Przyszłość Półwyspu Koreańskiego po igrzyskach w Pjongczangu

1124

W dniach od 9 do 25 lutego 2018 r. w Republice Korei w Pjongczangu miały miejsce igrzyska olimpijskie. Największym zaskoczeniem w trakcie ich trwania była wizyta delegacji północnokoreańskiej, której przewodniczyła siostra dyktatora KRL-D – Kim Jo Dzong.

Bez wątpienia jej osoba przyciągnęła uwagę, ponieważ od czasu wojny koreańskiej po raz pierwszy na terytorium Korei Południowej przybył ktoś bezpośrednio związany z dynastią Kimów panującą w Korei Północnej. Warto tutaj zaznaczyć, że Kim Jo Dzong jest odpowiedzialna za wizerunek propagandowy swojego brata oraz według amerykańskich i południowokoreańskich analityków ma wpływ na Kim Dzong-Una.

Pomimo zagrożenia istniejącego ze strony Korei Północnej tegoroczna impreza sportowa w Pjongczangu przebiegła pomyślnie. Władze północnokoreańskie nie dokonały żadnej prowokacji. Jedynie dzień przed rozpoczęciem igrzysk, tj. 8 lutego, w Pjongjangu odbyła się parada wojskowa z okazji rocznicy sformowania armii KRL-D. Jednak podczas niej nie zaprezentowano żadnej nowej technologii wojskowej ani uzbrojenia. Komentatorzy zarówno południowokoreańscy, jak i amerykańscy zwrócili uwagę na to, że działania reżimu miały charakter propagandowy i służyły tylko wewnętrznej mobilizacji.

Nieoczekiwana wizyta delegacji północnokoreańskiej w Pjongczangu

Spotkanie delegacji KRL-D z przedstawicielami Republiki Korei (m.in. z prezydentem Moon Jae-inem) stało się pierwszym krokiem zmierzającym ku ociepleniu wzajemnych stosunków i w ten sposób zostało też odebrane na międzynarodowej scenie politycznej. Pojawiły się nawet głosy, które uznały to wydarzenie za sukces dyplomatyczny Pjongjangu i Seulu. Przykładowo Joseph Siracusa, profesor ds. bezpieczeństwa międzynarodowego Uniwersytetu w Melbourne w Australii, w wywiadzie dla dziennikarzy przyznał, że:

jest to wielkie zwycięstwo dyplomatyczne, jednak nie rozwiąże to problemu, dopóki Korea  Północna będzie kontynuować rozwój programu atomowego i rakietowego.

Jednak podczas igrzysk dało się zauważyć odmienne stanowisko Waszyngtonu i Seulu co do wizyty delegacji z Pjongjangu. W momencie, gdy prezydent Republiki Korei Moon Jae-in rozmawiał z Kim Jo Dzong, wiceprezydent USA Mike Pence spotkał się z uchodźcami z Korei Północnej. Dodatkowo reprezentacji amerykańskiej towarzyszył ojciec studenta Otto Warmbiera, zamordowanego przez reżim północnokoreański. Ponadto przedstawiciele KRL-D i USA wzajemnie się unikali. W związku z powyższym zarówno Stany Zjednoczone, jak i Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna nie były wtedy zainteresowane jakimikolwiek rozmowami, które mogłyby rozwiązać obecny kryzys nuklearny na Półwyspie Koreańskim.

Deklaracje Korei Północnej

W trakcie wizyty Kim Jo Dzong przekazała zaproszenie prezydentowi Moon Jae-inowi do Pjongjangu w celu poprawienia wzajemnych relacji. Niedługo po zakończeniu imprezy sportowej 5 marca doszło do spotkania delegacji południowokoreańskiej z Kim Dzong-Unem. Przywódca Korei Północnej zadeklarował, że chce „napisać nową historię zjednoczenia narodów. Wspomniana wizyta trwała 4 godziny i była przełomowa, ponieważ Kim Dzong-Un po raz pierwszy od przejęcia władzy w 2011 roku rozmawiał z urzędnikami z Republiki Korei. Natomiast wysłannicy z Seulu ostatni raz odwiedzili Północ w 2007 r., kiedy jeszcze żył Kim Dzong-Il.

Koreańska Centralna Agencja Prasowa Korei Północnej (KCNA) określiła to spotkanie jako „otwartą rozmowę” na temat kwestii mających na celu „poprawę stosunków na linii Północ-Południe i zapewnienia pokoju oraz stabilności na Półwyspie Koreańskim. Należy tutaj również dodać, że delegacja z Seulu przekazała Kimowi osobisty list od prezydenta Moon Jae-ina.

