Polski start-up fenomenem w Indonezji

1358

Brainly to platforma edukacyjna działająca na zasadzie social learningu. Ten polski start-up wywodzący się z Krakowa dynamicznie zdobywa popularność na całym świecie. Swoje siedziby otworzył już w Nowym Jorku i Barcelonie, ale coraz mocniej zaznacza swoją obecność także na rynkach wschodnich. Szczególną popularnością cieszy się w Indonezji. O fenomenie Brainly opowiada Jakub Piwnik – Communications Manager firmy.

Czym i dla kogo jest platforma Brainly?

Brainly to obecnie największa społeczność edukacyjna online, głównie dla uczniów gimnazjów i liceów, aczkolwiek mamy użytkowników praktycznie w każdym wieku. Największa grupa wiekowa to osoby w wieku od 13-19 lat. Całe założenie tego projektu opiera się na następującej idei. Wyobraźmy sobie scenariusz, kiedy po zajęciach, po szkole, młodzież spotyka się i pomaga nawzajem w nauce i w zadaniach domowych. Zawsze wtedy jest taka jedna osoba, która jest w stanie pomóc innym z danym przedmiotem, np. bystrzak z matematyki – my chcieliśmy przenieść to zjawisko w przestrzeń online i to się udało.

Uczniowie zamieszczają na portalu pytania dotyczące zadań domowych i zagadnień, z którymi mają problemy w szkole, inni użytkownicy im pomagają. Kto moderuje zamieszczane odpowiedzi?

Także nasi użytkownicy – moderatorzy. To zdecydowanie najważniejsza grupa na portalu licząca około 1,5 tys. osób na całym świecie – są to wolontariusze, którzy zajmują się głównie sprawdzaniem jakości bazy wiedzy. Poprzez system zaangażowania użytkowników do obsługi treści próbujemy pokazać, że bycie mądrym i chęć zdobywania wiedzy jest cool. Kiedy pomyślimy o typowym środowisko szkolnym, w szczególności w przypadku gimnazjów i liceów – najpopularniejsi są ci, którzy są dobrzy w sportach, są cheerleaderkami, modnie się ubierają. Natomiast jeśli ktoś jest mózgiem z fizyki, niekoniecznie trafia na miano osoby popularnej. Brainly zbudowane jest w ten sposób, że wynagradza i docenia za osiągnięcia z konkretnej dziedziny nauki. Dzięki regularnym i prawidłowym odpowiedziom na portalu, dana osoba może się wspinać po szczeblach hierarchii i awansować do roli moderatora. Co ciekawe, pewien czas temu robiliśmy zjazd najaktywniejszych użytkowników i moderatorów, gdzie najstarszy uczestnik spotkania miał 73 lata. Moderacją częstą zajmują się osoby starsze, zazwyczaj byli nauczyciele.

Brainly popularne jest nie tylko w Polsce, ale wręcz na całym świecie. Swoją obecność zaznacza także w Azji – z portalu korzystać mogą uczniowie z Indonezji, Filipin, Indii i Malezji. Na jaką skalę Branily funkcjonuje w tych azjatyckich krajach?

W tym momencie mamy ponad 80 mln unikalnych użytkowników każdego miesiąca z całego świata, którzy pochodzą z ponad 35 krajów, więc projekt ewoluował na bardzo szeroką, międzynarodową skalę. Najciekawszym kierunkiem w Azji jest Indonezja – jest to nasza druga największa społeczność na świecie. Działamy też na Filipinach – rynek ten całkiem prężnie się rozwija. Co do Indii i Malezji – nie powiedziałbym, że działamy, bo tak naprawdę zawsze kiedy myślimy o jakimś kierunku rozwoju to najpierw przygotowujemy testową wersję portalu i uruchamiamy w danym miejscu. Tak też funkcjonuje to obecnie w Indiach i Malezji, jest więc za wcześnie, żeby mówić o naszych działaniach w tych obszarach.

