Między „polityką łez” a „kontrolowanym kryzysem” – ostatnia próba jądrowa w Korei Północnej

437

3 września 2017 roku Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna przeprowadziła 6. próbę jądrową. Według różnych danych zdetonowany ładunek wynosił od 50-160 kiloton (Chińska Republika Ludowa podała ok. 50 kiloton, niezależna agencja norweska NORSAR – ok. 120 kiloton, Republika Korei – ok. 100 kiloton, natomiast rząd japoński – nawet ok. 160 kiloton).

Na tle wszystkich prób atomowych do tej pory zdetonowano największy ładunek. Południowokoreańska agencja oświadczyła, że niedzielna eksplozja była sześć razy większa od testu przeprowadzonego we wrześniu 2016 roku i jedenaście razy większa od wybuchu ze stycznia ubiegłego roku. Dodatkowo japońscy eksperci podkreślili, że zdetonowany ładunek miał siedmiokrotnie większą moc niż ten, co zrzucono na Hiroszimę w 1945 roku (15-18 kiloton, zginęło wówczas ok. 70-120 tys. ludzi).

Pjongjang tym samym oświadczył światu, że „nasza technologia projektowania i produkcji broni nuklearnej jest na tyle wysoka, aby dostosować jej moc do naszych celów. (…) Doskonały sukces bomby wodorowej [H-Bomb] wyraźnie zademonstrował, że nasze bomby są bardzo precyzyjne, a działanie głowicy nuklearnej jest w pełni wiarygodne. Wobec tego nasza technologia wytwarzania i produkcji broni nuklearnej stoi na wystarczająco wysokim poziomie. Stanowi to również bardzo ważną okazję do osiągnięcia ostatecznego celu zakończenia budowy zdolności nuklearnych kraju.

Atomowe ambicje Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej

Kim Dzong-Un, decydując się na kolejną próbę atomową, potwierdził swoją postawą, że kontynuuje politykę zapoczątkowaną przez swojego ojca Kim Dzong-Ila, a wcześniej dziadka Kim Ir Sena, którzy podczas swojego panowania dążyli do przekształcenia Korei Północnej w niezdobytą twierdzę wojenną.

Warto tutaj podkreślić, że program atomowy Korei Północnej rozwija się bez jakichkolwiek zakłóceń już od początku lat 60. ubiegłego wieku. To właśnie Kim Ir Sen podczas swoich rządów dążył do tego, aby jego kraj znalazł się w posiadaniu broni masowego rażenia. Główne cele w polityce wewnętrznej, jakie postawił sobie wówczas przywódca KRL-D po wojnie koreańskiej, to militaryzacja przemysłu i całej narodowej gospodarki, której zadaniem było ułatwienie szybkiej transformacji północnokoreańskiego przemysłu na potrzeby produkcji wojennej. W tym celu rozpoczęto również badania, które przyczyniły się do otwarcia ośrodka badań jądrowych w Yongbyon. To tutaj w 1965 r. zainstalowano pierwszy radziecki reaktor jądrowy o mocy 2 MW.

Pierwszy, poważny kryzys jądrowy miał miejsce na początku lat 90. XX w., kiedy Korea Północna zagroziła wystąpieniem z Układu o nieproliferacji broni jądrowej podpisanego 12 grudnia 1985 roku. Głównym powodem takiej groźby była chęć uzyskania pisemnej gwarancji od USA, że nie użyją broni atomowej przeciwko niej. Należy tu zaznaczyć, że Waszyngton od końca lat 50. do zakończenia zimnej wojny umieścił na terenie Republiki Korei ok. 950 głowic nuklearnych. Biorąc pod uwagę ryzyko wybuchu konfliktu zbrojnego w tym regionie, ówczesna administracja amerykańska ogłosiła, że nie tylko nie użyje, ale wycofa z Korei Południowej wszelką broń jądrową, co zresztą w niedługim czasie uczyniła.

