Krytyka „bańki” na rynku kryptowalutowym, nieuzasadniona?

691

Od miesięcy notujemy gwałtowny wzrost zainteresowania rynkiem Bitcoin, OneCoin, Ethereum oraz innych krypto-walut wśród banków centralnych. Rządy Chin, Republiki Koreańskiej, Japonii, Singapuru i Wietnamu również są zaalarmowane. Coraz częściej pojawiają się doniesienia prasowe o ryzyku wytworzenia się bańki finansowej. Skokowe wartości na rynku kryptowalutowym przyrównyje się do współczesnej holenderskiej bańki tulipanowej.

Instytucje częściej zamiast na ekonomicznym wpływie wirtualnej wymiany, skupiają się tylko na negatywnych skutkach proliferacji transakcji poza oficjalnym (kontrolowanym przez nie) obiegiem. Czy ich niepokoje są uzasadnione czy instytucje działają raczej w obronie własnego bankierskiego i korporacyjnego interesu?

Krytyczne głosy regulatorów finansowych?

Już w 2013 roku, mimo dużego zainteresowania społecznego, PBOC zakazał instytucjom finansowym zajmowania się bitcoinem. Chińscy regulatorzy, bank centralny kraju i inne instytucje finansowe zakazały organizacjom i osobom prywatnym gromadzenia funduszy czy wymiany w nieuregulowanych wirtualnych walutach. Argumentowali, że wymiana wirtualną walutą sprzyja działalności przestępczej, oszustwom oraz przyzwala na spekulacje. Krytykowali rynek kryptowalutowy za brak wewnętrznej wartości, brak nadzoru rządowego. W 2017 roku nadzorujący z ChRL powoływali się na słowa amerykańskich i brytyjskich bankierów (Jamie Dimon, JPMorgan Chase; Huw van Steenis, strateg Schroders), określając krypto-waluty, jako „oszustwo” i dążąc do „ograniczenia ich używania”.

W 2017 roku pojawiły się komentarze Gubernatora Banku Japońskiego, Haruhiko Kurody.  Wskazywał on na „anormalny wzrost cen waluty bitcoin”– echo ostrzeżeń generowanych przez jego odpowiedników z Australii, Korei Południowej czy z Singapuru. Australijczycy i Nowozelandczycy określali Bitcoin mianem „spekulacyjnej manii” oraz „klasycznego przykładu bańki”, a Singapurczycy i Tajowie zgadzali się, że „inwestorzy ryzykują utratę całego kapitału”, lokując kapitał w krypto-walucie.

Regulatorzy z Korei Południowej oraz Japonii w styczniu tego roku, także zafundowali wirtualnym posiadaczom kryptowalut miesiąc drastycznych spadków (o 30 procent) i wzrostów rynkowych po serii zapowiedzi o zaostrzaniu przepisów, zapobiegającym spekulacjom na rynku wirtualnych monet.

Obecnie pojawiają się głosy, że ceny bitcoina są znacznie zawyżone. Są zbyt wysokie by się utrzymać lub umożliwić kolejnym inwestorom zakup (traderzy Siim Ounap, Sunwoon Hoon).

Z drugiej strony, na korzyść krypto-walut przemawia fakt, iż cyfrowe transakcje pomiędzy posiadaczami odbywają się bez pośredników (banków), wyłączając dodatkowe koszty. Oczywiście, rezultatem pełnej anonimowości tych transakcji oraz ich wysokiej kodyfikacji (bezpiecznych sekwencji blockchain), jest proliferacja nielegalnych przepływów, wzrost Dark Web, cyber-przestępczości oraz spekulacji. Nie należy zapominać jednak, iż cyber-waluty również przysłużyły się de-polityzacji pieniądza, oddaniu władzy masom oraz przyczyniły się do wyłonienia się nowych rynków finansowych, nie kontrolowanych przez szeroko pojęty „Wall Street”. Giełdy i finansjera po cichu również przyglądają się sukcesom wirtualnej wymiany.

Dwie światowe giełdy kontraktów terminowych, Amerykańskie Chicago Mercantile Exchange i Chicago Board Options Exchange wprowadziły kontrakty na walutę bitcoin. Zachęciło to dostawców popularnych funduszy Exchange Traded Funds w USA do uzyskania odpowiednich zezwoleń prawnych dla kontraktów terminowych w bitcoin. Według sondażu przeprowadzonego przez Centre for Macroeconomics oraz Centre for Economic Policy Research, Europejscy naukowcy również byli raczej optymistycznie nastawieni do cyfrowej waluty, mimo ostrzeżeń ze strony starszych finansistów.

