Ostatnie japońskie syreny – tradycja Ama

651

Po zakończeniu codziennego letniego połowu 61-letnia Kimiyo Hayashi rozgrzewa się przy ognisku. „Pływam w morzu przez całe moje życie i niezależnie od tego, jak gorąco akurat jest tego dnia, zawsze przemarznę do kości” – tłumaczy. Jest jedną z ostatnich Ama, poławiaczek pereł, tzw. „kobiet morza” (海女).

Tradycja Ama sięga początków historii Japonii i jest wspomniana w najstarszej antologii japońskiej poezji Man’yōshū z VIII wieku. Poławiaczki nurkują w zimnej wodzie na głębokość ok. 10 metrów, w czasie każdego połowu około 150 razy, żeby zbierać morskie ślimaki, jeżowce, ośmiornice, a przede wszystkim ostrygi i perły. Dzięki specjalnym technikom wstrzymywania oddechu mogą utrzymać się pod powierzchnią ponad dwie minuty.

Tradycja zakazuje używania jakiegokolwiek sprzętu ułatwiającego nurkowanie, ale większość pracujących Ama korzysta z białego stroju i ochronnych gogli. Swoje narzędzia zdobią talizmanami, które mają chronić je przed niebezpieczeństwami na morzu. Najważniejsze symbole to Seiman, gwiazda, oraz Doman, czyli wzór w kratę.

W Japonii pracuje teraz około 2 000 Ama. Ich liczba gwałtownie spada – 60 lat temu rejestrowano więcej niż 15 000 poławiaczek. Większość jest w podeszłym wieku, najstarsze mają powyżej 90 lat i nadal pozostają aktywne. Jednym z powodów, dla którego Ama to głównie kobiety, jest to, że ich ciała zawierają procentowo więcej tłuszczu, co miało pomagać podczas nurkowania w zimnej wodzie. To także pozwalało kobietom na usamodzielnianie się i tworzenie społeczności. W czasie II wojny światowej wiele kobiet zostawało Ama, żeby utrzymać się pod nieobecność swoich mężów.

58-letnia Hatsuo Sakai mówi ze śmiechem, że nie tylko nie wygląda na poławiaczkę, ale także po 50 latach praktyki w nurkowaniu nadal dostaje na łodzi choroby morskiej. „Moja matka i babka także były Ama. Pływanie jest w moich genach” – zaznacza.

Większość poławiaczek traktuje swoje zajęcie jako pracę dorywczą i ma inne stałe źródło dochodów. Część pracuje w specjalnych ośrodkach związanych z tradycją Ama ustanawianych przez prefekturalne centra kultury. W czasie letnich miesięcy przygotowują w nich dla turystów specjalne dania ze złowionych owoców morza.

Z nurkowaniem w zimnej wodzie wiąże się szereg reakcji ludzkiego organizmu – zwężają się naczynia krwionośne i wzrasta ciśnienie krwi, co obniża tętno. Poławiaczki mówią, że często podczas pracy ich serca biją wolniej niż w czasie spoczynku.

Hirofuni Tanaka, pracownik Uniwersytetu Teksaskiego, opublikował wyniki badań grupy 115 poławiaczek, których średnia wieku wynosiła 66 lat. Porównywano funkcjonowanie ich płuc w porównaniu z rówieśniczkami z tych samych rybackich miejscowości. Ku zaskoczeniu naukowców, poławiaczki najczęściej wypadały gorzej na tle reszty badanych. To wynika z korzystania ze specjalnej techniki oddechowej przekazywanej z pokolenia na pokolenie: „Po wynurzeniu się otwierają usta i wydają głośny i niski gwizd w czasie wydechu”. Dzięki temu chronią płuca przed zmianami ciśnienia i hiperwentylacją, która może powodować utratę przytomności. Ten dźwięk nazywa się „isobue” i jest uważany za niezwykle nostalgiczny.

