Wspólny wróg. Społeczeństwo birmańskie wobec Rohingya

432

Wysoce negatywny stosunek do muzułmanów określających się jako Rohingya jest powszechny w Birmie. Łączy elity i społeczeństwo: polityków, urzędników, intelektualistów, artystów, mnichów, a także „zwykłych ludzi”. Typową postawą wobec Rohingya jest niechęć, pogarda lub wręcz nienawiść do tych muzułmanów. Powszechnie nazywani są „Bengalczykami”, „nielegalnymi migrantami”, a nawet „terrorystami”, „bandytami”, czy „ogrami” lub „psami”. Birmańczycy uważają, że Rohingya nie istnieją jako osobny byt. Dla nich są bengalskimi imigrantami, obcymi, niechcianymi gośćmi, zamierzającymi odebrać birmańską ziemię i zislamizować ich kraj.

Muzułmanie Rohingya nie byli w stanie zintegrować się ze społeczeństwem birmańskim. Dotyczy to zresztą większości muzułmanów przybyłych do Birmy po 1824 r., czyli po początku podboju kolonialnego (nieliczni muzułmanie mieszkający w Birmie wcześniej zdołali się zintegrować). To powoduje, że w oczach Birmańczyków (a także wielu innych mniejszości etnicznych w Birmie) Rohingya są nielegalnymi migrantami (bądź ich potomkami) z Bengalu. W efekcie nie należą do rodziny narodu birmańskiego. Wyraża się to chociażby w powszechnym w Birmie określeniu Rohingya jako po prostu Bengalczyków.

Zdecydowana większość Birmańczyków najchętniej wyrzuciłaby wszystkich Rohingya z Birmy. Najbardziej radykalni nacjonaliści birmańscy wzywają nawet do lokalnej wersji „ostatecznego rozwiązania” kwestii Rohingya. W tej sytuacji jakiekolwiek stanowcze akcje armii birmańskiej spotykają się z pełnym poparciem, by nie powiedzieć entuzjazmem. Ostatnie wydarzenia z sierpnia-września 2017 to wyraźnie potwierdziły. Podczas gdy na świecie dominowało potępienie działań wojska birmańskiego oraz milczenia Aung San Suu Kyi, tak w Birmie działania wojska traktowano jako coś słusznego. Konieczność w obliczu zagrożenia narodowego.

Przyczyny niechęci wobec Rohingya

Przyczyny tak ogromnej niechęci wobec Rohingya są, z grubsza rzecz biorąc, trojakiego rodzaju. Po pierwsze, jest to następstwo powszechnego w Birmie strachu przed rozprzestrzeniającym się islamem. Birma nie jest wyjątkiem w ogólnie trudnym współżyciu islamu z buddyzmem na świecie. Birmańscy buddyści, podobnie jak np. ich syngalescy koledzy, uważają islam za agresywną, prozelicką religię stanowiącą egzystencjalne zagrożenie dla losy buddyzmu. Birmańczycy, uważający swój kraj za najbardziej buddyjski na świecie, boją się, iż ich „złota ziemia” mogłaby zostać zislamizowania. Częstym argumentem jest tutaj los dawnych buddyjskich ziem dzisiejszego Pakistanu, Bangladeszu i części Indii. Zaś w wersji symbolicznej: zniszczonego przez muzułmańskich najeźdźców sławnego buddyjskiego uniwersytetu w Nalandzie.

Po drugie, Birmańczycy mają świadomości, że sąsiedni Bangladesz jest krajem przeludnionym (o populacji trzykrotnie większej od Birmy przy mniejszym terytorium).  Stamtąd spora część Rohingya migrowała w ciągu ostatnich dwóch wieków do Birmy. Boją się więc zmiany struktury etnicznej w Arakanie, a następnie w całej Birmie. Łączy się to bezpośrednio z ostatnią, kluczową przyczyną.