W tym kontekście wizyta delegacji północnokoreańskiej podczas tegorocznych igrzysk w Pjongczangu, następnie zaproszenie i przyjęcie przedstawicieli Republiki Korei w Pjongjangu są wydarzeniami bezprecedensowymi. Odkąd władzę w Korei Północnej przejął Kim Dzong-Un, jego polityka nie służyła pokojowemu dialogowi. Wręcz przeciwnie, widmo ponownego konfliktu koreańskiego było bardzo prawdopodobne, zwłaszcza że niedawno w wyniku wyborów w USA nowym prezydentem został Donald Trump, który groził KRL-D „ogniem i zniszczeniem”.

Podczas spotkania z delegacją południowokoreańską Kim Dzong-Un zadeklarował chęć pokojowego rozwiązania problemu nuklearnego. Korea Północna wyraziła wolę do rozmów pod warunkiem, że zostanie jej zagwarantowane bezpieczeństwo. W oświadczeniu delegacji  południowokoreańskiej po powrocie z Pjongjangu jej główny wysłannik Chung Eui-yong powiedział, że KRL-D zamrozi swoje testy jądrowe i rakietowe „na czas trwania dialogu” i zgodzi się na III szczyt międzykoreański, który miałby być zorganizowany w Domu Pokoju w Panmundżomie pod koniec kwietnia tego roku.

Pokojowy dialog z USA i z Republiką Korei?

Ponadto Korea Północna wyraziła zamiar prowadzenia otwartego dialogu ze Stanami Zjednoczonymi w celu omówienia kwestii denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego i normalizacji wzajemnych stosunków. Przejawem chęci współpracy ze strony reżimu północnokoreańskiego jest zaproszenie Kim Dzong-Una skierowane do Donalda Trumpa, które zostało przez niego zaakceptowane.

W przypadku stanowiska Stanów Zjednoczonych Waszyngton od początku bacznie przyglądał się rozmowom prowadzonym w Pjongjangu. Dyplomacja amerykańska oraz sam prezydent z rezerwą podchodzili do pojawiających się informacji w mediach o odprężeniu w relacjach międzykoreańskich. Jeszcze przed przyjęciem zaproszenia przez Trumpa na temat możliwych negocjacji z Koreą Północną wypowiedział się wiceprezydent Mike Pence, który w rozmowie z dziennikarzami zaznaczył, że USA są gotowe do rozmów z Koreą Północną, ale wstępnym warunkiem jest porzucenie programu nuklearnego realizowanego przez reżim północnokoreański. Słowa wiceprezydenta potwierdziła także Sarah Huckabee Sanders tj. sekretarz prasowy Białego Domu:

denuklearyzacja musi być wynikiem jakiegokolwiek dialogu z Koreą Północną.

Wobec tego dużą rolę może odegrać prezydent Republiki Korei – Moon Jae-in, pośrednicząc w negocjacjach pomiędzy KRL-D a USA. Jeszcze podczas kampanii wyborczej zapowiadał, że chce być przywódcą, który zbuduje związek obu Korei na pokoju. W przeciwieństwie do byłej prezydent Park Geun-hye Moon Jae-in jest zwolennikiem dialogu z Koreą Północną. Świadczyć może o tym uroczyste przyjęcie delegacji północnokoreańskiej podczas tegorocznych igrzysk olimpijskich i chęć kontynuowania dalszych rozmów z Kim Dzong-Unem.

Biorąc pod uwagę fakt, że stosunki polityczne między Stanami Zjednoczonymi i Koreą Północną były szczególnie napięte przed zimowymi igrzyskami olimpijskimi w Pjongczangu. Oba kraje wielokrotnie groziły sobie nawzajem całkowitym zniszczeniem, pokojowy dialog może okazać się rozwiązaniem obecnego kryzysu nuklearnego, który trwa od 2002 roku. Jednak należy pamiętać, że KRL-D wielokrotnie łamała zawarte porozumienia dotyczące denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego.

Ponadto pomiędzy Waszyngtonem a Seulem występuje różnica co do rozwiązania problemu północnokoreańskiego. Jak zaznaczył autor wcześniej, prezydent Moon jest zwolennikiem dialogu. Natomiast Donald Trump skłania się ku twardemu kursowi wobec Korei Północnej. Bez względu na zapowiedziane deklaracje zarówno po stronie północnokoreańskiej, jak i amerykańskiej „kampania maksymalnego nacisku jest kontynuowana” przez Waszyngton. Na dzień dzisiejszy sankcje Rady Bezpieczeństwa ONZ nie zostały zawieszone.

