Południowy Sudan – rozrachunek i Siły Samoobrony

234

Japońskie Siły Samoobrony rozpoczęły pokojową misję w Południowym Sudanie tuż po jego utworzeniu w 2011 roku. Obowiązkami stacjonujących oddziałów było głównie tworzenie infrastruktury i utrzymywanie stabilnej sytuacji w kraju. Początkowo oznaczało to budowę dróg w stolicy kraju, Dżubie, a po wojnie domowej w 2013 roku – tworzenie obozów dla uchodźców. Warto przyjrzeć się nie tyle samej historii japońskiej aktywności podczas tej konkretnej misji Organizacji Narodów Zjednoczonych, ile raczej działalności w całej Afryce i jej wpływie na status Służb Samoobrony zarówno w kraju, jak i poza jego granicami.


Nowy kontynent – nowe możliwości

Historia relacji Japonii z państwami Afrykańskimi nie należy do najdłuższych. Pierwsze próby nawiązania współpracy, przynajmniej o ile jest to odpowiednie słowo, miały miejsce w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Rosnąca w szalonym tempie gospodarka potrzebowała wówczas surowców naturalnych. Naturalnym rozwiązaniem było zwrócenie się w stronę posiadających je krajów będących w słabej sytuacji gospodarczej. W ciągu następnego dziesięciolecia Japońskie przedsiębiorstwa uporały się z kryzysami naftowymi lepiej niż wielu ich konkurentów z zachodnich krajów. Coraz silniejsze ekonomicznie państwo oznaczało rosnące znaczenie na arenie międzynarodowej.
Mająca miejsce w latach osiemdziesiątych pierwsza wizyta Japońskiego ministra spraw zagranicznych w krajach afrykańskich podkreśliła coraz większy wysiłek wkładany w budowę bilateralnych relacji. Podobny trend miał miejsce w przypadku wielkości pomocy rozwojowej – w 1989 oraz w latach 1991–1998 wielkość tych funduszy w relacji do PKB kraju była największa wśród inwestujących państw. Tak silne zaangażowanie ekonomiczne stało się jednym z kluczowych elementów obecności Japonii na kontynencie.
W 1993 roku Siły Samoobrony po raz pierwszy wzięły udział w organizowanej przez ONZ misji. Poczynając od pomocy przy utrzymywaniu pokoju w Mozambiku, japońskie oddziały można było zaobserwować w kilku innych krajach. Wraz z rosnącą obecnością na Czarnym Lądzie zmianom ulegała również struktura pomocy finansowej. Z czasem fundusze rozwojowe zaczęły stanowić mniejszą część zaangażowania ekonomicznego, ustępując miejsca wyraźnie większej ilości inwestycji prywatnych. W 2008 roku było to 34,3 miliarda dolarów, w porównaniu do 1,5 miliarda dolarów wspomnianego wcześniej dofinansowania. Kolejnym podkreśleniem zaangażowania były wizyty premierów Jun’ichirō Koizumiego i Yoshirō Moriego w latach 2001 i 2006.
Nie sposób pominąć chińską obecność w Afryce. Jako największy rywal wśród krajów azjatyckich, Państwo Środka ma niezaprzeczalną przewagę. Ich fundusze nie wiążą się z żadnymi wymaganiami czy ingerencją w politykę wewnętrzną państwa. Nie są związane z promocją demokracji ani obłożone innymi restrykcjami. Japońskie zaangażowanie może więc zostać przyćmione przez pieniądze płynące z Pekinu.

Problemy Sił Samoobrony

Artykuł 9. japońskiej konstytucji odrzuca wojnę jako sposób rozwiązywania konfliktów międzynarodowych oraz uniemożliwia istnienie regularnej armii. Problematyka definicji pokoju stała się jednym z elementów dyskusji o legitymizacji i normalizacji statusu Sił Samoobrony. Po zakończeniu Zimnej Wojny Tokio straciło również jednoznacznie zdefiniowanych wrogów. Sytuacja międzynarodowa uległa zmianie, kooperacja między państwami rosła, a wypowiedziana przez George W. Busha wojna z terroryzmem tylko wzmagała potrzebę współpracy. Podobna sytuacja ma miejsce w związku

