Rusza proces w sprawie zabójstwa brata Kim Dzong Una

135

W Malezji rozpoczął się proces dwóch kobiet, które zostały oskarżone o zabójstwo Kim Dzong Nama- przyrodniego brata przywódcy Korei Północnej. Oskarżonymi są 25-letnia Indonezyjka Siti Aisyah oraz 28-letnia Wietnamka Doan Thi Huong. Grozi im kara śmierci.

Kobiety miały wetrzeć w twarz i oczy ofiary zakazany środek chemiczny, VX, który znany jest ze swojej niezwykłej toksyczności. Kontakt z tą substancją może prowadzić do wystąpienia konwulsji, utraty świadomości, paraliżu i do śmiertelnej niewydolności oddechowej. Do zdarzenia doszło 13 lutego br. na terminalu lotniska w Kuala Lumpur. Kim Dzong Nam zmarł 20 minut po ataku. Podejrzane utrzymują, że są niewinne. Proces w malezyjskim Sądzie Najwyższym rozpoczął się blisko po ośmiu miesiącach od zamachu. Indonezyjka oraz Wietnamka twierdzą, że zostały zmanipulowane, nie chciały nikogo zabić. Wierzyły, że uczestniczą w niegroźnym żarcie, który miał zostać uwieczniony przez ukrytą kamerę na potrzeby programu telewizyjnego.

Południowokoreańska agencja wywiadowcza donosi, że zabójstwo zostało zaplanowane przez samego Kim Dzong Una, było ono nawet częścią planu pięcioletniego. Dzong Nam żył w ukryciu, a jego znajomi ujawnili, że w ostatnich latach swojego życia często odczuwał paranoję. Gdy podróżował, używał fałszywych dokumentów, np.: w 2001 r. z fałszywym dowodem osobistym obywatela Dominikany próbował dostać się do Japonii. Podczas przesłuchania przez japońskich urzędników ds. imigracji tłumaczył, że planował odwiedzić tokijski Disneyland. To zdarzenie miało doprowadzić do kompromitacji jego ojca i dawnego lidera kraju- Kim Dzong Ila, który skazał syna na wygnanie. Od tej pory Kim Dzong Nam często zmieniał miejsca pobytu- mieszkał w Makau, Chinach czy Singapurze, gdzie cieszył się ograniczoną ochroną Pekinu. W krótkich wywiadach prasowych utrzymywał, że nie jest zainteresowany przejęciem władzy w Korei Północnej. Jednak z faktu swojego wieku( jego bracia są od niego młodsi) mógł rościć sobie prawo do tytułu „wielkiego przywódcy”. Wielu ekspertów uważa, że jego obecność była odczytywana jako zagrożenie dla obecnego lidera.

W czasie swojej śmierci Dzong Nam podróżował z północnokoreańskim paszportem, posługując się imieniem Kim Chol.

AM

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here