Wybory w Japonii – Partia Nadziei wzmacnia opozycję

891

Prezydent Tokio, Yuriko Koike 27 września założyła nowe, ogólnonarodowe ugrupowanie polityczne. Zgodnie z jej deklaracjami Partia Nadziei celuje w odebranie sporej części mandatów obecnie rządzącej koalicji.

Pojawienie się nowej siły w japońskiej polityce wzbudziło sporo kontrowersji. Niedługo po konferencji, na której Koike poinformowała przyszłych wyborców o utworzeniu swojego ugrupowania, pojawiły się spekulacje odnośnie wątpliwej przyszłości głównej partii opozycyjnej.  Niektórzy posłowie Partii Demokratycznej zasilili szeregi nowego ruchu, a sam przewodniczący rozważa umożliwienie swoim posłom startowanie z list Partii Nadziei.

Kolejną wątpliwą kwestią jest wpływ nowej funkcji na sprawne pełnienie funkcji prezydenta miasta stołecznego Japonii. Już w komentarzach zaraz po wygranych lokalnych wyborach wielu analityków wspominało o ogromie obowiązków wynikających z tej roli. Co więcej, Koike została wtedy „związana” z tym stanowiskiem co najmniej do końca swej pierwszej kadencji. Honor zarządzania miastem podczas Igrzysk Olimpijskich Tokio 2020 nie jest czymś, z czego można zrezygnować bez konsekwencji. Politolog z Uniwersytetu Surugai Norihiko Narita tuż po wygranych przez ugrupowanie Tomin First wyborach do rady miejskiej określał ją jako „bardzo ambitną osobę”. Twierdził również, że to powód za sprawą którego był „pewien, że chce kiedyś zostać premierem rządu”. Niewątpliwie nie przeczuwał wtedy, że jeden z decydujących kroków w tę stronę może zostać wykonany tego samego roku.

Koike informowała w mediach, że nie zamierza startować w wyborach do parlamentu. Pragnie dowodzić partią z obecnej pozycji prezydent Tokio, nie porzucając swojego stanowiska. Japońska konstytucja nie pozwala na nominację premiera spoza parlamentarzystów. Pytana o problem ewentualnej nominacji kandydata na to stanowiska pozostaje według niej kwestią przyszłości.

„Uważam, że to starcie między ruchem prawicowym i skrajnie prawicowym. Skrajnie prawicowy to, oczywiście, Koike” – Nicholas Smith dla CNBC

Pomimo otwartych proklamacji jako znajdujące się ideologicznie w centrum ugrupowanie, część mediów wyraźnie wskazuje na podobieństwo do obecnego rządu. CNBC w stylu, do którego przyzwyczaiło swoich czytelników podczas ostatnich wyborów w Stanach Zjednoczonych, wyraża to bardziej dosadnie i definiuje Partię Nadziei jako „skrajną prawicę”. Mieszkający w Tokio inwestor Nicholas Smith wskazuje na istniejącą wśród zachodniej prasy stronniczość w stosunku do kandydatki. Zgodnie z jego teorią nie są oni w stanie przedstawić liderki jako nieliberalnej. Podkreśla on również, że wśród przedstawionych członków jej partii znajdują się politycy otwarcie wspierający reżysera Satoru Mizushimę, odpowiedzialnego za film podający w wątpliwość Masakrę Nankińską.

Partia Nadziei – czego można się spodziewać?

Swoją platformę Koike buduje na trzech wyszczególnionych jeszcze przed startem samej kampanii elementach. Każdy z nich najłatwiej zestawić z polityką będącego przy władzy ugrupowania. Niewątpliwie będzie to najbardziej popularne zestawienie, które ze względu na znikomą popularność reszty opozycji, wydaje się najbardziej odpowiednim.

Partia Nadziei silnie sprzeciwia się zapowiedzianej przez rząd podwyżce podatku konsumpcyjnego. Shinzō Abe usprawiedliwia ów projekt planami zapewnienia darmowej edukacji dla młodzieży i chęcią sprawienia, by wydatki japońskiego rządu skupiały się nie tylko na starszej części społeczeństwa. Przy dokładniejszym zbadaniu tej kwestii, warto wyszczególnić również ich ogólne podejście do ekonomii. Premier skupia się na produktywności i inwestowaniu w kapitał ludzki, Koike – na przyciągnięciu zagranicznych inwestorów i wykorzystaniu ich kapitału do tworzenia centrów finansowych.
Drugą kwestią jest odmienne do Partii Liberalno-Demokratycznej podejście do elektrowni atomowych. Rząd planuje, po uprzednim zapewnieniu bezpieczeństwa, stopniowe przywracanie poszczególnych reaktorów. Abe zaznacza przy tym, że krajowa sieć elektryczna nie powinna być zbyt zależna od energii pochodzącej z takiego źródła. Koike jest silną przeciwniczką wykorzystania elektrowni atomowych.
Trzecią – podejście do istniejącego w japońskiej polityce dyskursu o zmianie konstytucji. Spora część społeczeństwa jest podzielona względem zasadności nie tyle konkretnych propozycji, ile raczej zmian samych w sobie. Wielu zagranicznych obserwatorów określa strony namawiające do rewizji pacyfistycznego artykułu 9 mianem nacjonalistycznych, czasem nawet odwołując się do czasów imperialistycznej Japonii. Pomimo tego podziału, linia obu partii znajduje się w zakresie zwolenników zmian. Abe jest jednak skupiony głównie na potrzebach klaryfikacji praw zapewniających bezpieczeństwo na arenie międzynarodowej oraz większe oddanie jego doktrynie „proaktywnego pacyfizmu”. Koike wskazuje w stronę szerszych reform, nie wykluczając jednak postulatów rządzącego ugrupowania.

