Problem Snapchata w Indiach

500

Media społecznościowe w Indiach są tematem niezwykle ważnym, a zarazem wrażliwym. Popularyzacja Internetu, a nawet jego włączenie do grona podstawowych potrzeb ludzkich (taka sytuacja zaistniała w stanie Kerala początkiem tego roku), to oczywista szansa dla inwestorów czy wizjonerów. Ojczyzna blisko 1,4 miliarda ludzi bardzo mocno polega na przekazie masowym, stał się on integralną częścią polityki. Mark Zuckerberg, twórca portalu Facebook, jako jeden z pierwszych uznał Indie za jeden z najważniejszych rynków dla swojego biznesu. Dzisiaj blisko 125 milinów ludzi, w obrębie zaledwie tego jednego kraju, korzysta z jego usług. Kolejne 23,5 miliona osób codziennie spogląda w ekrany swoich komputerów poprzez pryzmat Twittera. Jest to całkiem imponujący wynik ponad 6% w skali światowej. Rzecz jasna, na subkontynent musiał również dotrzeć, podtrzymujący szalone tempo wzrostu, serwis Snapchat.

Aplikacja mobilna skupiająca się wokół tego, co tu i teraz, nie odnotowuje tak niesamowitych wyników, jak konkurencja z dziedziny mediów społecznościowych. Jednakże warto zauważyć, że Snapchat to aplikacja stosunkowo młoda, przynajmniej o 5 lat młodsza od wspomnianych gigantów w postaci Facebooka i Twittera. Rynek indyjski wydawałby się zatem idealnym podłożem do zwiększenia swojego zasięgu. Na dzień dzisiejszy z usług Snapchata, aktywnie, korzysta około 300 milinów ludzi, czyli zaledwie 17 milionów mniej od słynnej aplikacji do „ćwierkania” (z ang. to tweet – ćwierkać). I ta różnica zmniejsza się każdego roku. Tutaj jednakże pojawia się problem – w Indiach porównanie tych dwojga wypada już dużo gorzej, bo młodsza firma posiada 4 miliony aktywnych użytkowników. Wydaje się, że pozostaje zadać pytanie: dlaczego?

O ile trend posiadania aplikacji Snapchat zaczął się w Indiach pojawiać, tak obecnie przeżywa poważny kryzys, taki, z którego niełatwo będzie się podnieść. Po skandalu z udziałem prezesa Evana Spiegela i jego byłego pracownika – Anthony’ego Pompiliano, szykuje się bardzo gorący okres serwisu w Azji Południowej. Pompiliano, wciągnięty w dwustronny konflikt prawny z swoim byłym pracodawcą, udostępnił materiały, które zatrzęsły Internetem. Jednym z najbardziej kontrowersyjnych był fragment rzekomego spotkania pomiędzy oboma panami. Spiegel miał wtedy powiedzieć, że Snapchat to aplikacja dla mieszkańców „krajów bogatych, a nie Indii czy Hiszpanii”. Indusom nie trzeba było wiele więcej, rozpętała się burza, która trwa jeszcze do dziś.

Sytuacja zrodzona przez wyznania Pompiliano (którym firma oczywiście zaprzeczyła z miejsca) wymknęła się spod kontroli właścicieli aplikacji. W kilka dni #boycottsnapchat stał się najbardziej popularnym „hasztagiem” na indyjskim Twitterze. Indusi nie dość, że zaczęli aplikację usuwać, to jeszcze wystawiali jej możliwie najniższe oceny poprzez Google Play. Jak donosi sekcja indyjska economictimes.com, ludzie potrafili ściągać Snapchata jedynie w celu napisania złej opinii i usunięcia go. Dumny naród indyjski poczuł się zwyczajnie urażony, a trudno o gorszego przeciwnika w internecie niż wściekłe społeczeństwo Indusów.

Przyszłość Snapchata na subkontynencie nie jest jeszcze przesądzona, ale firma będzie musiała się poważnie postarać o odbudowę zszarganego wizerunku. Rynek mediów społecznościowych w Indiach wydaje się dość młody i podatny na zagraniczne wpływy. W przeciągu minionego roku ogromna ilość firm rozpoczęła poważne inwestycje w Indiach. Posiadanie ugruntowanej pozycji w społeczeństwie tak bardzo podatnym na masowość przekazu, wydaje się kierunkiem działań choćby Amazonu, czy Ubera. Tym bardziej druzgocąca w skutkach staje się wypowiedź Pompiliano, który jednym ruchem przekreślił wizerunek Snapchata w Indiach.

I chociaż rzekome słowa Spiegela odnośnie bycia niezainteresowanym krajami pokroju Indii brzmią niezbyt realnie, to wcale od rzeczywistości nie odbiegają. Wystarczy spojrzeć na statystyki popularności Snapchata w poszczególnych regionach świata. Na wspomnianych 200 milinów dziennych użytkowników ponad 60% pochodzi z USA i Europy, co pozostawia niewiele miejsca do popisu dla Azji. Zablokowany w Chinach Snapchat zdecydowanie ulega swojemu chińskiemu odpowiednikowi – Snow. Statystyki popularności tej drugiej aplikacji ewidentnie brylują na azjatyckim rynku. I właśnie dlatego problematyczność wypowiedzi Spiegela trzeba potraktować dwubiegunowo. Z jednej strony, Indie pozostają jednym z niewielu krajów, gdzie „śnieg” nie przyjął się ani trochę. Podczas, gdy z drugiej średnia użytkowników mediów społecznościowych w krajach Azji Południowej to 12% w odniesieniu do ogólnej populacji państwa. Ta statystyka jednak nie odrzucała nigdy właścicieli Facebooka. Czy amerykański prezes Snapchata byłby skłonny z tego rynku kompletnie zrezygnować? W dzisiejszych czasach mało kto może pozwolić sobie na luksus pomijania Azji w międzynarodowych biznesach.

Z perspektywy właścicieli znanych portali nadchodzące tygodnie mogą być niezwykle ciekawe, ale i równie niebezpieczne. W Indiach mediów społecznościowych zaczęto używać nie tylko jako pośrednika w kampaniach politycznych, ale również środka przymusu. Niedawna blokada internetowa w Kaszmirze dowodzi tego najlepiej. Pozostaje pytanie, jaki kierunek obiorą działania właścicieli Snapchata, o ile faktycznie są oni zainteresowani inwestycjami w tej części świata. Pozostaje, z niecierpliwością, czekać na kolejne doniesienia prasowe. Wprawdzie sprawa, która w połowie kwietnia zawładnęła indyjskimi portalami społecznościowymi, dzisiaj została odpowiednio uciszona, ale z pewnością jeszcze usłyszymy o panu Evanie Spiegelu i jego aplikacji. (as)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here