W Egipcie bez zmian

410
Zakończone niedawno wybory prezydenckie w Egipcie przeszły ciekawą drogę od niewzbudzających zainteresowania, po emocjonujące wydarzenie polityczne. Teraz, tuż przed wyborami, można powiedzieć, że po siedmiu latach od Rewolucji na Placu Tahrir w Egipcie nic się nie zmieniło

Trzydniowe wybory prezydenckie odbyły się między 26 a 28 marca. Kandydaci byli zobowiązani do złożenia dokumentów do Państwowej Komisji Wyborczej (NEC) w dniach do 20 do 29 stycznia.

„The Story of a Nation”

Między 17 a 19 stycznia odbyła się w Kairze konferencja „The Story of a Nation”, podsumowująca czteroletnią kadencję prezydenta Abd el Fataha es-Sisiego. W towarzystwie młodych ludzi, ministrów rządu, urzędników państwowych, ekonomistów i bankierów es-Sisi odpowiadał na pytania na temat wojny z terroryzmem na Północnym Synaju i egipskiej polityki zagranicznej.
Pierwszego dnia konferencji, 17 stycznia, prezydent es-Sisi przedstawił bilans osiągnięć. Powiedział, że w ciągu ostatnich czterech lat wdrożono 11 000 projektów krajowych, co kosztowało 2 biliony funtów egipskich.
Większość konferencji odnosiła się do przeprowadzanych akcji antyterrorystycznych na południu kraju i na Północnym Synaju. Jak ujawnił prezydent, państwo zapewnia obecnie pomoc około 13 000 osobom rannym w wyniku ataków terrorystycznych. Jednocześnie zapewniał w ostatnim dniu konferencji, że armia nie zniszczyła żadnych domów na Północnym Synaju, z których padały strzały w stronę sił bezpieczeństwa. „Jeśli ktoś zostanie zabity przypadkowo, zrekompensujemy to jego rodzinie, nawet jeśli nigdy nie będzie adekwatnej rekompensaty za życie” – podkreślił w swoim wystąpieniu.

Prezydent Abdel Fattah el-Sisi, wrzesień 2017 / cc Wikipedia
Prezydent Abdel Fattah el-Sisi, wrzesień 2017 / cc Wikipedia

Konferencja była nie tylko okazją do podsumowania czteroletnich rządów prezydenta es-Sisiego, ale także do ogłoszenia jego kandydatury na kolejną kadencję. Na piątkowej, zamykającej sesji, 19 stycznia powiedział, że ma nadzieję, że opinia publiczna zaakceptuje jego nominację na stanowisko prezydenta republiki na kolejną kadencję prezydencką. „Budowa państwa zajmuje od 16 do 20 lat. Ja staram się to zrobić w 8 lat” – powiedział Sisi w telewizyjnym oświadczeniu.

Trzy dni Samiego Anana

Nie minęło wiele czasu, a Egipt doczekał się odpowiedzi na kandydaturę obecnego prezydenta na drugą kadencję. 20 stycznia, po prezydenckiej konferencji, były szef sztabu generalnego sił zbrojnych generał Sami Anan poinformował, że również zamierza kandydować w wyborach na prezydenta.
W nagraniu wideo zamieszczonym na oficjalnym profilu Anana na Facebooku były szef sztabu generalnego informuje, że „chce uratować Egipt przed złą polityką”. Wezwał instytucje państwowe do utrzymania neutralności wobec wszystkich kandydatów. Anan mówił o potrzebie wielopartyjnego systemu politycznego, który szanuje konstytucję i prawo, „wierzy w wolności” i zachowuje „ducha sprawiedliwości” i zasady systemu republikańskiego. W swoim pięciominutowym filmie Anan pojawił się w ciemnym cywilnym garniturze.

Generał podkreślił, że Egipt stoi przed szeregiem wyzwań, wśród których najważniejszy jest terroryzm, „pogarszanie się” poziomu życia Egipcjan oraz „erozja” zdolności państwa do radzenia sobie z problemami ziemi i wody oraz zarządzania zasobami naturalnymi. Obwiniał to o „niewłaściwą” politykę i „brak” dobrego zarządzania, który pozwoliłby sektorowi cywilnemu odgrywać rolę uzupełniającą obok sił zbrojnych.

Poinformował o swoim zamiarze przedłożenia dokumentów nominacji organowi wyborczemu, gdy tylko ukończy procedury wymagane od niego jako byłego szefa sztabu wojskowego. W swoim oświadczeniu Anan bezpośrednio zwrócił się do Sił Zbrojnych, prosząc ich, aby nie brali udziału w wyborach i zachowali neutralność w wyborach prezydenckich.

