Południe o Północy – Korea Północna okiem Korei Południowej

1360

W ciągu ostatnich paru miesięcy nasiliła się publiczna dyskusja na temat Korei Północnej i polityki, jaką się powinno wobec tego państwa prowadzić. Na całym świecie publikowane są artykuły komentujące kolejne próby wystrzelenia pocisków balistycznych oraz reakcję Ameryki na te wydarzenia. Trudno jest jednak znaleźć jakiś komentarz, który zwraca uwagę na to, co myśli się o poczynaniach Kim Dzong Una w Korei Południowej.

Często spotykam się z opinią, że Koreańczyków na południu nie obchodzi specjalnie, co się dzieje w ich bratnim kraju, że są wobec tego obojętni. Jest to daleko idące uproszczenie, które ma usprawiedliwiać oczywiste ignorowanie opinii Korei Południowej w kwestiach polityki wobec Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej.

Relacje między obiema Koreami oraz stosunek mieszkańców Republiki Korei do ich braci i sióstr zza 38 równoleżnika to bardzo złożone kwestie, które zasługują na głębszą analizę.

Przede wszystkim ze strony politycznej prowadzenie jakiejkolwiek dyskusji przez rząd Korei Południowej z Koreą Północną wydaje się być niemal niemożliwe. Formalnie oba kraje od 1949 roku są wciąż w stanie wojny. Fakt ten niezaprzeczalnie wpływa negatywnie na stosunki między państwami. Przez wiele lat pośrednictwo Stanów Zjednoczonych w negocjacjach między Koreami było niezbędne. Obecny prezydent Republiki Korei, Moon Jae In, chce zredukować wpływy Ameryki na politykę wobec Korei Północnej. Jego zdaniem to Korea Południowa powinna przejąć inicjatywę w negocjacjach. Niestety, rząd KRL-D z Kim Dzong Unem na czele jest zainteresowany jedynie bezpośrednimi negocjacjami z Waszyngtonem.

Podejście do Korei Północnej reprezentowane przez prezydenta Moona nazywane jest „słoneczną polityką” lub „polityką wszechstronnej współpracy z Koreą Północną”.

Pojęcie to wprowadził jeszcze w 1998 roku prezydent Kim Dae Jung, a kontynuował Rho Moon Hyun. Celem tej polityki jest polepszenie stosunków z KRL-D i ostatecznie dobrowolna demilitaryzacja tego kraju. Trzema głównymi założeniami „słonecznej polityki” są: brak tolerancji dla jakichkolwiek militarnej prowokacji ze strony Korei Północnej, brak podejmowania przez Republikę Korei prób absorpcji KRL-D w jakikolwiek sposób oraz aktywne poszukiwanie przez Koreę Południową drogi do współpracy między obydwoma krajami. Moon w swojej polityce wobec Północy skupia się na szukaniu pokojowych rozwiązań oraz znalezieniu drogi do porozumienia. Jego postawa znacznie odbiega choćby od tej reprezentowanej przez prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa.

Zdanie koreańskiej opinii publicznej na temat polityki prezydenta USA jest niejednoznaczne.

Niektórzy są przychylnie nastawieni do agresywnej retoryki miliardera. Z drugiej strony jest też wiele głosów mówiących o tym, że czują presję i niepokój w związku z, ich zdaniem, niepotrzebnie napastliwymi wypowiedziami prezydenta. W czasie rozmowy pewna Koreanka powiedziała mi, że bardzo nie podoba jej się polityka Stanów Zjednoczonych. Według niej jest to swego rodzaju nagonka i wzbudzanie paniki w światowej opinii publicznej nakierowana na uzyskanie przez Amerykę jakiś politycznych zysków. Dla mojej rozmówczyni oczywiste jest to, że kolejne próby Kim Dzong Una, choć dużo częstsze, są tą samą grą polityczną, którą prowadzili jego poprzednicy. Tym razem jednak można się obawiać agresywnej odpowiedzi ze strony Stanów Zjednoczonych i to jest bardziej niepokojące.

Można się spotkać z osobami, które mają wyrobioną opinię na temat polityki wobec Korei Północnej, jednak wciąż widoczna jest spora obojętność Koreańczyków, zwłaszcza młodych.