Skąd fenomen Brainly w Indonezji?

Rynek indonezyjski jest bardzo interesujący i atrakcyjny biznesowo, a fenomen nie dotyczy jedynie Brainly. Sporo polskich firm zaczyna tam coraz prężniej działać. Czynników, które sprawiają że rynek ma ogromny potencjał jest właściwie kilka.

Po pierwsze jest on bardzo duży, w Indonezji jest całkiem spora populacja, bo aż 260 mln ludzi. Jednocześnie jest to rynek niełatwy z tego względu, że chociaż większość mieszkańców mieszka w okolicach głównych ośrodków miejskich, czyli np. w Dżakarcie, spora część jest też rozsiana po mniejszych wysepkach. I bardzo często się zdarza tak, że na mniejszej wysepce jest jakaś mała wioska, na której jest utrudniony dostęp nie tylko do Internetu, technologii i sprzętu elektronicznego, ale nawet do edukacji.

Natomiast dla nas akurat jest to ciekawa sytuacja, która występuje w kilku regionach w jakich my działamy. Jest to nie tylko Indonezja, ale też Ameryka Południowa, gdzie dostęp do tych elementów nie jest sprawą tak oczywistą jak w Europie, czy Stanach Zjednoczonych. Nie każde dziecko może iść do szkoły, a nawet jeśli idzie, to nie każde dziecko ma szansę otrzymać wysokiej jakości ofertę edukacyjną. Właśnie w tych krajach Brainly jest bardzo popularne. Wystarczy jakiekolwiek urządzenie z dostępem do Internetu i można za darmo mieć dostęp do bazy wiedzy, która jest całkiem ogromna – liczy już ponad 30 mln wpisów w skali światowej.

Dodatkowo w Indonezji jest ogromna motywacja, aby tę wiedzę zdobywać. Właściwie w całej Azji funkcjonuje pojęcie „tiger parents”, a nawet „tiger grandpartents”. Nacisk ze strony rodzin na to, aby dziecko zdobyło jak najlepszą edukację jest bardzo duży – i to też widać. Poza tym społeczność jest bardzo aktywna w Internecie i bardzo skora do dzielenia się wszelkimi doświadczeniami. Docierają do nas różne sygnały w postaci zdjęć czy wpisów użytkowników pokazujących jak cała klasa siedzi przy jednym komputerze, przeszukując bazę wiedzy. Z drugiej strony rynek jest atrakcyjny ponieważ bardzo szybko się rozwija. Jest on ciągle zaliczany do rynków rozwijających się, natomiast tempo w jakim wzrasta dostęp do Internetu, do technologii i finansowania jest tak szybki, że praktycznie z każdym dniem przybywa nam potencjalnych użytkowników.

A pozostałe kierunki azjatyckie?

Kierunki wschodnie i Azja są dla nas bardzo istotne. Chociażby z tego względu, że pierwszym regionem, do którego się udaliśmy po tym jak projekt zyskał popularność w Polsce była Rosja i wszystkie kraje rosyjskojęzyczne, a więc oprócz europejskich jak np. Ukraina, gdzie żyje spora część osób rosyjskojęzycznych, mamy jeszcze Kazachstan – tam ten koncept bardzo dobrze się sprawdził. Na chwile obecną wersja rosyjskojęzyczna, która akurat funkcjonuje pod nazwa znanija.com jest naszą największa społecznością. Na drugim miejscu jest właśnie Indonezja.

Co wyróżnia Brainly na tle podobnych serwisów?

