Polityka Birmy wobec kwestii Rohingya

739

Toczący się polityczno-uchodźczy dramat związany z exodusem niemal 500 tysięcy muzułmanów Rohingya z Birmy do Bangladeszu, jest ostatnią odsłoną burzliwych relacji na linii: muzułmanie Rohingya – państwo birmańskie. Zarys zmieniającej się polityki rządów birmańskich w tej kwestii pokazuje jak wielką rolę odgrywa upolitycznienie tej kwestii.

Gdy Birma odzyskała niepodległość w 1948 r. nazwa Rohingya nie była używana, a zdaniem wielu – nie istniała (na pewno nie była w użyciu w czasach kolonialnych). Po raz pierwszy urzędowo pojawiła się w 1961 r., gdy demokratyczny rząd premiera U Nu podpisał zawieszenie broni z partyzantką muzułmańską walczącą w północnym Arakanie. W ramach tego porozumienia w parlamencie zasiadło kilku posłów Rohingya a państwowe radio nadawało audycje w ich języku/dialekcie. Dla grupy uznającej się za Rohingya jest to dowód na to, że rząd birmański uznał słowo Rohingya i tych ludzi jako osobną grupę etniczną.

Jednak już w 1962 r., doszło do wojskowego zamachu stanu generała Ne Wina, który oparł swoje rządy na autarkii, nacjonalizmie/ksenofobii oraz próbie birmanizacji mniejszości etnicznych. Wówczas, za czasów tzw. pierwszej junty (1962-1988) wprowadzono współczesne kategorię grupy etnicznej Arakańczyków jako buddystów (konstytucja  z 1974) oraz przyjęto (1982) będącą w mocy prawnej po dzień dzisiejszy ustawę o obywatelstwie. Dzieli ona obywateli Birmy na trzy kategorie. 1) „Prawdziwi/zwykli obywatele”: ludzie należący do 8 głównych grup etnicznych Birmy, mieszkający tu przed początkiem okresu kolonialnego, czyli do 1823 (okres kolonialny rozpoczął się wraz z I wojną anglo-birmańską w 1824, jednak ustawa za granicę czasową uznaje rok wcześniejszy: 1823). 2) „Współobywatele”: mieszkańcy, którzy uzyskali birmańskie obywatelstwo na moce poprzedniej Związkowej Ustawy o Obywatelstwie z 1948 roku (będącej w mocy tylko dwa lata, do 1950); najczęściej potomkowie mieszanych małżeństw pomiędzy imigrantami po 1823 i mieszkańcami „rdzennymi”. 3) „Naturalizowani obywatele”: mieszkańcy naturalizowani po zawieszeniu Związkowej Ustawy o Obywatelstwie. Druga i trzecia kategoria ma ograniczone prawa –nie mogą zajmować urzędów, ani studiować na uczelniach medycznych i technicznych.

Rohingya poza systemem

Muzułmanów określających siebie jako Rohingya nie uznano za żadną z powyższych trzech kategorii, nie włączono ich również do spisu 135 narodów/grup etnicznych Birmy z początku lat 90-tych oraz do spisu powszechnego w 2014 r. Rohingya są traktowani w Birmie jako obcokrajowcy-bezpaństwowcy, czyli nielegalni imigranci. Nie posiadają birmańskich dowodów osobistych (NRC), a tylko zaświadczenia o byciu obcokrajowcem (FRC), co stanowi duże utrudnienie – bez NRC nie można się przemieszczać, zaś Rohingya nie mogą opuszczać Arakanu. Pozostała dyskryminacja Rohingya obejmuje m.in.: nakaz posiadania zgody urzędu na zawarcie małżeństwa, zakaz posiadania więcej niż dwójki dzieci, nakaz zgody urzędu na naprawianie domów i budowę obiektów kultu religijnego. Spośród wielu represjonowanych w Birmie ludów muzułmanie Rohingya pozostają bezdyskusyjnie najgorzej traktowani.

Najbardziej dramatyczne chwile Rohingya przeżyli podczas trzykrotnych masowych czystek etnicznych w latach 1978, na przełomie 1991/1992 r. oraz niedawno, w sierpniu-wrześniu 2017 r. W ramach wyjątkowo brutalnej, acz skutecznej polityki „czterech cięć”, czyli taktyki armii birmańskiej w walce z partyzantami, której podstawowym założeniem jest nieodróżnianie cywilów od wojskowych (partyzantów) wojsko birmańskie doprowadziło do trzykrotnego exodusu muzułmanów do Bangladeszu. We wszystkich trzech przypadkach przebieg operacji był bardzo podobny: stosując masowe areszty, tortury, morderstwa i gwałty domniemanych partyzantów muzułmańskich, a także ludności cywilnej,  armia birmańska zmusiła muzułmanów do opuszczenia wiosek i ucieczki do Bangladeszu. W 1978 i 1991/1992 r. armia  zabrała muzułmanom nie tylko dowody osobiste (NRC), lecz przede wszystkim ziemię, na której mieszkali (lub na którą przybyli) wraz z domami i przekazała to osadnikom birmańskim. I chociaż zarówno w 1978, jak i w 1992 r. armia pozwalała uchodźcom wracać, to nie oddawała im już ziemi: w ten sposób narodziła się grupa bezpaństwowców bez ziemi. Obecnie, gdy rząd birmański deklaruje wolę przyjęcia przynajmniej części z niemal półmilionowej społeczności Rohingya zbiegłej do Bangladeszu, prawdopodobnie historia się powtórzy: część zostanie przyjęta, lecz zabranej ziemi i zniszczonego mienia (spalonych wiosek) nikt im nie zrekompensuje.