Rezultatem dalszego dialogu było podpisanie przez KRL-D i Republikę Korei 20 stycznia 1992 r. Wspólnej deklaracji o denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego, jednak już wtedy Pjongjang nie zamierzał podporządkowywać się woli silniejszych państw na arenie międzynarodowej, co w konsekwencji doprowadziło do kolejnego konfliktu. Tym razem administracja amerykańska, a właściwie osoba byłego prezydenta Jimmy’ego Cartera, szybko zażegnała spór, skłaniając KRL-D do ustępstw i podpisania porozumienia 21 października 1994 roku, na mocy którego reżim północnokoreański zamroził swój program.

Jednak polityka Kim Dzong Ila, która w głównej mierze opierała się na armii – Songun, w dłuższej perspektywie czasu nie tolerowała myśli o porzuceniu zbrojeń jądrowych. Wręcz przeciwnie, mimo ogromnej klęski głodu w latach 1995-1999, Korea Północna kontynuowała swój program zbrojeń i dopuściła się licznych prowokacji, jak np. udana próba rakietowa przeprowadzona 31 sierpnia 1998 r. – wystrzelony pocisk przeleciał nad japońską wyspą Hokkaido i wpadł do Pacyfiku.

Jednak prawdziwy szok dla społeczności międzynarodowej stanowiło załamanie się relacji na linii Waszyngton-Pjongjang w 2003 r., kiedy Korea Północna wystąpiła z układu podpisanego w 1985 r., następnie wypowiedziała dwustronne porozumienie międzykoreańskie z 1992 r. i uruchomiła ponownie ośrodek jądrowy w Yongbyon.

Zainicjowane wówczas przez Chińską Republikę Ludową rozmowy trójstronne, które szybko przekształciły się w sześciostronne, nie przyniosły oczekiwanego rezultatu. Niechęć, brak zaufania, awanturnicza postawa Pjongjangu wobec Waszyngtonu szybko uwidoczniły się, czego efektem była pierwsza udana próba atomowa w październiku 2006 roku. W kolejnych latach reżim północnokoreański mimo surowych sankcji kontynuował swoją militarną politykę, przeprowadzając w 2009 r. drugą udaną próbę atomową i kolejne prowokacje, jak np. ostrzelanie wyspy Yeonpyeong w 2010 roku. Tym samym powrót do stołu negocjacyjnego, o czym marzyło chińskie kierownictwo, okazał się niemożliwy.

Twarde stanowisko Waszyngtonu

Po śmierci Kim Dzong Ila w 2011 roku społeczność międzynarodowa miała duże nadzieje na wznowienie dialogu międzykoreańskiego i porzucenie awanturniczej polityki prowadzonej przez Pjongjang, zwłaszcza że nowy przywódca Korei Północnej, Kim Dzong-Un, młodość spędził w Europie, dokładnie w Szwajcarii, gdzie odebrał wykształcenie.

Niestety Kim Dzong-Un nie zrezygnował z dalszych zbrojeń. Od śmierci jego ojca aż do teraz Korea Północna przeprowadziła kolejno 4 próby atomowe. Każdy wybuch charakteryzował się ładunkiem o większej mocy: w 2013 r. 6-7 kiloton, 2016 r. w styczniu 4-6 kiloton, we wrześniu 10-30 kiloton, 2017 r. od 50-160 (według danych różnych instytucji).

W ten sposób Kim Dzong-Un wiernie wypełnia testament swoich przodków, czyniąc swój kraj militarnym kolosem, a dalsza rozbudowa arsenału nuklearnego będzie nie tylko kartą przetargową wobec USA, Republiki Korei, Japonii czy nawet Chińskiej Republiki Ludowej, ale gwarancją istnienia reżimu północnokoreańskiego.