W każdym kraju, w którym funkcjonujemy są obecne podobne serwisy, natomiast często nie mają one tego, co u nas jest bardzo ważne – moderacji i dbałości o treści. My dopuszczamy tylko treści edukacyjne związane z tym, czego uczniowie uczą się w szkole – nie znajdziemy pytań o popkulturę, czy o sprawy celebryckie. Uczeń może mieć pewność, że to co znajduje podlega ocenie kogoś, kto się na tym zna – czyli eksperta. Porównując Yahoo Answers – tam można zapytać o wszystko. Zarówno czym jest twierdzenie Pitagorasa, ale także o której godzinie leci jakiś serial, albo jak przykręcić śrubkę. Wiedza, która tam jest udostępniania nie jest moderowana i każdy może dodać cokolwiek, przez co spada wiarygodność takiego rozwiązania. My już na początku stwierdziliśmy, że chcemy zdecydowanie postawić na jakość treści, żeby uczniowie, nauczyciele i rodzice mieli poczucie, że mogą czuć się bezpiecznie, jeśli chodzi o kwestie edukacyjne.

Kto jest Waszą największą konkurencją?

W skali globalnej nie ma konkurencji dla Brainly. W Stanach Zjednoczonych przez dwóch profesorów uniwersyteckich został założony portal Open Study, natomiast w czerwcu zeszłego roku przejęliśmy ten portal i obecnie jest on już wcielony w strukturę Brainly. Wcielona została nie tylko baza wiedzy, ale też użytkownicy. Jest to ciekawą informacją w kontekście polskim, takie sytuacje nie zdarzają się często.

Zdecydowanie! Rodzimy start-up przejął swoją konkurencję na rynku amerykańskim. Co wpływa na decyzję o wejściu do poszczególnych krajów?

Decyzja poprzedzona jest przede wszystkim analityką danego rynku, jednak są to nie tylko uwarunkowania gospodarcze czy ekonomiczne, ale także edukacyjne – jaki w danym miejscu funkcjonuje system edukacji, jakie są jego wyzwania, jakie są problemy oraz na ile jest on zbliżony do tego, który jest znany nam. Na takiej podstawie uruchamiamy testowo taki portal. Indonezja była miejscem, w którym faktycznie zaraz po uruchomieniu Brainly zyskało sporą popularność. Był to dla nas jasny sygnał, że warto się nad tą tematyką pochylić, zainwestować czas i środki w to, żeby rozwijać społeczność w tym kraju. Dlatego bardzo szybko zaczęliśmy współpracować z osobami w Indonezji, które obecnie pracują właśnie przy tej wersji.

Skąd czerpiecie wiedzę na temat uwarunkowań i potrzeb na danym rynku?

W przypadku Indonezji w naszym krakowskim biurze pracuje z nami manager, który jest Indonezyjczykiem. Staramy się, aby osoby zajmujące się społecznościami pracowały tutaj z nami, dlatego mamy około 17 osób na miejscu. Pracujemy też zdalnie z osobami, które przebywają w swoich krajach – jest tak w przypadku Filipin. Managerem społeczności jest Filipińczyk, który mieszka w Manili i stamtąd też pracuje. W chwili obecnej jest on akurat w Krakowie – co jakiś czas staramy się takie osoby zapraszać do Polski.

Nawiązujecie współpracę z lokalnymi partnerami?

Radzimy sobie sami, ale w tym kontekście, że znajdujemy odpowiednie osoby na miejscu, które zatrudniamy. Natomiast zdarza się, że oni na pozyskują sobie partnerów. Jakiś czas temu w Dżakarcie razem z lokalną siecią komórkową utworzyliśmy strefę co-workingową, która pozwala naszym moderatorom przyjść i pracować na nowoczesnym sprzęcie, przy dobry połączeniu internetowym. Natomiast to są już działania pod kuratelą i zależne od osób, które dla nas pracują.

Bariery i trudności działań w Azji?

Prozaiczna rzecz – strefy czasowe. Jesteśmy rozsiani po całym świecie, więc trochę do tego przywykliśmy. Natomiast na początku zawsze jest to jakieś wyzwanie, ponieważ po pierwsze osoba zdalna musi z nami współpracować, a w przypadku Azji oznacza to, że spotkania odbywają się dla nas we wczesnych godzinach porannych, kiedy w Azji są to późne godziny wieczorne. Natomiast jesteśmy nadal start-upem, więc jest to wpisane w naturę takiej firmy. Z drugiej strony pracując z osobami zdalnymi – i jest to fakt, który nie tylko dotyczy Azji – dochodzi czynnik mniejszej integracji z zespołem, który pracuje ze sobą na miejscu.