z coraz bardziej napiętą sytuacją na Półwyspie Koreańskim.
Restrykcje nałożone na Siły Samoobrony są ciągłym elementem debaty publicznej, a wraz z upływem czasu powoli rosną kompetencje jej jednostek. Nie jest to jednak tempo, które powinno niepokoić inne państwa. Nie jest to również próba „ponownego rozpalenia popiołów japońskiego militaryzmu”. Nowe możliwości pojawiają się głównie za sprawą sytuacji międzynarodowej, nie są zaś wynikiem resentymentu czy zbyt nacjonalistycznej polityki poszczególnych rządów. Począwszy od ustawy International Peace Cooperation Law w 1992 roku, która umożliwiła wzięcie udziału w misji ONZ w Mozambiku rok później. Kolejne zmiany w 2001 i 2004 roku dotyczyły konkretnych przypadków.
Pomimo rosnących kompetencji oraz coraz większej obecności na świecie (chociażby w Dżibuti, gdzie utworzyli pierwszą bazę wojskową poza granicami kraju) Japonia oficjalnie nie posiada armii. Poszczególne misje ONZ powoli przyzwyczajają zarówno obywateli, jak i środowisko międzynarodowe do militarnej obecności kraju poza jego granicami. Każdy sukces zwiększa szanse na faktyczną rewizję artykułu 9. i spełnienie od dawna deklarowanego celu obecnego premiera.


Południowy Sudan

Restrykcje nałożone na Siły Samoobrony oraz dokładny opis warunków, w jakich oddziały mogą brać czynny udział okazały się bardziej niż problematyczne. Za sprawą kolejnych wybuchów przemocy w niestabilnym regionie doszło do śmierci i ciężkiego zranienia części personelu ONZ. Zdarzenie miało miejsce niedaleko bazy, w której stacjonowały japońskie oddziały. Zgodnie z obowiązującym prawem cały personel powinien wówczas zostać wycofany z ogarniętej konfliktem strefy. Oddziały miały bowiem pomagać podtrzymywać pokój i budować państwo, nie brać udział w czynnej walce. Raport mówiący o tym zdarzeniu został zatajony, a misja – kontynuowana.
Działalność Sił Samoobrony w tym rejonie mogła ukazać pozytywne efekty propagowanej przez Shinzō Abe polityki „aktywnego pacyfizmu”. Udowodnienie kompetencji oddziałów oraz coraz większe zaangażowanie w misje ONZ powinno również ułatwić Japonii jej wieloletnie starania o pozycję stałego członka w Radzie Bezpieczeństwa.
W praktyce jednak zatajenie incydentu spotkało się z potępieniem wśród społeczeństwa. Dodatkowo prawda wyszła na jaw wśród pojawiających się raz za razem skandali, gdy poparcie Abe zaczęło osiągać rekordowo niskie wyniki. Dobrowolna dymisja Tomori Inady na kilka dni przed zapowiadaną reorganizacją gabinetu pokazuje tylko wielkość tego skandalu.

Wpływ na status debaty?

To japoński pokój i nim zaczniemy nad nim debatować, musimy zmienić japońską definicję wojny – Kenji Isezaki, profesor Tokijskiego Uniwersytetu Polityki Zagranicznej.

Wiele osób było przeciwnikami obecności japońskich oddziałów w Południowym Sudanie. Ludność protestowała, a tego typu wydarzenia tylko potwierdzają ich obawy.
Brak transparentności oraz niewłaściwe stosowanie się do nałożonych restrykcji odbiły się na poparciu rządu. Wykorzystanie tej porażki w debacie o normalizacji statusu Sił Samoobrony to jednak inna sprawa. Obecny rząd stracił dużo poparcia, jednak nieustannie przypominający o sobie reżim Kimów nie pozwala zapomnieć o niebezpieczeństwie.
Dyskurs zdaje się  stać w martwym punkcie. Coraz bardziej zintegrowany system międzynarodowy wydaje się przybliżać proces normalizacji, może to być jednak kwestia powolnie upływającego czasu.
Największym problemem, przed jakim stoi normalizacja Sił Samoobrony, jest kwestia japońskiej tożsamości. Konflikty uległy ogromnym zmianom od czasów drugiej wojny światowej, jednak pojęcie pokoju zdaje się ich nie odzwierciedlać. W świecie, w którym otwarte konflikty na pełną skalę są coraz rzadsze, obowiązująca definicja jest coraz mniej aktualna.

PODZIEL SIĘ
mm
Pasjonat polityki i stosunków międzynarodowych. Swoje zainteresowanie skupia głównie na regionie Azji i Pacyfiku. Zafascynowany kulturą japońską. Student Instytutu Bliskiego i Dalekiego Wschodu na Uniwersytecie Jagiellońskim.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here