Konflikt użyteczny dla armii

Systemowa dyskryminacja i prześladowanie Rohingya w Birmie ma silne poparcie społeczne (co będzie tematem osobnej, następnej analizy) służy również, a może przede wszystkim, interesom armii birmańskiej (Tatmadaw). Armia poprzez konflikt etniczny w Arakanie nie tylko neutralizuje zagrożenie separatyzmu arakańskiego (obawiający się muzułmanów buddyjscy Arakańczycy traktują armię birmańską jako mniejsze zło, a nie jak poprzednio: jak okupanta). Przede wszystkim legitymizuje swoje tezę o konieczność „przewodniej roli” armii w polityce birmańskiej: zgodnie z tą narracją bez armii zaprowadzenie „prawa i porządku” jest niemożliwe, zaś koncepcje autonomii i federalizmu, postulowane przez liczne mniejszości etniczne (wobec armii wrogie) zostają zdyskredytowane jako zagrażające jedności państwa. Ustawiając się jako obrończyni buddystów przeciwko muzułmanom, a szerzej swoich przeciwko obcym, armia pozycjonuje się w roli „protektora ojczyzny” i szachuje każdy rząd cywilny, w tym obecny rząd Aung San Suu Kyi, zmuszając cywilów do prowadzenia korzystnej z punktu widzenia wojska polityki kraju. Jednym słowem: na prześladowaniach Rohingya armia może tylko zyskać, zaś zarządzanie konfliktem w Arakanie służy uprawomocnieniu utrzymania kontroli armii birmańskiej nad krajem.

 

 

PODZIEL SIĘ
mm
dr nauk społecznych UJ, adiunkt w IBiDW UJ, autor czterech książek, w tym dwóch bestsellerów naukowych: "Niedźwiedź w cieniu smoka. Rosja-Chiny 1991-2014" i "Pani Birmy.Biografia polityczna Aung San Suu Kyi".

2 KOMENTARZE

  1. Jak dobrze, że Michał Lubina ma tutaj miejsce na nieco szersze formy tekstowe. Ostatnio bowiem próbowałem znaleźć solidny materiał o mniejszości Rohingya w polskiej prasie. Nie znalazłem. Za to sporo bzdurnych, przeklejonych z zachodnich mediów informacji – w tym masa niedorzeczności dotyczących samej Birmy.
    Będę częściej zaglądał na Puls Azji.

  2. W Birmie byłem 8 razy – po raz pierwszy w 1997 roku, a ostani w 2010. Szczególnie w tych latach wcześniejszych wiele było zwłaszcza na terenie stolicy kraju ( mam tu na myśli Rangoon) aktów terroryzmu. Nigdy nie udało mi sie przeczytać oficjalnego wyjaśnienia, ale plotkowano najczęściej o tym, że to przeciwnicy junty ( atakowano głównie centra handlowe, w których zaopatrywali sie głównie oficerowie armii i ich rodziny). Były też głosy wskazujące na niezwykle dynamicznie rozwijającą sie w tym czasie na terenie pomiędzy Scotts Market a Merchant St społeczność muzułmańską. Pamiętam ,że po 2004 roku niezwykle szybko przybywało tam meczetów, przy czym nie były to nowo budowane konstrukcje, a jedynie pomieszczenia w starych kamienicach. Równie dobrze po prawdzie mogło ich nie przybywać, lecz może po prostu wychodziły z ukrycia. Dla Birmy jakkolwiek okrutnie to zabrzmi Rohingya nie są tak naprawdę największym problemem. Znacznie poważniejszym są Mon i plemiona ze stanu Shan. Ten ostatni jest narkotykowym zapleczem gospodarczym najwyzszych oficerów armii i gdy tylko dojdzie do osłabienia tej kadry, to zechce ona oderwać stan od Birmy. Jeszcze przed 2005 rokiem rozmawiając z Birmańczykami o przyszłości kraju mówiłem , że po osłabieniu rządów junty dojdzie do „bałkanizacji” kraju i chyba to pierwszy z otwartych juz etnicznych konfliktów w Birmie. Wydaje mi się, że następnę, które w zasadzie są nieuniknione pociągna za soba znacznie wiekszy rozlew krwi.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here