Po upływie trzech  dni generał Anan został aresztowany. 22 stycznia oświadczenie Sił Zbrojnych zostało odczytane w publicznej telewizji. Na mocy tego oświadczenia generał został oskarżony o łamanie przepisów, próbując kandydować w wyborach bez uprzedniej zgody armii i „podżegania przeciwko siłom zbrojnym w celu stworzenia rozłamu” między armią a narodem egipskim. Oświadczenie precyzowało, że Anan, który został zmuszony do przejścia na emeryturę w 2012 roku, nie ubiegał się o pozwolenie wymagane do kandydowania na prezydenta lub nie podjął kroków niezbędnych do zakończenia służby wojskowej. Oskarżono go o „rażące” podżeganie do wojska z zamiarem „popchnięcia klina” między armią a Egipcjanami, i sfałszowanie dokumentów stwierdzających, że jego służba wojskowa dobiegła końca, co jest potrzebne aby kandydować na prezydenta.

Kandydatura  generała Samiego Anana dała Egipcjanom nadzieję, że wybory nie będą przeprowadzone w sposób referendalny. Trzy dni między deklaracją Anana a jego aresztowaniem dały wielu aktywistom promyk nadziei i wywołały podekscytowanie, którego nie widziano od lat. Prawie cztery lata pod rządami Sisiego sprawiły, że wielu Egipcjan stało się tak zdesperowanych, że widzieli promyk nadziei na zmiany nawet w kandydaturze drugiego wojskowego. I trudno ich za to winić.
Zaraz po aresztowaniu  Annana wycofał się działacz praw człowieka i adwokat, Chalid Ali. Wycofał się, uznając, że wybory będą zwykłą farsą. I tak zapewne nie zostałby do nich dopuszczony ponieważ w zeszłym roku został skazany na trzy miesiące za „nieobyczajne zachowanie”.  Po Chalidzie Alim z podobnych powodów wycofał się Mohammed Anwar Sadat, krewny byłego prezydenta. Jeszcze później w lutym aresztowany został ostatni poważny kandydat, Abdel Moneim Abul Fotuh, muzułmański konserwatysta, będący w bliskich kontaktach z Braćmi Muzułmanami. Został oskarżony o knucie antyrządowego spisku z Braćmi Muzułmanami i o terroryzm. Na polu bitwy został prezydent Sisi, sam, ale bezpieczny swojej pozycji.

Kandydat, którego nikt nie zna

Rząd szybko obudził się i zauważył, że co prawda brak kontrkandydatur daje wygraną, ale zadaje także pytanie o demokratyczność wyborów. A Zachód potrafi histerycznie reagować na brak demokratyczności, szczególnie, że pytań było wiele: powód aresztowania Anana, wycofanie się prawnika Khalida Alego, wycofanie się pozostałych kandydatów i brak innych  na stanowisko prezydenta. Właśnie wtedy pojawił się kandydat, którego nikt w Egipcie nie znał.

Kandydatura Mustafy Mousy  z partii Ghad wyskoczyła jak królik z kapelusza. Komplet dokumentów potrzebnych do kandydowania Mustafa Mousa złożył piętnaście minut przed zamknięciem Państwowej Komisji Wyborczej. I na tym ruchu niemal zakończyła się jego działalność polityczna w tych wyborach. Na próżno było szukać jego plakatów na kairskich ulicach, bilbordów wyborczych, czy innych oznak jego kandydatury. Plakaty pojawiły się dokładnie dwa tygodnie temu i też tylko w niektórych miejscach, raczej poza centrum miasta. Jedynie główny budynek jego partii jest miejscem z przewagą plakatów Mousy, które chociaż tam nie giną przytłoczone osobą es-Sisiego. Występów publicznych także brakuje. Na drugim wiecu wyborczym w połowie marca było może trzydzieści osób, Mousa nie występuje publicznie, nie korzysta z czasu przysługującemu mu w telewizji, nie organizuje konferencji, nie brał nawet udziału w debacie prezydenckiej.

Także polityka i wizja państwa według Mousy ginie przysłonięta osobą obecnego prezydenta. Nikt się nie łudzi, że jego kandydatura jest czymś więcej niż pozorami demokratycznych wyborów. Szczególnie po oświadczeniach lidera partii Ghad o jego kontrkandydacie: „Nie jesteśmy ideologicznymi rywalami” – zapewniał Mustafa Mousa w wystąpieniach publicznych. „Łączymy się odrzucając Bractwo Muzułmańskie i odrzucając jakiekolwiek pojednanie z tą radykalną grupą lub jakimkolwiek ruchem, który ma krew Egipcjan na rękach”. I nawet energiczne zapewnienie, że „weźmie udział w sprawiedliwym i honorowym wyścigu po to, aby zwyciężyć”, które wygłosił na zwołanej na szybko konferencji, brzmi jak ładny, ale jednak frazes.