Ograniczenia formalne i prawne stanowią duże wyzwanie?

Na takim etapie współpracy już nawet nie. Jedyne co mi przychodzi do głowy to rekrutacja – jest ona w Brainly dosyć intensywna. Bardzo zależy nam na tym, aby osoba która zamierza podjąć z nami współpracę rzeczywiście wpisywała się w naszą organizację, nasze wartości i kulturę firmową. Każdy taki proces rekrutacyjny ma swój finał, który nazwaliśmy Demo Day – dzień albo kilka dni testowych, podczas których zawsze zapraszamy taką osobę do biura do Krakowa. W przypadku Azji wiąże się to z kosztami i formalnościami, także prawnymi, związanymi z wyrobieniem wizy dla tej osoby. Natomiast jest to bardzo istotne, bo pomaga nam lepiej poznać tę osobę, po drugie pozwala tej osobie popracować w rzeczywistym zespole u nas i zobaczyć, czy to się jej podoba i czy to jest coś, co chce robić.

Czy działania w poszczególnych regionach obsługują dedykowane im zespoły?

To różni się ze względu na poszczególne kraje, z tego względu, że są kraje gdzie mamy kilkadziesiąt milionów osób naszej społeczności, a są takie gdzie mamy kilka milionów, albo kilkaset tysięcy. Więc wymagania zespołowe różnią się w zależności od skali. Natomiast mamy managerów, którzy są odpowiedzialni za kilka rynków albo cały region i przykładem może być nasz manager Turcji, który jest Turkiem z pochodzenia, ale nadzoruje także pracę we Francji, na Filipinach, współpracuje także przy projektach w Indonezji.

Brainly podbija świat i Azję, jednak jeszcze nie jest obecne w Chinach?

Każda taka firma jak nasza myśli o Chinach już na bardzo wczesnym etapie rozwoju, ponieważ jest to rynek z ogromnym potencjałem, rozwijający się w bardzo szybkim tempie. Natomiast jest to również rynek bardzo wymagający – przede wszystkim przygotowania, doświadczenia, często partnerstw lokalnych. My jakiś czas temu podjęliśmy taką decyzję, że chcemy się skupić na rynku amerykańskim. To jest obecnie najszybciej rosnąca nasza społeczność i mamy tam już bardzo dobrą pozycję. Chiny i Indie są zdecydowanie na naszej tapecie. Mamy świadomość potencjałów tych rynków, natomiast nie jesteśmy w stanie wszystkiego zrobić jednocześnie. Myślę, że mamy bardzo dobrze solidnie ułożony plan działania na najbliższe kwartały i Chiny jeszcze w niego nie wchodzą, ale jak najbardziej rozważamy taką możliwość i jest ona dla nas atrakcyjna.

Na koniec jeszcze jedno pytanie…czy to prawda, że w biurze chodzicie boso?

(śmiech) Tak, chodzimy w skarpetkach, jednak nie wszyscy – nie jest to coś do czego byśmy zmuszali. Natomiast faktycznie spacerując po naszym krakowskim biurze można napotkać wiele osób bez butów. Wynika to z dwóch faktów. Po pierwsze nasze pierwsze biuro było małym wynajętym mieszkaniem z dywanami, a zwyczajowo w polskich domach ściąga się buty, gdy są dywany. W naszym drugim biurze także była wykładzina. Właściwie po tym zwyczaju można poznać kto jak długo pracuje w Brainly. Osoby, które dopiero dołączają są nieco sceptyczne, dopiero po jakimś czasie zauważa się, że jest to po prostu bardzo wygodne. Można poczuć się jak w domu.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Adrianna Gajczak.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here