Street food w Bangkoku – koniec „pięknego chaosu”?

237

W dzielnicy chińskiej Yaowarajpod pod koniec dnia kłębi się tłum sprzedawców i amatorów ulicznego jedzenia. Jeśli ktoś chce zobaczyć, czym jest street food, powinien przyjść właśnie tu.

„Największą zaletą tego jedzenia jest jego różnorodność” – twierdzi bloger Chawadee Nualkhair.

CNN na początku 2017 roku po raz drugi przyznała Bangkokowi palmę pierwszeństwa w dziedzinie street foodu, przed Tokio i Honolulu.

Nic dziwnego, że wielu turystów pozuje przed wielokolorowymi budkami z jedzeniem, czując, że może niedługo znikną, bowiem administracja miasta zapowiedziała, że wszystkie uliczne restauracje zostaną usunięte w najbliższej przyszłości, w tym również te z dzielnic turystycznych.

Zapowiedz wzbudziła protesty zarówno na łamach gazet, jak i na portalach społecznościowych.

Jak powiedział jeden z mieszkańców: „Czy to miasto ma być równie miałkie i czyste jak Singapur?

Restauracje uliczne tworzą „chaotyczne piękno miasta, które zmieniłoby się kompletnie, a ludzie straciliby jego znak rozpoznawczy.

Z punktu widzenia administracji miasta uliczne straganiki przeszkadzają w swobodnym przejściu chodnikiem i są zagrożeniem dla higieny.

Bloger Chawadee Nuwalkhair podkreśla, ze „oni widzą w tym jedynie utrudnienie dla przechodniów, dla nich to chaos, natomiast dla turystów w tym tkwi urok.

Kampania „antykulinarna zaczęła się w marcu, kiedy zabroniono prowadzenia „ruchomych restauracji w wielu dzielnicach, np. w Thonglor o reputacji raju dla podniebienia. Wielkie czystki dotyczą nie tylko kuchni ulicznych: zamknięto także targ z ubraniami Bo Bae niedaleko dworca kolejowego.

Generałowie u władzy zdają się uważać, że liczy się tylko czystość i porządek oraz bezpieczeństwo. Generał policji zlikwidował kolonie ludzi żyjących od dawna w opuszczonym forcie, słynny targ kwiatowy znad rzeki Chao Phraya również zniknął. Żaden ruch władzy nie spowodował jednak takiego oburzenia, co zapowiedź zamknięcia ulicznego jedzenia. Było ono tak silne, że premier, generał Prayuth chan-Ocha, poczuł się w obowiązku stwierdzić, że kramiki w rejonach turystycznych nie zostaną zlikwidowane, gdyż stanowią o uroku miasta.

Miasto zmienia się również, jeśli chodzi o sklepy z żywnością – te małe i lokalne zostały zastąpione przez marki międzynarodowe.

Ograniczenie możliwości kupna jedzenia na ulicy sprawi, że wzbogacą się właściciele droższych restauracji, właściciele food courts, czyli kilka rodzin kontrolujących handel żywnością. Jak widać władzy zależy na wzroście ekonomicznym, nie liczą się przy tym z tradycyjnym sposobem życia mieszkańców.

(rm)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here