Wojenne narzeczone – japońskie żony amerykańskich okupantów

243

Po zakończeniu II wojny światowej dziesiątki tysięcy Japonek zdecydowało się przeprawić przez Pacyfik i zamieszkać u boku swoich niedawnych śmiertelnych wrogów. Jak wyglądało życie kobiet, które zostały wyklęte przez przedstawicieli obydwu krajów?

Hiroko Tolbert miała 21 lat, kiedy w 1951 roku przybyła do domu swoich amerykańskich teściów w Nowym Jorku. Chcąc zrobić dobre wrażenie ubrała się w swoje najlepsze kimono, jednak reakcja, z którą się spotkała, była inna niż oczekiwała. Krewni męża byli przerażeni i chcieli, żeby natychmiast się przebrała. „Susie”, bo tak brzmiało jej nowe imię, była zmuszona odłożyć kimono na wiele lat, pracując na farmie kurczaków u boku Samuela „Billa” Tolberta.

„Wojenne narzeczone”

„Wojenne narzeczone” (ang. war bride) to określenie dziesiątek tysięcy Japonek, które po zakończeniu II wojny światowej zdecydowały się na poślubienie amerykańskich żołnierzy. Musiały opuścić – często na zawsze – rodzinne domy i przystosować do życia w obcym kraju, nauczyć obcego języka i zwyczajów, zmierzyć z dyskryminacją rasową i świadomością mieszkania wśród niedawnych wrogów swojej ojczyzny. Nawet te, dla których decyzja okazała się być tragicznym błędem, nie mogły wrócić do domu. Po 70 latach sformułowanie „wojenna narzeczona” nadal jest w Japonii kojarzone z pracownicami barów i prostytutkami. Wiele Japonek opuściło swój kraj bez pożegnania z bliskimi.

Debbie Storrs przeprowadziła wywiad ze swoją matką Yoshihiko, w którym rozmawiały o jej życiu przed i po podjęciu nieodwracalnej decyzji o wyjeździe. Zaczęła spotykać się z amerykańskim żołnierzem, bo wydał jej się inny niż Japończycy, był intrygujący, szarmancki i obsypywał ją wieloma prezentami. Hiroko mówi o tym w sposób jeszcze bardziej jednoznaczny: „Nie wiedziałam prawie niczego o Billu (…), ale nie mogłam odpuścić takiej szansy. Kiedy poprosił mnie o rękę, zgodziłam się od razu. Nie mogłam zostać (w Japonii), musiałam się wydostać, żeby przeżyć”. Po wojnie Japonia była w tragicznym stanie ekonomicznym i wiele osób cierpiało głód. Wiele Japonek ryzykowało wykluczenie społeczne, bo marzyło o lepszym życiu w bogatym kraju okupanta. Kobiety, które zadawały się z amerykańskimi żołnierzami, miały reputację „niewykształconych prostytutek z najniższej klasy społecznej”.

„Babysan”

Jednym z ważniejszych czynników kształtujących postrzeganie Japonek przez Amerykanów jest fenomen „Babysan”, atrakcyjnej japońskiej bohaterki serii karykaturalnych rysunków Billa Hume’a, które uprzyjemniały czas żołnierzom. Była ucieleśnieniem stereotypu wszystkich japońskich kobiet, które miały być egzotyczne, nieświadome swojej seksualności i oddane mężczyznom. Dodatkowo opisywano je jako skromne, posłuszne i wdzięczne. Początki tego przedstawienia można odnaleźć m.in. w operze „Madame Butterfly” Pucciniego z 1904 roku, w której tytułowa bohaterka zrzeka się swojej tożsamości na rzecz amerykańskiego męża. Yoshihiko wspomina, że kiedy pracowała w rodzinnym hotelu w Osace, amerykańscy goście często nazywali ją „Babysan”.

Zarówno Hiroko, jak i Yoshihiko nie spotkały się z aprobatą członków rodziny. Nikt z bliskich Yoshihiko nie pojawił się na ceremonii ślubnej. Tylko jej ojciec wyraził zgodę na jej związek, ze strachu, że jego córka zostanie napiętnowana jako prostytutka. Hiroko wspomina: „Moja matka i brat byli zrozpaczeni, kiedy dowiedzieli się o moim ślubie. Tylko matka przyszła się ze mną pożegnać przed wyjazdem. Wtedy wiedziałam, że to koniec, już więcej nie wrócę”.

