„Wewnętrzne piękno” Baika (Baek Jong-yeola) – o wartości zewnętrznego piękna

290

Wewnętrzne piękno, reżyseria: Baik (Baek Jong-yeol), produkcja: Korea Południowa, polska premiera: 28 października 2016 r. (Warszawski Festiwal Filmów Koreańskich)

Czy wygląd zewnętrzny to wszystko co się liczy w życiu? Debiutując w 2015 roku filmem „Wewnętrzne piękno” Baik (Baek Jong-yeol) wziął na warsztat temat ludzkiego wyglądu oraz uprzedzeń z nim związanych. I stworzył kameralną opowieść o miłości, która nie wpisuje się w trendy koreańskich filmów i seriali romantycznych. Widz nie doświadczy tutaj pełnej melodramatu historii o kochankach, którzy miłość zaprzysięgli sobie wiele wieków temu, jeszcze za czasów historycznych i dopiero po odrodzeniu się we współczesnej Korei mogą zostać parą. Bohaterowie nie są także kosmitami, stworami z legend koreańskich, ani niesamowicie bogatymi biznesmenami. Jest to historia o dwójce ludzi, którzy postanowili zaakceptować dzielące ich różnice i spróbować stworzyć dojrzały związek.

Jednak i w tej prostocie tkwi mały haczyk. Baek Jong-yeol przemycił w swojej produkcji nutę fantastyki, którą koreańska publiczność uwielbia. Przydzielił bowiem głównemu bohaterowi ciekawą przypadłość. Codziennie rano Woo-jin budzi się jako inna osoba. Czasami jest to młody mężczyzna, innym razem starsza pani, a nawet dziecko. Do odtworzenia roli głównego bohatera Baek Jong-yeol wybrał w większości przypadków nowych, wschodzących aktorów, którzy dopiero wyrabiają sobie nazwisko w branży, jak i również kilku weteranów koreańskiego kina – Kim Sang-ho, Kim Min-jae, czy Jo Dal-hwana. Niezabrakło również takich gwiazd jak Park Shin-hye i Lee Dong-wook, którzy wśród środowisk fanowskich znani są również na Zachodzie. Tak różnorodna mozaika aktorów, którzy za każdym razem powołują do życia innego Woo-jina wprowadza w konsternację, sprawiając, że widz nie dokońca wie kto jest głównym bohaterem. A co dopiero wybranka serca głównego bohatera.

Woo-jin nauczył się żyć ze swoją „chorobą” i pogodził z faktem, że jedyne osoby, które pozostały blisko niego to matka i najlepszy przyjaciel. Na codzień Woo-jin zajmuje się projektowaniem i produkcją mebli. Są to wykonane z precyzją i dopasowane do proporcji klienta, wykonane z najlepszych materiałów sprzęty. Woo-jin poświęca im wiele troski i uwagi, tworząc małe dzieła sztuki nowoczesnej. Dzięki zamiłowaniu do pięknych mebli spotyka Yi-soo. Również dzięki meblom, a w szczególności stołowi, w którego stworzenie Woo-jin przelał swoje szczere uczucia, Yi-soo postanawia dać mu szansę. Pomimo świadomości, że Woo-jin codziennie będzie zmieniał swój wygląd.

Do tego momentu opowieść Baek Jong-yeola podążą wiernie za swoim amerykańskim pierwowzorem „The Beauty Inside” z 2012 roku. Natomiast w chwili kiedy Yi-soo zgadza się na związek z Woo-jinem, reżyser zaczyna eksplorować rejony, na których nie skupiono się w oryginalnej produkcji. Baek Jong-yeol skupia się bowiem na psychologicznej stronie relacji Yi-soo i Woo-jina. Yi-soo bardzo szybko uświada sobie, że wygląd zewnętrzny jest jedynie fasadą, za którą często skrywa się o wiele ciekawsza osobowość. Również widz akceptuje fakt, że nawet w chwilach kiedy Woo-jin wygląda jak zbir, wciąż pozostaje tym samym zamkniętym w sobie mężczyzną. Jego wewnętrzne piękno zostaje jedynie na moment zaćmione przez niezbyt urzekającą urodę.

Romans młodych ludzi kwitnie w najlepsze. Jednak z czasem pojawiają się na nim rysy, które rozrastają się do coraz większych rozmiarów. Coś zaczyna pękać w ich relacji. Yi-soo z coraz większą trudnością przychodzi zaakceptownie codziennie zmieniającej się aparycji Woo-jina. Obawia się, że któregoś dnia nie będzie w stanie go rozpoznać i zostanie sama. Gdzie tu stabilność, która jest domeną poważengo związku? Jak tu myśleć o dalszej przyszłości, kiedy nawet jutrzejszy dzień jest tak bardzo niepewny?

Baek Jong-yeol za bardzo zniekształcił przesłanie filmu, zwłaszcza dla koreańskiego społeczeństwa, które w zatrważającym stopniu nastawione jest na ocenianie ludzi po wyglądzie, że człowiek to coś więcej niż tylko ładna powłoka. Dla Yi-soo największą przeszkodą w jej związku z Woo-jinem, nie jest możliwość, że Woo-jin pewnego dnia obudzi się w brzydkim ciele. Jest nią brak poczucia bezpieczeństwa związny z codziennie zmieniającym się wyglądem jej partnera. Czy w takiej sytuacji naprawdę możliwe jest stworzenie dojrzałego związku? Miłość, jak przekonuje reżyser, nie jest niestety odpowiedzią na wszystkie pytnia i problemy w związku. Komunikacja i poszanowanie drugiej osoby są równie ważne – czasami nawet ważniejsze. Niestety tej dojrzałości brakuje bohaterom „Wenętrznego piękna”. Ze swoimi lękami próbują mierzyć się samotnie lub ignorują możliwość zaistnienia problemów.

Choć w drugiej części filmu fabuła traci na spójności, „Wewnętrzne piękno” wciąż potrafi dostarczyć treści, która nie zdaża się zbyt często w koreańskich produkcjach. Są nim proste, lecz przepełnione dyskretnym urokiem sceny randek głównych bohaterów. Na szczęście nie są to randki w tak typowych miejscach jak park rozrywki i kino, lecz w bardziej wyjątkowych miesjcach. Woo-jin zabiera Yi-soo do swojego warsztatu, a także sklepu matki z włóczkami, który przypomina królestwo dziergania. Film nie męczy ciągłymi scenami kłótni i wybuchów gniewów. Nie ma tu także miejsca na sceny zazdrości i zdrady. „Wewnętrzne piękno” może przynieść satysfakcje z oglądania codziennych interakcji bohaterów i ich rozwijającego się związku. Pod tym względem jest to rzadko spotykane kameralne kino romatyczne z pięknymi kadrami utrzymanymi w ciepłej, jesiennej tonacji.

Niestety „Wewnętrzne piękno” nie jest filmem, w którym, jak chciał reżyser, główny akcent zotaje położony na przełamywanie uprzedzeń związanych z wyglądem. Jest to raczej urocza bajka dla dorosłych z obowiązkowym szczęśliwym zakończeniem.

Zwiastun:

(ns)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here