„Kwiat wiśni i czerwona fasola” Naomi Kawase – smak empatii ukryty w paście z czerwonej fasoli

225

Kwiat wiśni i czerwona fasola; reżyseria: Naomi Kawase, produkcja: Japonia, Francja, Niemcy; japońska premiera: 30 maja 2015 r.; polska premiera: 5 sierpnia 2016 r.

Produkcje Naomi Kawase, jak i ona sama, od wielu lat goszczą na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Cannes. W 2015 roku Kwiat wiśni i czerwona fasola został wybrany w celu otworzenia sekcji Un Certain Regard. Film kontynuuje tym samym tradycję wcześniejszych dzieł japońskiej reżyserki, lecz pod pewnymi względami różni się od poprzedników. Po pierwsze, jest to dopiero drugi film w długiej karierze Naomi Kawase, do którego reżyserka nie napisała oryginalnego scenariusza. Kwiat wiśni i czerwona fasola powstał na bazie powieści Duriana Sukegawy pod tytułem An. Po drugie, zdjęcia do filmu nie były kręcone w rodzinnym mieście Kawase, Narze. Reżyserka zdecydowała się tym razem na stolicę Japonii.

Tokio (dokładnie jego północna część, Higashimurayama) w wizji Kawase nie jest tętniącą życiem metropolią i siedzibą niezliczonej ilości korporacji. Japońska reżyserka skupiła się natomiast na ukazaniu tchnących spokojem i anonimowością przedmieść. Zabieg ten pozwala na maksymalne wyeksponowanie postaci, które w filmie Kawase są nieradzącymi sobie z normami ustalonymi przez społeczeństwo indywiduami. Reprezentują oni wszystkich tych, którzy niezauważeni przez zabieganych pracowników korporacji i bogate gospodynie domowe, próbują odnaleźć swoje miejsce w japońskiej rzeczywistości. Humanistyczny aspekt Kwiatu wiśni i czerwonej fasoli dodatkowo podkreślają częste zbliżenia, które z chirurgiczną wręcz precyzją oddają emocje malujące się na twarzach bohaterów.

Centralną postacią w Kwiecie wiśni i czerwonej fasoli jest dobiegająca 76 roku życia Tokue grana przez Kiki Kirin. Aktorka często współpracująca z innym znanym japońskim reżyserem, Hirokazu Koreedą, portretuje tym razem chorą na trąd kobietę, którą japońskie ustawodawstwo odizolowało od reszty społeczeństwa w 1953 roku. Tokue uniknęła najbardziej deformującego stadium choroby – jedynie jej dłonie zostały zniekształcone – jednak dopiero pod koniec XX wieku zezwolono jej na opuszczenie koloni trędowatych. Choć lekarstwo na trąd wynaleziono już w latach 40. ubiegłego wieku, w Japonii pacjenci pozostawali pod stałą kwarantanną aż do 1996 roku. Znamienny jest zresztą fakt, że do dzisiaj w Kraju Kwitnącej Wiśni znajdują się ośrodki dla chorych na trąd.

Pomimo doświadczenia choroby Tokue jest ekscentryczną staruszką emanującą pozytywną energią. Zachwyca się pięknem kwitnącej wiśni, próbuje zrozumieć język natury, jest wdzięczna za każdy kęs słodkiej pasty z czerwonej fasoli… Nieprzypadkowo zresztą akcja nabiera tempa w momencie, kiedy Sentaro próbuje domowej roboty pasty z czerwonej fasoli według tajnej receptury Tokue. Ten małomówny mężczyzna w sile wieku, grany przez Nagase Masatoshiego, prowadzi małą naleśnikarnię, z którą nie daje sobie rady w pojedynkę. Mimo wątpliwości ostatecznie zgadza się zatrudnić Tokue jako pomoc. Od tej pory razem będą przygotowywać małe naleśniki nadziewane słodką pastą z fasoli zwane dorayaki. Posłużą one w filmie za metaforę apetytu na życie. Tokue mimo swego wieku wciąż pozostaje nienasycona, czego nie można powiedzieć o Sentaro.

