodarczych. Jednak niemal wszyscy doświadczyli rozczarowania, ponieważ król skupił się przede wszystkim na pozytywnej promocji Arabii Saudyjskiej. Zwrot ku Azji Południowo-Wschodniej ma w dużej mierze wymiar ideologiczny, ponieważ według prognoz to zdominowane przez muzułmanów Indonezja czy Malezja będą kontrolować ten region w przyszłości. Kolejnym dowodem na fasadowość wizyty jest fakt, że nie podjęto trudniejszych tematów, o których Indonezyjczycy, według lokalnej prasy, chcieli rozmawiać, czyli: niejasnych inwestycjach osób powiązanych z królewskim rodem, prawach indonezyjskich pracowników w Arabii Saudyjskiej czy podwyższeniu rocznych limitów dla pielgrzymów udających do Mekki. Ważniejsze dla Saudyjczyków wydają się prognozy wielu popularnych, miejscowych kaznodziejów, że to właśnie Indonezja będzie miejscem odrodzenia islamu w XXI wieku, ze względu na rosnącą popularność tej religii. Dlatego też stopniowo, oficjalnie budzi zainteresowanie bliskowschodniego państwa, z którego jeszcze kilka lat temu wielu uczonych uważało, że indonezyjskiego, tradycjonalistycznego islamu nie sposób nazywać „islamem”.

Autorka: Simona Sienkiewicz

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here