Szczyty w latach 2000 i 2007

Dyplomacja amerykańska doskonale pamięta, jak reżim zachował się podczas I szczytu międzykoreańskiego w 2000 r. oraz kolejnego w 2007 roku. Korea Północna otrzymała wówczas olbrzymią pomoc gospodarczą od sąsiada z Południa (w samych latach 1998-2008 ok. 8 miliardów dolarów). Mimo zapewnień o zaprzestaniu rozwijania programu atomowego Pjongjang kontynuował  pracę nad bronią jądrową, posuwając się nawet do prowokacji z Koreą Południową. W związku z powyższym reżim północnokoreański do perfekcji opanował politykę podstępu – brania czegoś, nie dając nic w zamian.

Czy tym razem może mieć miejsce taki scenariusz? Wiele wskazuje na to, że tak. Jeszcze podczas olimpiady w Pjongczangu delegacja północnokoreańska została uroczyście przyjęta przez administrację rządzącą w Seulu. Ponadto opozycja polityczna w Republice Korei zwróciła uwagę na to, że Korea Północna uczestniczyła w tegorocznych igrzyskach zimowych bez jakichkolwiek politycznych ustępstw. Podobnie jak USA zaznaczyła ona, że denuklearyzacja powinna być pierwszym krokiem do jakichkolwiek dalszych rozmów:

Powinniśmy pamiętać, że jakiekolwiek rozmowy, w których denuklearyzacja nie jest warunkiem wstępnym, daje Korei Północnej czas, aby mogła rozwinąć swoje możliwości jądrowe, a wszystko to pod pokojową fasadą – rzecznik partii Wolności Korei Chang Jae-won.

Warto tutaj dodać, że również społeczeństwo południowokoreańskie jest podzielone co do polityki prezydenta Moona. W Seulu obywatele Korei Południowej demonstrowali i wyrażali stanowczy protest przeciwko przyjmowaniu przedstawicieli z KRL-D. Wielu z nich, być może słusznie, na trzymanych transparentach i w głoszonych hasłach zwróciło uwagę na to, że jest to kolejna gra Pjongjangu, która prowadzi do uśpienia czujności władz Republiki Korei.

Prawdopodobne przeszkody w „ pokojowym dialogu”

Tegoroczne igrzyska sportowe w Pjongczangu stworzyły okazję do zmiany sytuacji na Półwyspie Koreańskim. Odprężenie olimpijskie chwilowo przyczyniło się do stabilizacji sytuacji na Półwyspie Koreańskim – w 2017 r. w podobnym okresie czasu reżim północnokoreański 12 lutego, 6 i 22 marca oraz na początku kwietnia przeprowadził kilka prób rakietowych z użyciem pocisków balistycznych. Obecnie na czas trwania dialogu Korea Północna wstrzymała wszelkie działania militarne. Jednak nie należy ich całkowicie wykluczyć, zwłaszcza, że 15 kwietnia Korea Północna będzie obchodzić rocznicę urodzin założyciela KRL-D Kim Ir Sena. W przeszłości z tej okazji zarówno w 2016 r., jak i w 2017 r. miała miejsce próba rakietowa. Ponadto 25 kwietnia w Pjongjangu będzie uroczyście świętowany dzień północnokoreańskiej armii – istnieje szansa zaprezentowania nowej technologii wojskowej podczas parady.

Jeśli chodzi o stanowisko sojuszników – Republiki Korei i Stanów Zjednoczonych – KRL-D musi zrezygnować z programu atomowego i rakietowego.

Problemem pozostaje kwestia, jak to osiągnąć. Od momentu zmiany władzy w USA południowokoreańscy politycy martwili się, że następca Baracka Obamy swoim zachowaniem doprowadzi do wybuchu wojny z Koreą Północną lub wycofa siły amerykańskie z Półwyspu Koreańskiego.

Na dzień obecny Donald Trump wyraził gotowość do rozmów z Kim Dzong-Unem. Jeśli faktycznie w maju dojdzie do spotkania między nimi, to będzie to bezprecedensowe wydarzenie. Jednak należy pamiętać, że w przeszłości wszelkie rozmowy z Koreą Północną kończyły się fiaskiem.