Po trzecie i najważniejsze, na Rohingya skupiają się społeczne resentymenty wobec Indusów, mające bezpośredni związek z historią kolonialną Birmy. Doświadczenie kolonialne w Birmie miało wyraźnie negatywny charakter: nieliczne pozytywy rządów brytyjski milkną na tle pejoratywnych. Lista kolonialnych krzywd i zbrodni jest długa i przygnębiająca. Od celowego upokarzania po publiczne obcinanie głów chłopskim powstańcom (ostatni raz w 1932 r.!). Istotnym faktem jest tu co innego. Kolonialiści brytyjscy stworzyli kolonialne państwo rękami „drugich kolonialistów” – Indusów. Zdominowali oni gospodarkę kolonialnej Birmy (handel i usługi), przeważali oni także w administracji, wojsku, policji. Było to skutkiem celowej polityki brytyjskiej. W momencie, w których Birmańczycy nie chcieli współpracować z kolonialistami-zaborcami, bądź nie byli w stanie znaleźć się w realiach kolonialnego państwa, Brytyjczycy zaczęli sprowadzać Indusów. Ktoś musiał pracować w średnich i niższych szczeblach administracji, a także być tanią siłą roboczą. Przedsiębiorczy Indusi szybko wykorzystali sprzyjające możliwości i zaczęli migrować do Birmy en masse.

Skala migracji indyjskiej była ogromna. W latach 20-tych XX w. rokrocznie przybywało do Birmy ok. pół miliona Indusów. Zaś Rangun w 1924 prześcignął Nowy Jork jako największy port imigracyjny świata. W latach 30-tych XX wieku Indusi zaczęli stanowić ok. 10 procent populacji birmańskiej (przed czasami kolonialnymi ich liczba nie sięgała nawet 1 procenta). Migracja indyjska i ich zdominowanie gospodarki doprowadziło do ogromnych resentymentów społecznych: Birmańczycy bali się utraty własnego kraju i własnej ziemi. Nacjonaliści birmańscy trafnie głosili skolonizowanie Birmy przez Brytyjczyków i Indusów, a realnie tych drugich (kolonializm miał w Birmie twarz Indusa). Doprowadziło to do połączenia „sprawy narodowej” – wyzwolenia z kolonialnego zaboru – z nienawiścią wobec Indusów.

Szczególną niechęcią darzono indyjskich muzułmanów za ich osobne prawo muzułmańskie i stosunek do birmańskich kobiet. Mieszane małżeństwa stały się jednym z głównych celów ataków birmańskich nacjonalistów. Zaś konwersje na islam Birmanek podgrzewały nastroje strachu o utratę buddyjskiej tożsamości. Skończyło się to licznymi zamieszkami w latach 30-tych XX w. A także represjami wobec Indusów po wkroczeniu wojsk japońskich w czasie II wojny światowej. Nierzadko wynikających z osobistych zemst i rewanżyzmu społecznego (zbrodni na indyjskich cywilach osobiście dopuścił się również birmański przywódca Aung San, ojciec Aung San Suu Kyi). To doprowadziło do exodusu Indusów w czasie wojny.

Kolejna fala represji miała miejsce w latach 60-tych XX w. Wówczas birmański dyktator, generał Ne Win, osobiście nienawidzący Indusów (w młodości oszukali go w handlu węglem), wygnał z kraju ok. pół miliona Indusów z Birmy. Dodatkowo zabrał im cały dobytek. Od tego czasu społeczność indyjska w Birmie stanowi tylko kilka procent społeczeństwa. Jednak pamięć o „indyjskiej dominacji” i „zagrożonym buddyzmie” stała się ważnym elementem pamięci zbiorowej. Resentymenty i silna niechęć do Indusów pozostały bardzo żywe. Zaś dzisiejszy nacjonaliści birmańscy, pokroju mnicha Wirathu, po prostu powtarzają slogany nacjonalistów birmańskich z lat 30-tych. Z tą różnicą, iż dziś złymi Indusami są Rohingya, traktowali jako Bengalczycy (a więc również Indusi). W realiach powszechnego strachu przed silnym islamem oraz migracją bengalską, ziarno pada na podatny grunt.

Podsumowując, Rohingya pełnią w społeczeństwie birmańskim rolę „kozła ofiarnego”: są grupową personifikacją lęków przed zislamizowaniem oraz przed migracją bengalską. Odbijają się nad nich dawne resentymenty wobec Indusów. Głosy poparcia dla Rohingya w samej Birmie są rzadkie i skutkują nagonką bądź społecznym ostracyzmem. Dopóki to się nie zmieni każdy polityk birmański wstawiając się za Rohingya będzie ryzykował koniec swojej kariery politycznej.

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here