Doniesienia o planach zwiększenia rządowej kontroli nad handlem wirtualnym pieniądzem destabilizują rynek

W Azji natomiast okazało się, że niektórzy koreańscy pracownicy organów odpowiedzialnych za regulacje finansowe, rzekomo profitowali na fluktuacjach krypto-walutowych poprzez handel poufnymi informacjami. Duże banki komercyjne (Industrial Bank of Korea, Nonghyup Bank, również państwowy Korea Development Bank) również zyskały miliony dolarów w prowizjach z transakcji wymiany walut. Instytucje te ponadto wspólnie posiadały 2 miliardy dolarów na kryptowalutowych kontach użytkowników. Dodatkowo, pojawiły się doniesienia o wykorzystywaniu informacji wewnętrznych z FSS do czerpania korzyści z krypto-walut. Dyrektor Departamentu Nadzoru Finansowego, Choi Heung-sik przyznał, że ​​jeden z jego trzech pracowników ogólnokrajowej grupy kontrolnej ds. Regulacji Kryptograficznych, zyskał około 7 mln wonów (US$ 6500) sprzedając krypto-walutę na dwa dni przed rządowym ogłoszeniem (13 grudnia), o planie zakazu handlu wirtualną jednostką monetarną dla nieletnich i obcokrajowców.

Gorliwość niektórych do czerpania zysków ze zmienności walut wirtualnych każe obserwatorom przyjmować doniesienia o nadciągającym krachu z rezerwą. Zwłaszcza widząc doniesienia z kolebki bitcoina, Japonii, gdzie firmy zaczynają eksperymentować z ideą wypłacania swoim pracownikom część pensji w Bitcoinie. Trendujący blockchain jest też coraz bardziej widoczny wśród konsumentów z całej Azji, którzy odpowiadają za znaczną większość wpływów z wymiany wirtualnych walut. 

Według prognoz, region Azji i Pacyfiku w 2019 będzie odpowiadał za 1/3 światowego bogactwa. Większość krajów azjatyckich ma wysoki odsetek osób młodych, posiadających wiedzę o najnowszych technologiach, skorych do poszukiwania nowych sposobów wydawania i inwestowania swoich pieniędzy.

Takie komunikaty wydają się wprost zaprzeczać niebezpieczeństwu lub przepowiedniom o końcu Azjatyckiego rynku kryptowalut. Szef singapurskiego fintech (MAS) Sopnendu Mohanty również nie przewiduje Bitcoinowego krachu finansowego podobnego do tego zapoczątkowanego przez Lehman Brothers w 2008 roku.

Monetary Authority Singapuru orzekł, że organy ściśle kontrolują transakcje krypto-walutowe, co „wskazuje, że regulatorzy poważnie traktują cały rynek kryptowalut” oraz „wiedzą kiedy interweniować, biorąc pod uwagę wielkość rynku oraz wielkość popytu i transakcji”. Mohany dodał, że regulacje wirtualnego systemu monetarnego „przyjdą we właściwym czasie”. Jego zdaniem, należy inwestować w technologię blockchain, która zaowocuje tańszymi i bezpieczniejszymi międzynarodowymi transakcjami. Według jego słów:

„Nie powinniśmy obracać w niwecz świetnego pomysłu, ponieważ niektórzy gracze postanowili spekulować na rynku w sposób, który nie jest odpowiedni”.

Wobec ogromu sprzecznych komunikatów docierających do nas, czy warto ryzykować i pokładać swój kapitał na rynku kryptowalutowym? Odpowiedź nie jest jasna. Według Deutsche Bank, większość japońskich inwestorów, którzy stanowią około 40% globalnego handlu bitcoinami, mają po 20. 30. lat. Bitcoin zyskał sobie najwięcej globalnego zainteresowania właśnie wśród tej grupy- „pokolenia Y”. Choć ta grupa wiekowa znana jest z kaprysów, handel i transakcje w wirtualnych walutach wydają się być czymś więcej niż przejściową modą. W dobie coraz silniejszych głosów populistycznych i nastrojów anty-establishmentowych, owy upolityczniony klimat sam może generować zainteresowanie działalnością spekulacyjną.

Dzieje się tak dlatego, że zdecentralizowana i anonimowa natura transakcji przemawia do młodszego pokolenia, które nieufnie traktuje rządy i instytucje publiczne. Zatem, być może szaleństwo bitcoinów jest wyrazem powszechnego odrzucenia „niepewnych” instytucji? Jeśli tak, możemy być pewni że popularność rynku kryptowalutowego będzie tylko wzrastać. Nie znaczy to jednak, że Bitcoin, Ethereum czy Ripple mą solidne fundamenty i są bezpieczną inwestycją. Kryptowaluty pozostają niestabilnym i nieuregulowanym aktywem, w który należy rozważnie lokować kapitał.

Wysoka zmienność wartości krypto-walut może generować olbrzymie zyski ale też olbrzymie straty.

Może najlepszą przestrogą przed nieprzemyślaną inwestycją będzie wiadomość o zainteresowaniu Goldman Sachs handlem kryptowalutą? Nic nie „zachęca” do inwestycji jak wiadomość o zaangażowaniu banku odpowiedzialnego za „poważne naruszenie zasad” doprowadzające do kryzysu finansowego w 2008 roku…

 

PODZIEL SIĘ
Absolwentka Studiów Azjatyckich UJ, Stypendystka TGU i studentka Stosunków Międzynarodowych UJ. Jest młodszym researcherem w East Analytics zajmującym się analizą rynków dalekowschodnich oraz promocją europejskiego eksportu na rynkach Azji wschodniej. Prywatnie, badaczka interesuje się ochroną praw człowieka, sytuacją kobiet, mniejszości etnicznych i mniejszości seksualnych w Chinach oraz Japonii.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here