Przyśpieszone wybory. Ryzykowny ruch, czy przemyślana strategia?

„Japończycy mogą zobaczy to jako cyniczne i oportunistyczne zagranie, zwłaszcza widząc powagę północnokoreańskiego kryzysu” – Yoel Sano, BMI Research Tokio

Niemożliwe byłoby pisanie o wyborach w Japonii bez wspomnienia o obecnej sytuacji. Przecież wielu komentatorów zarzuca Abe cynizm czy suchą kalkulację prowadzącą do ogłoszenia przyśpieszonych wyborów. Napięta sytuacja międzynarodowa, której główni sprawcy raz za razem wysyłają pociski w stronę Japonii, czasem naruszając jej strefę ekonomiczną, wyraźnie zniechęca do wybierania „słabych” rządów. Poparcie udzielane działającym na rzecz zwiększenia bezpieczeństwa i poszerzenia możliwego wachlarzu reakcji nie jest więc niczym dziwnym. Właśnie dlatego ogarnięty licznymi skandalami rząd Abe zdołał odzyskać zaufanie społeczeństwa po niecałych dwóch miesiącach.

„Brak charyzmatycznych liderów wśród opozycji” to sztandarowa formułka, która opisuje zaskakująco wiele wydarzeń w japońskiej polityce. Rzeczywiście trudno się dziwić, gdy sondaże rzadko kiedy wskazują, by jakiś reprezentant opozycji zdobył więcej niż 10% poparcia. Ogłoszenie przyśpieszonych wyborów w sytuacji, w której potrzeba przywrócenia legitymizacji rządu, a ciężko znaleźć poważnego przeciwnika, nie jest niczym dziwnym.

Argument ten dodatkowo zyskuje na wartości, gdy weźmiemy pod uwagę sposób, w jaki Koike założyła nową partię. Mimo wcześniejszych deklaracji o wstrzymywaniu się przed wstąpieniem na poziom narodowej sceny politycznej, została w pewien sposób zmuszona do zmienienia strategii. Abe, przyśpieszając wybory, postawił opozycję w niezwykle trudnej sytuacji. Brak jakiejkolwiek reakcji ze strony ugrupowania o potencjale politycznym wielkości Tomin First niemalże zagwarantowałoby utrzymanie podobnego do obecnego poparcia dla Partii Liberalno-Demokratycznej w parlamencie. Nie tak trudno wyobrazić sobie scenariusz, w którym, wbrew ostatnim trendom, ilość przeznaczonych dla nich mandatów by wzrosła.

Podsumowanie

Niezwykle ciężko więc odrzucić teorię, zgodnie z którą decyzja o przyśpieszonych wyborach była bezpośrednią przyczyną utworzenia Partii Nadziei. To, czy Koike zdąży zorganizować niezbędne struktury i przekuć regionalny sukces w ogólnokrajowe poparcie, niewątpliwie zadecyduje o efektywności ryzyka podjętego przez Abe. Nie sposób nie wspomnieć o obserwowanym niedawno w Wielkiej Brytanii zagraniu Partii Konserwatywnej. Wczesne sondaże nie wykluczają tego, że rządząca koalicja może utrzymać większość kwalifikowaną. Ogromna ilość niezdecydowanych (ponad 54% ankietowanych przez Kyodo News Agency) wskazuje jednak jak wiele może ugrać Partia Koike (Nikkei prognozuje 46–110 z 465 mandatów).

Jednak niezależnie od tego, czy stronnictwo Abe utrzyma, czy też straci większość kwalifikowaną – nie powinien odnieść podobnej do Theresy May porażki. Tracąc część z mandatów, zyska jednak legitymizację nowego, wolnego od poprzednich skandali, rządu. Dodatkowo oddali on następną okazję, przy której wzmocniona przez Partię Nadziei opozycja będzie miała szansę na zyskanie władzy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here