Po przeprowadzonej 3 września tego roku próbie atomowej Donald Trump powiedział, że Korea Północna jest nie tylko wroga, ale niebezpieczna dla USA. W niedzielny poranek prezydent USA napisał: „Korea Północna przeprowadziła duży test jądrowy. Ich słowa i działania nadal są bardzo wrogie i niebezpieczne dla Stanów Zjednoczonych … Korea Północna jest łajdackim narodem, który stał się wielkim zagrożeniem i zakłopotaniem dla Chin, a które starają się pomóc, ale z niewielkim powodzeniem.

Trump zwrócił się również do Republiki Korei. Według niego polityka „marchewki bez kija w dłuższej perspektywie czasu nie zadziała” i zasugerował, że należy podjąć bardziej surowe kroki w celu wpłynięcia na postawę reżimu północnokoreańskiego. Ponadto dodał, że jeśli Korea Północna będzie kontynuować swoje prowokacje, stanie w obliczu „ognia i wściekłości” USA. Słowa prezydenta potwierdził sekretarz obrony James Mattis, który oświadczył dziennikarzom przed Białym Domem, że jakiekolwiek „zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych, jego sojuszników czy terytoriów spotka się z ogromną reakcją militarną, i z odpowiedzią zarówno skuteczną, jak i przytłaczającą„.

W tym wypadku działania administracji amerykańskiej muszą być ostrożne. Podsycanie kolejnych napięć zdecydowanie nie rozwiąże problemu. Z drugiej strony bierna postawa ChRL również nie przyczyni się do polepszenia sytuacji. Prezydent Republiki Korei, Moon Jae-in, oświadczył, że „nigdy nie zezwoli Korei Północnej na dalsze rozwijanie technologii jądrowych i rakietowych”, a premier Japonii, Shinzō Abe, powiedział po rozmowie z Trumpem, że należy „zwiększyć presję na Koreę Północną i zmienić jej politykę”.

Wobec tego oczy najważniejszych mocarstw światowych zwrócone są na Chińską Republikę Ludową, która nie jest jednak zainteresowana większym oddziaływaniem na problem północnokoreański, ponieważ chce spokoju na swoich granicach. Upadek reżimu doprowadziłby do ogromnego kryzysu humanitarnego i gospodarczego w całym regionie. Dodatkowo Pekin cały czas obawia się kursu, jaki mogłaby podjąć zjednoczona Korea – proamerykański czy prochiński? Ministerstwo spraw zagranicznych ChRL wydało jedynie ogólny komunikat, że „rząd Chin zdecydowanie sprzeciwia się i zdecydowanie potępia [kolejną próbę atomową]. (…) Chiny będą współpracować ze społecznością międzynarodową w celu kompleksowego i kompletnego wdrożenia odpowiednich rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ, aby doprowadzić do denuklearyzacji, utrzymania pokoju i stabilności na półwyspie.

Nie od dzisiaj wiadomo, że Waszyngton jest rozczarowany postawą Pekinu. Dzięki inicjatywie Chin problem nuklearny Korei Północnej został ujęty w kwestii multilateralnej, jednak do dnia dzisiejszego nie udało wytworzyć się partnerstwa strategicznego pomiędzy USA a ChRL. W konsekwencji KRL-D rozwija swój arsenał nuklearny i prawdopodobnie już teraz zdolna jest wystrzelić międzykontynentalny pocisk balistyczny, na którym mogłaby umieścić miniaturową bombę atomową, co zasugerował szef operacji morskich Republiki Korei admirał Um Hyun-Seong.

Dodatkowo zdetonowaną ostatnio bombę w całości zbudowano na terytorium KRL-D, a to w konsekwencji oznacza jedno – Korea Północna może eksportować technologię np. do krajów, które są wrogo nastawione do USA. Poza tym wszystkie składniki „bomby typu H” zostały wyprodukowane na terenie Korei Północnej, w związku z tym ten kraj mógłby produkować „tyle potężnej broni jądrowej, ile tylko chce” – oświadczył północnokoreański rzecznik prasowy.

Taktyka balansowania na krawędzi?

Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna jest jedynym państwem na świecie, gdzie wypracowane podczas zimnej wojny wzorce zostały wpisane w konstytucję i praktykę polityczną. Ciągłe zbrojenia, rozbudowa arsenału nuklearnego, szukanie zewnętrznego wroga (amerykańscy imperialiści) są czynnikami, które determinują obecnego władcę Kim Dzong-Una w osiągnięciu jednego celu, mianowicie uznania na arenie międzynarodowej i należnego traktowania z szacunkiem przez Waszyngton, dotychczas określający państwo północnokoreańskie jako „mafijne” lub „zbójeckie. Co ciekawe były prezydent USA, Jimmy Carter, na spotkaniu z dziennikarzami 12 września tego roku powiedział, że „dopóki nie będziemy chcieli z nimi rozmawiać i traktować ich z szacunkiem jako istoty ludzkie, którymi są, to nie sądzę, abyśmy uczynili jakiekolwiek postępy.

Jeden z najwybitniejszych polskich politologów zajmujący się tematyką Azji, prof. Edward Haliżak, w jednej ze swoich prac słusznie ocenił, że dzięki rozbudowie militarnej program zbrojeniowy miał z „ekonomicznego karła i żebraczego państwa” przekształcić Koreę Północną w „militarnego kolosa, z którego interesami należało się poważnie liczyć. Bez wątpienia reżim północnokoreański osiągnął najważniejszy cel, o jakim mógł pomarzyć Saddam Husajn czy Mu’ammar al-Kaddafi – posiadanie broni jądrowej, które zagwarantowało nienaruszalność granic, stąd jakakolwiek inwazja wojsk amerykańskich póki co nie wchodzi w grę.

Jak zaznaczył wcześniej autor w poprzedniej analizie, obecny przywódca KRL-D swoim działaniem zwiększa obecność sił amerykańskich na Półwyspie Koreańskim. Postępowanie Kim Dzong-Una doprowadziło do zacieśnienia współpracy wojskowej pomiędzy USA i Republiką Korei, czego najlepszym przykładem są ćwiczenia jednostek wojskowych obu państw na Morzu Wschodnim (zwanym również Japońskim), realizowane w pierwszym tygodniu po przeprowadzonej próbie atomowej. Do ćwiczeń włączono również siły powietrzne i lądowe. Warto tutaj wspomnieć także o Japonii. Minister obrony narodowej Itsunori Onodera oświadczył, że rząd zwiększy wysiłki, aby wzmocnić swoje możliwości obronne przed kolejnymi testami jądrowymi i rakietowymi Korei Północnej.

Podsumowując, Pjongjang ostatnimi działaniami ponownie przypomniał światu, że nie należy go lekceważyć i nie zrezygnuje ze swoich aspiracji atomowych. Społeczność międzynarodowa, a zwłaszcza najważniejsze państwa regionu jak Chińska Republika Ludowa i Stany Zjednoczone, będą musiały ze sobą współpracować, by rozwiązać problem północnokoreański. Doświadczenia z poprzednich lat wykazały, że kolejne sankcje nakładane na Koreę Północną nie przynoszą oczekiwanego rezultatu. Do tej pory od pierwszej próby jądrowej w 2006 r. Organizacja Narodów Zjednoczonych wobec KRL-D uchwaliła aż 16 rezolucji. Sam Kim Dzong-Un w nieugiętej wypowiedzi skierowanej do rosyjskich mediów 12 września 2017 r. oświadczył, że „żyliśmy z amerykańskimi sankcjami od dziesięcioleci. Z najsurowszymi sankcjami. Ale zdobyliśmy wszystko, co chcieliśmy. Jeśli USA mają nadzieję, że potrząsną naszym stanowiskiem i je zmienią, to jest to iluzja. Wobec tego w ocenie autora tylko partnerstwo strategiczne między Stanami Zjednoczonymi a Chińską Republiką Ludową oraz zdecydowana postawa Pekinu mogłyby ukrócić militarne ambicje klanu Kimów na Półwyspie Koreańskim.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here