Kluby dziennikarskie w Japonii – forteca informacyjna

839

Kluby zrzeszające reporterów redakcji poszczególnych gazet lub stacji telewizyjnych (kisha kurabu – 記者クラブ) są jednymi z najbardziej rozpoznawalnych i charakterystycznych elementów japońskiego dziennikarstwa. W teorii mają dostarczać łatwego dostępu do wiadomości przez stowarzyszenia centralnego rządu i samorządów, są jednak uważane za narzędzie blokowania informacji i krytykowane za skorumpowanie oraz wybiórczość.

Czym są kluby dziennikarskie?

Kluby dziennikarskie w Japonii są związane z poszczególnymi organizacjami, stacjami telewizyjnymi, dziennikami, a także partiami politycznymi. Odpowiadają za przekazywanie informacji, zwłaszcza tych związanych z funkcjonowaniem rządu.

Pierwszy klub prasowy powstał w 1890 roku (okres Meiji) przy okazji pierwszej sesji parlamentarnej. Ponieważ prasa nie dostała wstępu na obrady, grupa dziennikarzy założyła stowarzyszenie, które wymusiło dostęp do informacji.

Kluby prasowe mają dostęp do oficjalnych źródeł i specjalnie wydzielonych przestrzeni w rządowych budynkach, m.in. w Parlamencie, ministerstwach, lokalnych samorządach, Japońskiej Federacji Biznesowej (Nippon Keidanren), a także posterunkach policji. Osoby niezrzeszone czy związane z zagraniczną prasą nie mają takiego przywileju.

Jak podaje Stowarzyszenie Japońskich Wydawców i Edytorów Gazet (NSK), poszczególne agencje informacyjne należące do klubów prasowych płacą miesięcznie do 600 jenów na osobę za przynależność do danej organizacji.

Kontrowersje

Według artykułu Kimiko Kuga na “Free Speech Debate”, system klubowy pozwala na rządową kontrolę nad informacjami, które trafiają do dziennikarzy, którzy z kolei cieszą się przywilejami i łatwym dostępem do wydarzeń i źródeł.

Członkowie poszczególnych klubów mają też kontrolę nad udziałem niezrzeszonych dziennikarzy w konferencjach prasowych. Można uzyskać pozwolenie na wejście, pod warunkiem otrzymania aprobaty członków klubów. Nie można jednak zadawać żadnych pytań. Dostęp dziennikarzy stron internetowych i freelancerów jest silnie ograniczony.

W 2003 roku Komisja Europejska uznała kluby za barierę w handlu z powodu wykluczania zachodnich dziennikarzy z udziału w konferencjach i spotkaniach z politykami.

Kontrowersje budzi także sposób, w jaki sposób dany klub dopuszcza do siebie nowe agencje informacyjne. Muszą należeć do organizacji rzędu Stowarzyszenia Japońskich Wydawców i Edytorów Gazet (NSK). Ponadto musi dostać rekomendację przynajmniej dwóch innych stowarzyszeń zrzeszających kluby prasowe. Dopiero wtedy kandydatura danej agencji jest rozpatrywana podczas generalnych spotkań klubu, do którego chce ona należeć. To wszystko sprawia, że kluby prasowe pozostają organizacjami bardzo ekskluzywnymi. Dzięki temu mają też możliwość starannego wyboru członków.

Kontrola nad reporterami

Free Speech Debate” przywołuje przypadek dziennikarza związanego z klubem prasowym Stołecznego Departamentu Policji, który udostępnił nagranie z osobą podejrzaną o morderstwo wbrew poleceniu zwierzchników. Za karę zakazano mu udziału w regularnych spotkaniach klubu przez miesiąc. Część Japończyków pochwaliła to działanie, ponieważ miało wpływ na pracę śledczych. Przypadek nie jest jednak odosobniony – taki rodzaj kar (w języku japońskim nosząca nazwę dekin – 出禁) wpływa na pracę poszczególnych klubów. Czasami są one całkowicie odcinane od dostępu do informacji. Dlatego członkowie dostosowują się do poleceń tych, którzy dostarczają im źródeł, nawet jeśli ogranicza to wolność słowa.

