Trump zapowiada ograniczenie pomocy finansowej dla Palestyńczyków

Deklaracji, gróźb i ostrzeżeń wokół „kwestii jerozolimskiej” ciąg dalszy. Tym razem prezydent Donald Trump zapowiedział ograniczenie pomocy finansowej dla Autonomii Palestyńskiej. Celem ma być skłonienie władz palestyńskich do powrotu do „stołu rokowań”. Słowa przywódcy potwierdziła też Nikki Haley, stały reprezentant USA przy ONZ.

„Płacimy miliardy dolarów za nic nie tylko Pakistanowi, ale także wielu innym krajom. Na przykład płacimy Palestyńczykom setki milionów dolarów rocznie i nie otrzymujemy w zamian wdzięczności i szacunku”, zatweetował amerykański prezydent (coraz częściej o swoich zamierzeniach informuje właśnie za pośrednictwem Twittera). Nawiązał do swojej poprzedniej wypowiedzi właśnie odnośnie kraju nad Indusem, który oskarżył o finansowanie afgańskich terrorystów z którymi rząd amerykański usiłuje walczyć. Pakistańskie władze twardo sprzeciwiły się takim zarzutom. Dla prezydenta więc udzielanie jakiegokolwiek wsparcia finansowego krajom w gorszej sytuacji jest równoznaczne z wymaganiem z ich strony lojalności i bezkrytycznego poparcia (wszak ograniczeniem pomocy straszył też kraje głosujące za rezolucją ONZ wzywającą do odwołania decyzji o Jerozolimie – stolicy).

W 2016 r. USA przeznaczyło prawie 370 mln USD na poczet UNRWA. Jednak spośród 260 mln USD pomocy dwustronnej jedynie niewielka ilość trafiła bezpośrednio do mieszkańców Zachodniego Brzegu i Strefy Gazy (według danych BBC). Działalność UNRWA skupia się także w obozach dla uchodźców w  Jordanii, Libanie, Syrii.

Izraelscy publicyści liberalnego dziennika „Haaretz” bynajmniej nie zareagowali entuzjastycznie na te informacje. Ograniczenie czy nawet odcięcie pomocy humanitarnej odczytują jako akt desperacji. Niepokojąco zaczyna to przypominać sytuację w Iraku w latach 90., gdzie przez sankcje ONZ nałożone ze względu na nieposłuszeństwo rządu Saddama Husajna z powodu braku żywności, lekarstw i wody pitnej cierpiała ludność cywilna. Istnieje obawa przed kolejną porcją protestów i przemocy, która w pierwszej kolejności dotknie właśnie Izraelczyków. Póki co prezydent Mahmud Abbas zaznaczył, że Jerozolima „nie jest na sprzedaż” i że do rozmów nie wróci pod presją szantażu.

W trakcie kampanii podkreślał Donald Trump, że jednym z priorytetów jego kampanii będzie nawet nie postęp w zakresie bliskowschodniego procesu pokojowego, ale jego całkowite urzeczywistnienie. Póki co podejmuje w tym zakresie dość dynamiczne działania, ale czy właściwe?

PODZIEL SIĘ
Studentka studiów bliskowschodnich, moduł Izrael w Instytucie Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ. Zaangażowana w działalność Bliskowschodniego Koła Naukowego UJ i Stowarzyszenia Dni Izraela w Krakowie. Zainteresowania - polityka, kultura i społeczeństwo Izraela i jego relacje z innymi państwami, język hebrajski, konflikt izraelsko - palestyński, media na Bliskim Wschodzie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here