Jedyny pogląd, który niezmiennie jest popierany przez znaczną część społeczeństwa, to przyszłe zjednoczenie obu Korei. Inną kwestią jest to, kiedy to zjednoczenie miałoby nastąpić – i w jaki sposób.

Mogłoby się wydawać, że Koreańczycy nie są zainteresowani tematami związanymi z ich sąsiadem na północy. W swoim artykule oraz wywiadzie koreańska dziennikarka, Haeryun Kang, tłumaczy, że stosunek jej rodaków wobec Korei Północnej oraz uczucia związane z agresywną polityką Kimów to bardzo złożone kwestie, do których nie można podchodzić powierzchownie.
Haeryun Kang zwraca uwagę na okoliczność, o której inni wydają się zapominać – Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna to dla Koreańczyków z południa nie tylko „obcy kraj”. Za linią demarkacyjną mieszkają ich bracia i siostry, to jest ten sam naród, który kiedyś ma się ponownie zjednoczyć.

Związek między Koreańczykami jest dla mieszkańców Republiki Korei bardzo osobisty, złożony i pełen sprzeczności.

Z jednej strony odczuwają przywiązanie, a z drugiej silną awersję wobec poczynań rządu Korei Północnej. Wynikiem nagromadzenia tych sprzecznych uczuć jest właśnie pozorna obojętność.

Na powszechność takiej postawy ma też oczywiście bliskość zagrożenia.

Seul, stolica Korei Południowej, leży niecałe 200 km od stolicy KRL-D, Pyeongyangu, oraz niecałe 300 km od Yongbyon, miejsca gdzie znajduje się północnokoreański reaktor jądrowy. Ludzie są wciąż narażeni na bezpośredni i niespodziewany atak. Stała obecność strachu sprawia, że staje się on podświadomy, spychany na drugi plan. Koreańczycy wolą skupiać się na problemach życia codziennego zamiast nad tak trudnym i bolesnym problemem. Jeśli co jakiś czas pojawiały się informacje o kolejnej próbie jądrowej w Korei Północnej, ludzie ignorowali je, często podświadomie, z chęci obronienia się przed strachem. Tego typu reakcja w zaistniałej sytuacji politycznej wydaje się zupełnie naturalna. Obecnie jednak, wraz z natężeniem prowokacyjnych działań ze strony północy, zignorowanie problemu staje się coraz trudniejsze.

Nie pomaga fakt, że Koreańczycy nie mają dostępu do praktycznie żadnych informacji na temat ludzi i życia w Korei Północnej.

Rząd z obawy przed komunistyczną indoktrynacją blokuje dostęp do północnokoreańskich stron internetowych i jakichkolwiek materiałów pochodzących stamtąd.

Ludzie wiedzą tylko o tym, o czym poinformuje ich rząd południowokoreański, czyli bardzo niewiele. Nikt też nie szuka większej ilości informacji na własną rękę. Istnieje wśród mieszkańców południowej części Półwyspu Koreańskiego obawa przed oskarżeniem o kolaborację z rządem północnokoreańskim. Koreańczycy wciąż pamiętają, jak makabryczną formę przybrała walka z domniemanymi szpiegami Korei Północnej za rządów prezydenta Park Chunghee w latach 60. i 70. W czasie tzw. „czerwonej paniki” za pomocą tortur wymuszano na ludziach przyznawanie się do kolaboracji z komunistami. Wiele pojmanych osób było skazywanych po złożeniu tak wymuszonych zeznań. Rodziny wyrzekały się bliskich ze strachu, że również zostaną w jakiś sposób skrzywdzone. W 2005 roku niesprawiedliwości tamtych lat wyszły na światło dzienne a publiczna dyskusja na ten temat jest kolejnym elementem wpływającym na postawę, jaką przybierają Koreańczycy w rozmowach na temat polityki prowadzonej wobec Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej.

Kolejną kwestią wartą analizy w kontekście relacji między oboma państwami jest rosnąca obecność uciekinierów z Korei Północnej.

