Świat wobec muzułmanów Rohingya. Od obojętności do publicity

527

Dziś żywo reagująca na dramat Rohingya świat zainteresował się tą sprawą po raz pierwszy w 2012 r. Wcześniej przez dekady temat niemal nie istniał. Los Rohingya był nieznany lub obojętny. W ostatnich latach zasadniczo się to zmieniło. Rohingya stali się jedną z najbardziej znanych prześladowanych mniejszości etnicznych na świecie. Obecnie pod względem poziomu wsparcia moralnego ustępują chyba jedynie Tybetańczykom.

 

W przekazie medialno-politycznym dotyczącym Birmy do 2012 r. dominował wątek wsparcia Aung San Suu Kyi i prób demokratyzowania kraju. O Rohingya, poza wąskim kręgiem specjalistów, niemal nikt nie słyszał. Niedola tych muzułmanów była słabo znana (podobnie jak inne problemy wewnętrzne izolującej się bądź będącej izolowaną Birmy). Przez trzydzieści lat ich los był niemal całkowicie obojętny nie tylko Zachodowi. Nawet muzułmańskim partnerom Birmy z ASEAN. Malezja i Indonezja odsyłały uciekających do nich na łódkach migrantów Rohingya.

Wszystko zmieniło się w 2012 r. Wówczas media zachodnie, otrzymawszy po raz pierwszy od 1962 r. w miarę łatwy dostęp do Birmy, nagłośniły problem. Teraz zaczęto powszechnie mówić o problemach etnicznych Birmy. A co ważniejsze – w toczących się walkach etnicznych między Rohingya a Arakańczykami korespondenci zachodni mediów wyraźnie wzięli stronę muzułmanów Rohingya. Ujrzeli w nich jedynie ofiarę, a nie przede wszystkim ofiarę i – rzadziej, ale jednak – współwinowajców zajść.

W efekcie od 2012 r. Rohingya stopniowo zaczęli urastać do symbolu prześladowanej mniejszości. Stali się dla świata muzułmańskiego prześladowanymi braćmi w wierze. Zaś dla Zachodu poszkodowanymi ofiarami, o których prawa człowieka należy walczyć. W globalnych, anglojęzycznych mediach dominuje narracja Rohingya jako prześladowanej i gnębionej mniejszości, której prawa muszą zostać przywrócone. Ich dola stała się jednym z głównych tematów medialnych dochodzących z Birmy. Zadziałała tu logika medialna. Prześladowania muzułmanów przez stereotypowo pokojowych buddystów są ciekawe, bo idą w poprzek konwencji (źli muzułmanie, dobrzy buddyści). Tu jest odwrotnie – więc dla mediów to jest temat!

A to oznacza, że dla polityków również. Od 2012 r. do Birmy regularnie jeżdżą specjalni wysłannicy ONZ, dyplomaci i politycy najważniejszych państw świata. Upominają się o los Rohingya. A temat prześladowań muzułmanów pojawia się odtąd przy okazji prawie każdego spotkania na szczycie z władzami Birmy. Realne rezultaty tego są mniej więcej takie, jak apele o przestrzeganie praw człowieka w Chinach. Czyli żadne. A może nawet gorsze (bo usztywniają stanowisko birmańskie). Trudno się dziwić, iż brak bardziej stanowczych działań.

Birma jest geopolitycznie niezwykle ważnym krajem. Zachód nie chce go utracić. Generalicja birmańska po 2011 roku dokonała wolty politycznej. Porzuciła polityczny parasol Pekinu na rzecz otwarcia w stronę Zachodu i zrównoważania polityki zagranicznej. Stało się tak dzięki intensywnym wysiłkom Waszyngtonu. Ten teraz nie zaryzykuje utraty cennej neutralności Birmy w regionie dla losu miliona muzułmanów. To dlatego USA udzielają Rohingya i ich sprawie wsparcia… moralnego.

Rzecz jasna media zachodnie nie kierują się Realpolitik. Mają swoje agendy, takie jak wsparcie ludzi, których prawa człowieka się gwałci. To komplikuje prowadzenie polityki przez zachodnie elity, które muszą teraz wspinać się na wyżyny hipokryzji. Z jednej strony nie tracić Birmy na rzecz Chin, co oznacza nie naciskanie w kwestii Rohingya. Z drugiej uspokajać swoich wyborców, którzy domagają się od nich „zrobienia czegoś” w tej sprawie.

Medialne nagłaśnianie niedoli Rohingya doprowadziło również do reakcji zwrotnej społeczeństwa birmańskiego. Birmańczycy od 2012 r. odpowiadają na płynące ze świata wieści o muzułmanach z wściekłością. Osiągnęła ona ostatnio szczyty po wydarzeniach w Arakanie z sierpnia/września 2017 r.  Gdy media zachodnie zaczęły nagłaśniać temat, w całym kraju spontanicznie – i mniej spontanicznie – doszło do manifestacji poparcia dla Arakańczyków/armii birmańskiej/Aung San Suu Kyi (w zależności od manifestacji i tego, kto aktualnie jest w mediach zachodnich krytykowany). A także do potępienia manipulacji mediów zachodnich (ostatnio szczególną popularnością w Birmie cieszy się popieranie krytykowanej na Zachodzie Aung San Suu Kyi). Nawet uwielbiane kiedyś za swoją krytykę działań armii birmańskiej media pokroju BBC czy DVB obrywają od Birmańczyków. Zadziałała znana plemienna zasada. Dopóki opisywali zbrodnie wojskowego reżimu, byli dobrzy, szanowni i obiektywni. Gdy zaczęli przedstawiać racje znienawidzonych Rohingya – stali się źli, zmanipulowani i stronniczy.

Podsumowując: percepcja Rohingya na Zachodzie przeszła niezwykłą ewolucję. Z nieznanej, prześladowanej mniejszości jakich wiele na świecie, stali się niemal globalnym symbolem niedoli. Niemal każdy o nich słyszał. Ich sprawie wiele to jednak nie pomogło. Jak byli prześladowani, tak są. Za to doprowadziło to do reakcji zwrotnej społeczeństwa birmańskiego, które usztywniło się w nacjonalistycznej postawie.

 

 

 

PODZIEL SIĘ
mm
dr nauk społecznych UJ, adiunkt w IBiDW UJ, autor czterech książek, w tym dwóch bestsellerów naukowych: "Niedźwiedź w cieniu smoka. Rosja-Chiny 1991-2014" i "Pani Birmy.Biografia polityczna Aung San Suu Kyi".

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here