Niemcy w Azji (dawno temu)

168

Recenzja książki Pawła Behrendta „Korzenie niemieckich sukcesów w Azji. Daleki Wschód w polityce kolonialnej Niemiec do roku 1914”

Właśnie wydana praca znanego analityka Pawła Behrendta pt. „Korzenie niemieckich sukcesów w Azji” jest ciekawą próbą opisu historii niemieckiego kolonializmu w Azji. Autor wypełnił ważną lukę w naszym patrzeniu na Azję, przybliżając zupełnie nieznany polskiemu czytelnikowi epizod kolonialny Niemiec na Dalekim Wschodzie z końca XIX i początku XX wieku.

W swej książce Behrendt opisuje genezę, przebieg i zmierz kolonializmu niemieckiego (ukierunkowanego głównie na Afrykę, tym niemniej i w Azji obecnego). Znajdziemy więc tutaj tak przeciekawe historii jak ambiwalentne relacje niemiecko-japońskie (fascynacja Niemcami w Japonii przekładająca się na uznanie wzorców niemieckich za kluczowych w modernizacji, szczególnie armii, a jednocześnie rozejście się politycznych interesów tych krajów); ambitną próbę uczynienia z Qingdao niemieckiego odpowiednika Hongkongu (albo Gibraltaru), niemiecki handel w holenderskich Indiach Wschodnich (i próbę ich zawłaszczenia) czy opis zmierzchu (ograniczonej) kolonizacji azjatyckiej.

Dla mnie osobiście najciekawszym wątkiem było ukazanie różnic w podejściu przywódców politycznych – Bismarcka i Wilhelma II – na sprawy azjatyckie. Bismarck był zdystansowany i raczej niechętny kolonialnym eskapadom – i miał rację. Wilhelm II – przeciwnie. Nie dość, że chciał dorównać swoim brytyjskim kuzynom i zdobyć co się jeszcze dało na mającym coraz mniej „białych plam” świecie, to jeszcze prowadził politykę z imperialną butą i przekonaniem o własnej rasowej wyższości, co doprowadziło Niemcy do zaprzepaszczenia sojuszu z Japonią i w konsekwencji do klęski. Właśnie ukazanie na tym przykładzie do czego prowadzi polityczna buta wyrastająca z przekonań ideologicznych jest najmocniejszą stroną tej książki.

Nie jedyną. Behrendt jest najlepszy tam, gdzie pokazuje „rozjeżdżanie się” celów politycznych z uwarunkowaniami ekonomicznymi na przykładzie Qingdao. Niemcy zdobyli tę rybacką wioskę, bo mieli kolonialną potrzebę dorównania innym mocarstwom w Chinach. Ale jednocześnie prowincja gdzie Qingdao leży: Shandong, była uboga i mało perspektywiczna gospodarczo. Większość niemieckich kupców interesy robiła na południu Chin i chociaż Niemcy rozwinęli Qingdao, to nigdy nie stało się ono – bo nie mogło – konkurencją dla Hongkongu.

Chwaląc Autora za podjęcie ciekawej, nieopisanej tematyki i interesujące przedstawienie wyżej wspomnianych kwestii, należy wszakże dodać kilka kwestii krytycznych. Książka jest dość krótka, co pozostawia pewien niedosyt (widać, że Autor nie pisze doktoratu w Polsce i nie obowiązują go magiczne minimum 150 stron). Ponadto odnoszę wrażenie, że Behrendt nie do końca był zdecydowany w jaki sposób połączyć naukową treść z popularną formą: z jednej strony przypisów jest mało (dotyczą niemal wyłącznie biografii opisywanej osób), zaś okładka jest dość… odważna jak na książkę o poważnej treści (te zabiegi są wyraźnym ukłonem w stronę tzw. „zwykłego” czytelnika). Z drugiej strony mamy szczegółowe aneksy i tłumaczenie dokumentów godne monografii naukowej. Rezultat całości jest dość… eklektyczny, co niekoniecznie jest złe: dopiero rynkowy los tej pracy pokaże czy było to posunięcie słuszne.

Poważniejszą uwagę merytoryczną mam za to jedną: nieadekwatność tytułu i wstępu do reszty książki. Behrendt pisze na samym początku, że kluczem do współczesnych sukcesów gospodarczych Niemiec w Azji jest historia i opisany epizod kolonialny. Jednakże to nie wynika z treści książki: między tymi tezami ze wstępu a całością właściwie nie ma związku. Odnoszę wrażenie, że niewiele łączy kolonializm Wilhelma II z „dyplomacją kupiecką” Schrödera poza narodowością ich twórców. Być może jedno wynika z drugiego i rozumie się samo przez się, ale po lekturze „Korzeni niemieckich…” nie mam takiego wrażenia. By udowodnić, że opisany w książce krótkotrwały, mało istotny i w sumie epizodyczny okres niemieckiej kolonizacji w Azji ma wpływ na dzisiejsze sukcesy, trzeba by pokazać związek przyczynowo skutkowy między XIX wiekiem a współczesnością. Osobiście wydaje mi się, że to raczej polityka Niemiec po II wś sprawiła, że wyrobiły sobie tak dobrą reputację w Azji, iż ich kolonialny epizod poszedł w niepamięć, tak jak na Zachodzie zapomina im się hitlerowskie zbrodnie. Nie jestem jednak specjalistą od Niemiec, nie mogę więc się kompetentnie wypowiadać w tym temacie, jako czytelnik wszakże chciałbym jednak bardziej uargumentowanego wywodu na rzecz prezentowanej przez Autora tezy.

Te uwagi krytyczne nie zmieniają rzecz jasna wysokiej oceny opisywanej pracy, która przedstawia mało znane polskiemu czytelnikowi wydarzenia z końca XIX i początku XX wieku w bardzo adekwatny dla tematyki, bo „niemiecki” sposób, czyli: rzeczowo, kompetentnie i dokładnie.

Michał Lubina

PODZIEL SIĘ
mm
dr nauk społecznych UJ, adiunkt w IBiDW UJ, autor czterech książek, w tym dwóch bestsellerów naukowych: "Niedźwiedź w cieniu smoka. Rosja-Chiny 1991-2014" i "Pani Birmy.Biografia polityczna Aung San Suu Kyi".

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here