Obecnie w telewizji południowokoreańskiej dosyć często pojawiają się wywiady z osobami, które uciekły z Północy. Ma być to sposób na dostarczenie społeczeństwu informacji na temat realiów życia w kraju totalitarnym. Jednak wywiady te są powierzchowne i opierają się na tym samym wzorze: opowieści o ucieczce ze złego, totalitarnego kraju do dobrego, wolnego świata. Ciężko jest też brać pod uwagę takie wypowiedzi, gdy dowiadujemy się, że zgodnie z niedawno ujawnionymi danymi, spośród 900 uciekinierów 764 wyjechało z Korei Południowej, nie mogąc się odnaleźć w tym „dobrym, wolnym świecie”. Okazuje się bowiem, że Koreańczycy z Północy są dyskryminowani przez swoich współbraci. Jest to jeden z podstawowych powodów ich wyjazdu za granicę. Wiele osób, jeśli ma taką możliwość, nie przyznaje się do swojego pochodzenia. Pewna Koreanka z Północy przyznała, że po tym jak wyprowadziła się z Korei Południowej przestała się czuć tak bardzo wyizolowana.

Kolejnym poważnym problemem jest to, że w Republice Korei wciąż brakuje usystematyzowanej formy pomocy rządowej i wsparcia dla uciekinierów.

W związku z tym Koreańczycy, którzy uciekli z KRL-D, nieposiadający odpowiedniego wykształcenia, nie mogą liczyć choćby na zatrudnienie. Wszystko to sprawia, że ich aklimatyzacja w teoretycznie bratnim kraju staje się bardzo trudna. Jak ma się to do tak silnie popieranej idei zjednoczenia?
Jak już wcześniej wspominałam, zrozumienie podejścia południowych Koreańczyków do problemu istnienia KRL-D jest bardzo trudne. Wiąże się z jednej strony z wciąż żywym pragnieniem połączenia obu krajów oraz myślą, że za linią demarkacyjną żyje ten sam naród, ich bracia i siostry. Z drugiej z ogromną awersją wobec polityki prowadzonej przez rząd Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej, a także ciągły, podświadomy strach i niepewne jutro oraz brak jakichkolwiek solidnych informacji na temat Korei Północnej.

Mieszkańcy południowej części Półwyspu Koreańskiego nie mają nawet realnego wyobrażenia o Korei Północnej, w związku z tym bardzo trudno jest im zbudować jakąkolwiek solidną opinię na ten temat.

Wpływ na taki a nie inny obraz sytuacji może mieć też fakt, że opinia Korei Południowej jako kraju, któremu najbliższy jest cały problem Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej, jest marginalizowana. W światowej opinii publicznej został zasiany strach przed atakiem „szalonego przywódcy” Korei Północnej. Wypowiedzi amerykańskich polityków słuchają wszyscy. Koreańskich prawie nikt. Odpowiednim komentarzem do zaistniałej sytuacji wydaje mi się wypowiedź wspomnianej już przeze mnie Hae Ryun Kang. W udzielonym wywiadzie powiedziała, że oczywiście jest zaniepokojona tym, co się obecnie dzieje, ale nie tylko na Półwyspie Koreańskim. Wyjątkowo niepokojąca jest dla niej świadomość, jak łatwo dostępna jest broń nuklearna na świecie i jak wiele państw może się nią posłużyć. Jest to opinia, która skłoniła mnie do zastanowienia się nad tym, dlaczego szczególnie obawiamy się właśnie Kim Dzong Una i jego ataku. Dlaczego tylko w tym przypadku świadomość, że ma w swoim posiadaniu broń nuklearną ma budzić niepokój?

Przeczytanie wywiadu z Hae Ryun Kang i bezpośrednia rozmowa z Koreanką przekonały mnie, że pozwolenie na dojście do głosu Koreańczykom jest bardzo ważne.

Potrzebujemy tego, aby zrozumieć Koreę Północną i znaleźć odpowiednie rozwiązania wciąż narastających problemów. Opieranie się tylko na opinii mediów ze Stanów Zjednoczonych może także i tym razem być niewystarczające. Historia pokazała nam już nie raz, że amerykańskie recepty na zaprowadzenie ładu i pokoju niekoniecznie muszą się sprawdzać. Na świecie cały czas pojawiają się i narastają kolejne konflikty międzynarodowe, każdy z nich posiada swoją specyfikę i do każdego z nich należy podejść indywidualnie. Skutki nieuważnie podjętych decyzji w tak istotnych kwestiach mogą być katastrofalne.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here