Kary nakładane przez poszczególne organizacje powodują, że część klubów współpracuje ze sobą pomimo rywalizacji zawodowej. To wszystko doprowadziło do powstania zjawiska dangou (談合), czyli specjalnych spotkań dziennikarzy różnych klubów po przeprowadzonych wywiadach lub konferencjach. Wtedy systematyzuje się zdobyte informacje i dochodzi do wspólnych wniosków. To doprowadza do sytuacji, kiedy większość japońskich gazet ma bardzo zbliżoną interpretację danych wydarzeń.

Innym znanym przykładem ukarania dziennikarzy jest przypadek Hiroko Kuniya, prezenterki jednego z ważniejszych programów informacyjnych NHK, która prowadziła go przez 24 lata. W 2016 roku stacja usunęła ją ze stanowiska, co zbiegło się ze spadkiem pozycji Japonii na liście Reporterów Bez Granic. Jednym z powodów była krnąbrność dziennikarki, która nie należała do żadnego klubu prasowego.

W maju zeszłego roku w liberalnym magazynie „Sekai” ukazał się wywiad z Hiroko Kuniya, który ostatecznie zadecydował o usunięciu jej ze stanowiska. „Ostatnio czuję coraz silniejszą presję, by być konformistką. To presja, która każe dostosować się do zdania większości bez żadnego oporu (…) Wygląda na to, że media stały się ważnym elementem narzucającym tą presję”.

Wolność prasy w Japonii

W tegorocznym raporcie stanu wolności mediów na świecie Organizacji Reporterów Bez Granic Japonia znalazła się na 72 miejscu (Polska – na 54).

W czerwcu bieżącego roku specjalny reporter ONZ David Kaye wystąpił na spotkaniu Rady Praw Człowieka w Genewie z apelem o reformy japońskiego dziennikarstwa. Przedstawił wyniki swoich badań, z których wynika, że politycy i przedstawiciele rządu wywierają presję na media. Kaye skrytykował narzucanie przez rząd interpretacji niektórych wydarzeń historycznych (w tym problemu nauczania o tzw. „kobietach pocieszycielkach”). Jego raport skupiał się głównie na pracy klubów prasowych, które tworzą kliki informacyjne i panują nad ich przepływem.

Wcześniej wspomniany przypadek Hiroko Kuniya wywołał dyskusje wśród japońskich dziennikarzy. Część pracowników NHK zaczęła otwarcie krytykować działalność prezesa organizacji, Katsuto Momii, który cieszy się dużym poparciem premiera Shinzō Abe. W kwietniu 2016 roku po trzęsieniu ziemi w Kumamoto pojawiły się pytania o stan pobliskiego reaktora atomowego. Momii kazał wtedy swoim reporterom „trzymać się oficjalnych rządowych oświadczeń”, zniechęcając ich jednocześnie do niezależnej pracy dziennikarskiej.

Wśród części Japończyków panuje przekonanie, że Agencja Domu Cesarskiego izoluje rodzinę cesarską od wiadomości z zewnątrz i odwrotnie. Jednym z najbardziej skrajnych przypadków sprzeciwu wobec tego stanu rzeczy był incydent z 2013 roku, kiedy polityk Taro Yamamoto złamał protokół kontaktów z cesarzem. Wręczył spacerującemu po ogrodzie cesarzowi Akihito list, w którym opisał skutki promieniowania ze zniszczonych reaktorów w Fukushimie. „Chciałem, żeby wiedział o dzieciach, które zostały narażone na skażenie” – wytłumaczył. Agencja Domu Cesarskiego nazwała jego zachowanie „niewłaściwym” i „sprzecznym z protokołem”. List został natychmiast zabrany przez szambelana cesarskiego.

W 2013 roku premier Shinzō Abe zatwierdził specjalne prawo, które jest uznawane za poważne zagrożenie dla wolności obywatelskich w Japonii. Zgodnie z nim ci, którzy upublicznią utajnione informacje mogą zostać ukarani przez 10-letni pobyt w więzieniu.

System klubów prasowych ma zdecydowany wpływ na dostęp do informacji w kraju. Ekskluzywność, wybiórczość, zmowy milczenia i jednoczesne systematyczne zwalczanie udziału niezrzeszonych reporterów sprawia, że rozmowy o wolności słowa w Japonii są coraz trudniejsze.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here