W 1945 roku wprowadzono w życie rozporządzenie dotyczące „wojennych narzeczonych”, zwane także „rodzinnym”, które regulowało status prawny żon i dzieci amerykańskich żołnierzy w Japonii. Imigranci przechodzili szereg badań medycznych. Podstawą do wydania zgody na pobyt był brak niepełnosprawności oraz chorób zakaźnych. W 1952 roku zmieniono także rasowe ograniczenia dotyczące wjazdu do US. To rozpoczęło największą ówcześnie falę imigracyjną Azjatek na świecie a największą w historii Stanów Zjednoczonych. „The Japan Times” określa ich liczbę na 50 000, ale część źródeł mówi, że mogło ich być nawet 110 000.

Wyzwania

Część imigrantek korzystała ze szkół w bazach wojskowych, które miały przygotować je do życia w nowej rzeczywistości. Chociaż poznawały tam przepisy na amerykańskie ciastka i uczyły się chodzić na obcasach, nie były przygotowane na problemy i wyzwania, które je czekały.

„To były czasy, w których małżeństwa międzyrasowe były nielegalne w większości stanów” – mówi Lucy Craft, córka „wojennej narzeczonej”. Żony amerykańskich żołnierzy rozsypały się po całym kraju, nie tworząc społeczności i nie komunikując się między sobą. Ich córki przekazują teraz historie swoich 80-letnich matek. Lucy Craft, Karen Kasmauski i Kathryn Tolbert są autorkami projektu, który zakończył się powstaniem dokumentalnego filmu Upadnij siedem razy, wstań osiem razy: historie japońskich wojennych narzeczonych.

Zbiórka pieniędzy na stworzenie filmu opowiadającego o losach „wojennych narzeczonych” spotkała się z krytyką zarówno ze strony japońskiej, jak i amerykańskiej. Jak mówią autorki, ich celem była „walka z poglądem, że te kobiety są niegodne szacunku”. Zaznaczają, że niechęć jest przekazywana z pokolenia na pokolenie. Matka Craft, Atsuko, w 20 lat po wojnie poszła na festiwal kultury japońskiej w Waszyngtonie. Ktoś podszedł do niej i powiedział: „Nie jesteś stąd”.  Dziennikarka przyznaje, że często słyszy od Japończyków o „upadłych kobietach”, które zostawiły za sobą zniszczony wojną kraj i odeszły do wrogów.

Nie bez znaczenia są także kwestie rasowe, które kształtowały Amerykę w II poł. XX wieku. „Pamiętam, kiedy wsiadłam do autobusu w Luizjanie, który był podzielony na dwie sekcje – białą i czarną. Nie wiedziałam, gdzie usiąść, więc zajęłam miejsce na środku” – wspomina Atsuko Craft. Japonki, które wyszły za mąż za Murzynów, były też generalnie dużo lepiej przyjmowane przez czarne społeczności niż te, które zdecydowały się na małżeństwo z białymi Amerykanami.

Dalsze losy

Yoshihiko zaznacza, że praktycznie od razu wiedziała, że popełniła błąd, wychodząc za Amerykanina. Zmieniła dom bogatej klasy mieszczańskiej na mieszkanie farmerów z Wyoming i codziennie znosiła obelgi i krytykę nowych członków rodziny. Przez wiele lat szukała akceptacji wśród różnych prac dorywczych. Już na emeryturze pogodziła się ze swoim położeniem i zaproponowała koleżankom naukę tradycyjnej sztuki japońskiego wyszywania. Atsuko przeprowadziła się w okolice Waszyngtonu, gdzie, jak mówi, ludzie podchodzą do spraw w zupełnie inny sposób. Teraz czuje się dumna z obu części swoich tożsamości. Hiroko rozwiodła się w 1989 roku i ponownie wyszła za mąż. Uważa, że podjęła w życiu wiele słusznych decyzji, ale nie czuje się „Susie”.

Agnieszka Pawnik we współpracy z Nikolą Różanką

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here