Szczególnie, że i mało który Egipcjanin mu wierzy: Mousa jeszcze kilka dni przed swoją kandydaturą publicznie gorąco popierał kandydaturę Sisiego. „Rozumiem, że dla wielu jestem mało znaną postacią. Mam nadzieję, że uda mi się osiągnąć zaszczytny wynik „- powiedział Moussa.  Teraz należałoby się zastanowić czy przez jego kontrkandydaturę prezydent Sisi osiągnie wynik 97% głosów jak w 2014 roku, czy jednak trochę mniej.

Znów bez kobiecych kandydatur

Liczba kandydatów na prezydenta jest wybitnie skąpa w tym roku. Ale podobnie jak w poprzednich latach jest zupełnie jałowa, jeśli chodzi o kandydatki.  W wyborach prezydenckich w Egipcie zabrakło kandydatek płci żeńskiej, chociaż były szansę na zmiany, pierwsze większe od kilku lat. W 2005 r. były prezydent Hosni Mubarak wystąpił przeciwko dziewięciu kandydatom, samym mężczyznom. Po rewolucji 25 stycznia 2011 roku, 13 mężczyzn rywalizowało w wyborach w 2012 roku. W tym czasie prezenterka telewizyjna i aktywistka Bothaina Kamel miała być szansą na kobiecą kandydaturę, nie zdołała jednak zebrać potrzebnych wówczas 30 000 głosów od obywateli.

W tym roku tylko jedna kobieta próbowała startować w wyborach prezydenckich. Ale Mona Prince, profesor literatury angielskiej na Uniwersytecie Suez, nie zebrała niezbędnych 25 000 podpisów. I chociaż wcześniej zasłynęła w Egipcie z innej aktywności niż polityczna, wydawało się, że jej próba kandydowania ruszy coś w aktywności kobiecej na polu polityki.

„Radykalny nurt religijny utworzył w społeczeństwie szyderczy obraz kobiet, co tłumaczy odrzucenie kandydatek na prezydenta. Niektóre nauki religijne bezpodstawnie twierdzą, że w islamie są teksty zakazujące kobietom przystępowania do prezydentury „, powiedział Al-Monitor Suzy Nashed, członek parlamentarnej Komisji Spraw Ustawodawczych i Konstytucyjnych. „Instytucje religijne i rządowe powinny organizować kampanie informacyjne na temat głosowania na kobiety w Górnym Egipcie i na obszarach wiejskich, ponieważ [mieszkańcy] tych obszarów najbardziej odrzucają kandydatki kobiece, biorąc pod uwagę zwyczaje i tradycje. W przypadku tych osób role kobiet ograniczają się do prac domowych, a kobiety nie powinny wchodzić w prace publiczne „- powiedziała.

W obecnym rządzie jest sześć kobiet, a w parlamencie – 90 kobiet na 596 wszystkich parlamentarzystów. Sanaa al-Saeed, członek Krajowej Rady ds. Kobiet, powiedziała Al-Monitor, że kobiety stanowią 20% obecnego rządu.

W poniedziałek rozpoczynają się trzydniowe wybory, a już teraz można w ciemno postawić kto jest zwycięży i zostanie prezydentem. W Egipcie wiele musiało się zmienić w czasie Arabskiej Wiosny, żeby tak naprawdę wszystko wróciło na stare tory. Prezydent Sisi od początków swojej prezydentury nie patyczkował się z opozycjonistami. Twierdził,  że wolność i demokracja muszą ustąpić porządkowi, stabilizacji i gospodarce. Naiwnie łudzili się ci, który myśleli, że tegoroczne wybory coś zmienią. Można było się jedynie dziwić, że prezydent potwierdził swoją kandydaturę tak późno. Bo cała reszta jest tylko fasadą demokracji. Pozostaje pytanie, jaka będzie frekwencja i czy prezydentowi uda się zdobyć 97% głosów jak w 2014 roku.

PODZIEL SIĘ
Studentka studiów bliskowschodnich z językiem arabskim i dziennikarstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Zainteresowana zmianami w społeczeństwie arabskim, kwestią ruchów społecznych i praw kobiet.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here