Niewidzialny we własnym domu, czyli problem hikikomori w Japonii

445

Hikikomori, najczęściej tłumaczone jako społeczne wycofanie oraz izolacja, z roku na rok staje się coraz poważniejszym problemem dotykającym nie tylko ludzi młodych i zagubionych. Co więcej, zjawisko po raz pierwszy sklasyfikowane w Japonii przez psychiatrę Saitō Tamakiego nie dotyczy jedynie tego jednego państwa. Jego przypadki możemy coraz częściej obserwować na całym świecie, również w Polsce. Na czym dokładnie polega hikikomori oraz jakie czynniki mają wpływ na jego powstawanie?

Hikikomori (引きこもり) często określa się jako syndrom skrajnego wycofania ze społeczeństwa, polegający  na wielomiesięcznym, a nawet kilkuletnim odizolowaniu od społeczeństwa w twierdzy, którą jest zwykle jeden pokój. Termin hikikomori powstał pod koniec lat 90. XX, jednak to w 2003 roku, na skutek wzmożonych w tym zakresie badań, powstała nowa, bardziej sprecyzowana definicja zjawiska, według której osoba będąca hikikomori:

  • nie bierze i nie chce brać udziału w życiu społecznym, nie uczęszcza przy tym do szkoły ani pracy
  • prawie wcale nie wychodzi na zewnątrz
  • znajduje się w takim stanie od co najmniej sześciu miesięcy
  • przy czym nie cierpi na żadne choroby psychiczne ani zaburzenia (Mami, Koichi: 95)

Osoby cierpiące na to zjawisko boją się świata zewnętrznego oraz kontaktu z nim, próbując uciec, zamykają się w swoim własnym. Przyczyn oraz powodów jest tak naprawdę wiele, w zależności od każdego człowieka. Bardzo często jest to spowodowane strachem przed dorosłością i odpowiedzialnością. Młodzi ludzie wkraczając dopiero w wiek dojrzały boją się samodzielności, nie chcą więc opuścić swego rodzinnego domu. Nie szukają pracy, zamykają się w swoim pokoju, spędzają czas głównie grając w gry komputerowe lub przeglądając strony internetowe, które nieraz są ich jedynym oknem na świat zewnętrzny. Rodzice z kolei zapewniają im środki potrzebne do życia, najczęściej zamiatając problem pod dywan. Dzieje się to z wielu powodów, jednak przede wszystkim przez wstyd. Wstyd przed dalszą rodziną, sąsiadami, przyjaciółmi. Wielu rodziców woli ukrywać ewidentny problem swoich dzieci, byleby tylko nikt się o nim  nie dowiedział.

A problem wciąż rośnie. Rządowe badanie przeprowadzone w 2010 roku wykazało zatrważającą liczbę osób będących hikikomori – aż 700 000. Nic więc dziwnego, że o zjawisku tym mówi się coraz częściej, próbuje się również na wszelkie sposoby pomóc jego ofiarom. Prowadzone są specjalne grupy wsparcia, zarówno dla hikikomori, jak i dla ich rodziców, tych, którzy odważyli się otwarcie przyznać do  problemu.

Bardzo często jako przyczynę zamykania się w sobie podaje się również nadmierną presję społeczeństwa na jednostkę, która nie jest w stanie sobie z tym poradzić, wobec czego wycofuje się do swojego bezpiecznego świata, którym w tym momencie jest jej pokój. Prócz tego na izolację młodego człowieka mają wpływ problemy rodzinne, a także trudna sytuacja w szkole. Mówiąc o trudnej sytuacji w szkole, najczęściej chodzi tu o ijime, czyli przemoc w szkole, polegającą na znęcaniu się, głównie psychicznym, grupy nad jednostką. Chcąc uciec przed piekłem mającym miejsce codziennie w szkole, prześladowani uczniowie zaczynają opuszczać lekcje, zamykając się w domu. Z biegiem czasu, bez pomocy rodziny i specjalistów, może to przerodzić się w długotrwałą izolację trwająca kilka, a nawet kilkanaście lat.

Hikikomori nie jest jednak problemem jedynie japońskim. W Polsce również dotyka ono wielu osób, aczkolwiek nie da się określić dokładnej liczby.

Wciąż jest to problem stosunkowo nowy, nieznany wielu ludziom. Swego czasu dużą popularność zdobył film z 2011 roku w reżyserii Jana Komasy, pod tytułem „Sala samobójców”, przybliżający nieco tematykę wyalienowania i zamknięcia w swoim świecie. Film wzbudził wiele kontrowersji, nie wszystko również idealnie pasuje tutaj do standardowego opisu hikikomori. Wiele rzeczy jednak się zgadza. Najczęściej ofiarami zjawiska stają się młodzi mężczyźni, zwłaszcza ci, z tzw. „dobrych domów”. W filmie rzeczą uderzającą jest niemal całkowita bierność rodziców wobec tego co robi ich syn, praktycznie nie są w stanie się mu sprzeciwić. Niestety, w prawdziwych przypadkach hikikomori dzieje się podobnie – jak już było wspomniane, rodzice są bezradni.

W dobie wciąż modernizującego się świata, gdzie wszystko zdaje się coraz bardziej przyspieszać, czasem po prostu trudno jest za tym wszystkim nadążyć. Młodzi ludzie czują się osamotnieni, zagubieni, często również mają wrażenie, że nie spełniają oczekiwań rodziny, społeczeństwa, szkoły. Tworzy to olbrzymią presję, która, jeśli nie zostanie zniwelowana, może doprowadzić do poważnych problemów w życiu dorastającego człowieka, dopiero spotykającego się z dorosłością.

Monika Owczyńska

Do opracowania tekstu autorka korzystała z pracy S. Mami i H. Koichiego, Hikikomori among Young Adults in Japan. The importance of differential diagnosis between primary Hikikomori and Hikikomori with High-functioning Pervasive Developmental Disorders , „Medical Welfare Research”, 2007, tom 3.

2 KOMENTARZE

  1. Pozwolę sobie tylko zostawić tutaj ten fragment pod rozwagę: „Osoby cierpiące na to zjawisko”, oraz zapytać, czy naprawdę nie wyrośliśmy jeszcze z pisania o „Sali samobójców” przy okazji każdego wspomnienia o hikikomori?

  2. Nie uważam, by pisanie o „Sali samobójców” w ramach artykułu dotyczącego hikikomori było czymś niewłaściwym. Zwłaszcza, iż w tekście jest wyraźne nawiązanie do sytuacji w Polsce, a jest to chyba najbardziej znany film bazujący na tej tematyce, na przykładzie którego można porównać fakty i mity dotyczące hikikomori. Dla osób, które nie miały wcześniej do czynienia z tą tematyką, może pozwolić to lepiej zrozumieć na czym polega problem. Niestety, do tej pory jest to chyba najbardziej znany polski film dotyczący izolacji młodego człowieka od społeczeństwa, trudno więc jest go nie przywoływać jeśli mówimy o tym, jak hikikomori postrzegane jest w Polsce.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here