Najbardziej dochodową praktyką Ama było łowienie pereł, ale to nie stanowiło podstawy ich utrzymania. Wizerunek poławiaczek związał się z tym na stałe w 1890 roku, kiedy Kokichi Mikimoto założył dwie duże hodowle pereł i wykorzystał umiejętności Ama. Kojarzony z tą profesją biały strój został przez niego zaprojektowany, bo zwyczajowe nurkowanie nago z przepaską biodrową zostało uznane przez obcokrajowców odwiedzających jednostki za nieprzystojne. Kokichi Mikimoto zatrudniał Ama do zbierania ostryg z dna morza i umieszczania w ich wnętrzu ziarenek piasku, dookoła których miały utworzyć się perły. Później należało odłożyć ostrygi w bezpieczne, osłonięte od morskich pływów miejsce.

W społecznościach, w których profesja Ama przechodzi z matki na córkę, coraz więcej młodych kobiet nie chce kontynuować tej tradycji. W 1956 roku zarejestrowano 17 611 poławiaczek, a w 2010 roku – zaledwie 2 174. Prawie połowa z nich jest skoncentrowana w prefekturze Mie, która bardzo ucierpiała podczas tsunami i zniszczenia elektrowni atomowej w Fukushimie w 2011 roku. Wśród części Japończyków nadal panuje przekonanie, że ryby z tamtego regionu są skażone i nie nadają się do spożycia.

Hayashi mówi, że zdaje sobie sprawę, że świat Ama odejdzie razem z jej pokoleniem. „Potrzebujemy nowych ochotniczek, żeby nasza tradycja nie zginęła. Ale skąd je wziąć? To bardzo smutne”.

Starsze pokolenie starają się zachować tradycje, ale brak chętnych do kontynuowania pracy nie jest jedynym problemem dla Ama. Według danych Muzeum Ludzi Morza w Toba ilość gatunków morskich zwierząt gwałtownie spada z powodu zmiany klimatycznej. Prefektura Mie wydała szereg nakazów, które mają chronić region przed nadmiernym połowem ryb. Najbardziej dochodowy i poszukiwany przez Ama gatunek morskiego ślimaka potrzebuje 4 lat, żeby dorosnąć do wielkości, kiedy można go legalnie złowić.

Inne zasady, które regulują pracę poławiaczek dotyczą liczby dni, w których można nurkować, ilości zanurzeń, długości każdego pobytu pod powierzchnią czy ram sezonu łowczego.

Od 2007 roku trwają starania o wpisanie technik Ama na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Od 2009 roku odbyło się 6 zlotów poławiaczek z Japonii i Korei. 9 prefektur z największą liczbą aktywnych Ama podjęło szereg wspólnych działań mających na celu zachowanie technik i promocję tradycyjnej profesji.

19-letnia Miku Hugichi została opisana przez japońskie media jako przykład, że tradycję da się zachować. Została poławiaczką w regionie Toba w kwietniu bieżącego roku. Początkowo była w stanie wstrzymać oddech na około 5 sekund, teraz utrzymuje się pod powierzchnią dłużej niż pół minuty. Starsze poławiaczki bardzo chwalą jej szybkie postępy. „Powiedziały mi, żebym pływała jak syrenka” – powiedziała reporterowi The Japan Times.

Hayashi powtarza, że nowe inicjatywy dają jej siłę, żeby nadal łowić. „Kocham moją pracę i nie zamieniłabym jej na żadną inną. Tak długo jak jestem zdrowa i szczęśliwa, mam przed sobą jeszcze przynajmniej 20 lat pracujących płuc i nóg. Będę dalej nurkować. Po to się urodziłam”.

PODZIEL SIĘ
mm
Specjalistka w sprawach Japonii i Korei związana z Uniwersytetem Jagiellońskim i Instytutem Bliskiego i Dalekiego Wschodu. Pasjonatka japońskiej historii, polityki i kinematografii.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here