Apatycznie usposobiony Sentaro pozostaje przytłoczony przez demony swojej przeszłości, których, jak wyzna w liście do Tokue, wciąż się wstydzi. Dopiero z biegiem czasu nauczy się jak przebaczyć sobie za błędy popełnione w młodości. Pomoże mu nie tylko energiczna starsza pani, lecz także reprezentująca młode pokolenie Wakana. Grana przez Uchidę Kyare (prywatnie wnuczka Kiki Kirin) wycofana dziewczyna zamyka tryptyk bohaterów Kwiata wiśni i czerwonej fasoli. Cała trójka wkrótce odkrywa, że może wzajemnie na sobie polegać, dzięki czemu rodzi się między nimi więź. Kiedy ich relacja na dobre rozkwita, pojawia się pierwszy i ostatni dramatyczny zwrot akcji. Sentaro nie jest w stanie ochronić Tokue przed odrzuceniem ze strony lokalnej społeczności. Wyjątkowa słodycz dorayaków szybko blaknie, kiedy po przedmieściu rozchodzi się wieść o chorobie Tokue. Po raz kolejny braknie odrobiony empatii i zrozumienia. Sentaro zdążył się ich nauczyć dzięki Tokue. Lecz co z resztą społeczestwa?

I tym razem Naomi Kawase w swojej twórczości poświęca uwagę osobom o niskim statusie społecznym. Uczynienie ze starszej kobiety głównej bohaterki filmu jest rzadko spotykanym zabiegiem nie tylko w kinie japońskim, lecz i światowym. Kawase sprawia, że głos przedwojennego pokolenia zostaje usłyszany. A Tokue choć wiele wycierpiała w życiu, ma do zaoferowania coś więcej niż narzekanie na własny los. Starsza pani uczy, że docenianie codziennych, prostych chwil szczęścia i wolności wzbogaca ludzkie doświadczenie. W filmach Kawase człowiek zanurzony jest w buddyjskiej koncepcji odradzania się i odnawiania. Gdy jeden cykl się kończy, wraz z jego końcem zaczyna się nowy. Tokue próbuje nauczyć Sentaro i Wakane, że jest to naturalny porządek egzystencji, który trzeba zaakceptować. Wszystko przemija i nie można z tego powodu pogrążać się w zbyt wielkiej rozpaczy. Jednak w kolejnych cyklach istnień człowiek nie jest sam. Towarzyszy mu natura, dlatego trzeba nauczyć się ją szanować i podziwiać.

Tonacja Kwiatu wiśni i czerwonej fasoli balansuje na granicy melancholii i sentymentalizmu. Gdyby film powstał pod egidą reżysera niepochodzącego z Japonii, rzewny liryzm emanujący już z pierwszych kadrów przyprawiłaby widza o podwyższony poziom cukru. Jednak mieszkanka Kraju Kwitnącej Wiśni potrafiła sprawić, że nawet sceny, w których Tokue rozmawia z fasolą, wypadają przekonująco. Naomi Kawase znana z tworzenia swoich filmów w dokumentalnej stylistyce, tym razem zaprezentowała światu współczesną baśń, która fascynuje swoim subtelnym ciepłem.

Niestety rodzimej magii nie wystarczyło Kawase na cały film. Z torów nostalgicznej baśni wykoleja się on momentami na pobocze bajki o tytule „Przewidywalność”. Główna bohaterka zgodnie z oczekiwaniami przywdziewa wtedy szaty wróżki chrzestnej – Tokue jest do samego końca mądra i dobra. Nie ma w niej ani krzty zwątpienia. Jej niezmącona pewność siebie wypada nienaturalnie, fałszuje nuty humanizmu pobrzmiewające w tle akcji.

Na sam koniec nasuwa się jeszcze jedna myśl. Nie bez powodu Japonia nazywana jest Krajem Kwitnącej Wiśni. Czy więc dlatego drzewo wiśni jest obowiązkowym pomnikiem przyrody, który musi się znaleźć w co najmniej kilkunastu scenach? Można odnieść wrażenie, że w Japonii nie kwitnie nic innego…

Zwiastun:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here