Zdaniem autora i tym razem może być podobnie. To, co najbardziej jest charakterystyczne dla Korei Północnej w relacjach z Republiką Korei i Stanami Zjednoczonymi to brak wiarygodności. W przeszłości Pjongjang podpisał wiele porozumień na temat denuklearyzacji lub zamrożenia programu atomowego. Niestety wszystkie złamał. W ocenie autora Korea Północna nadal będzie rozwijać swój program nuklearny i rakietowy w nadchodzących miesiącach. Obecnie Kim Dzong-Un gra na czas, by ukończyć budowę zminiaturyzowanej głowicy nuklearnej w celu umieszczenia jej na międzykontynentalnym pocisku balistycznym.

Mało prawdopodobny wydaje się scenariusz, w którym Kim Dzong-Un zaakceptowałby na terenie swojego państwa kontrole Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej, a nawet jeśli miałyby one miejsce, to na pewno reżim nie zdradziłby lokalizacji wszystkich miejsc, gdzie składowana jest broń jądrowa.

Poza tym reżim północnokoreański nie uwierzy w zapewnienia Amerykanów o bezpieczeństwie.

W świadomości elit rządzących w Pjongjangu wciąż żywa jest przestroga, jaką stanowi „zakończenie pertraktacji” z Amerykanami przez Saddama Husajna i Mu’ammara al-Kaddafiego, tj. poprzez ich własną śmierć.

Drugim istotnym problemem są wszelkie niedociągnięcia w układach zawartych pomiędzy KRL-D a Republiką Korei i Stanami Zjednoczonymi. Przykładowo w trakcie rozmów sześciostronnych przyjęte wspólne oświadczenie zobowiązywało Pjongjang do denuklearyzacji w zamian za bezpieczeństwo i gwarancje ekonomiczne. Porozumienie nie zakazywało jednak Korei Północnej podejmowania innych prowokacyjnych działań, takich jak konwencjonalne działania wojskowe czy cyberataki. Wobec tego zarówno strona amerykańska, jak i północnokoreańska musiałyby wypracować szczegółowe zasady współpracy, aby zapobiec rozpadowi rozmów. Wymagałoby to jednak szeroko zakrojonych negocjacji wstępnych.

Trzecim istotnym problemem jest odmienny punkt widzenia KRL-D i USA. Zdaniem autora jakiekolwiek rozmowy pomiędzy Pjongjangiem a Waszyngtonem mogą załamać się na samym początku, ponieważ obu państwom przyświecają różne cele, które pragną osiągnąć jako rezultat negocjacji. Przykładowo Kim Dzong-Un może domagać się rozwiązania sojuszu Republiki Korei z Stanami Zjednoczonymi oraz wycofania sił amerykańskich z Półwyspu Koreańskiego. Natomiast Donald Trump może zażądać całkowitej denuklearyzacji Korei Północnej i poddania jej międzynarodowym kontrolom. Do tej pory praktyka polityczna pokazała, że reżim północnokoreański nie zrezygnuje z broni atomowej, która stanowi gwarancję jej bezpieczeństwa. Z kolei USA nie mogą wycofać się z Korei Południowej, ponieważ jest ona istotnym sojusznikiem Waszyngtonu w tej części świata.

Poza tym nawet jeśli udałoby się wynegocjować jakikolwiek kompromis, to wiarygodność Korei Północnej w najlepszym przypadku musiałaby zostać potwierdzona przez Chiny jako kluczowe państwo mające wpływ na KRL-D. Natomiast w przypadku USA obietnicę zagwarantowania nietykalności reżimowi potwierdziłaby tylko rezolucja ze strony Kongresu. W obu opcjach największym problemem byłby czas, ponieważ wszelkie porozumienia przeciągnęłyby się z powodu długotrwałej procedury legislacyjnej. W konsekwencji nie doszłoby do żadnego układu na linii Pjongjang-Waszyngton-Seul.

W stronę zamrożenia konfliktu?

Podsumowując, ostatnie wydarzenia na Półwyspie Koreańskim stworzyły możliwość tymczasowego rozprężenia w stosunkach pomiędzy KRL-D a Republiką Korei i USA. Jeżeli w najbliższym czasie dialog zostanie utrzymany, będziemy świadkami spotkania Kim Dzong-Una i Moon Jae-ina, które przekształci się w III szczyt międzykoreański. Jeśli prowadzone rozmowy utrzymają się, to w maju dojdzie do kolejnego spotkania pomiędzy przywódcą Korei Północnej a amerykańskim prezydentem Donaldem Trumpem.

Jednak w ocenie autora problem nuklearny i rakietowy KRL-D nie zostanie szybko zażegnany z powodu rozbieżnych stanowisk w Waszyngtonie i w Pjongjangu. Dodatkowo na przebieg tego dialogu może wpłynąć ostatnia wizyta Kim Dzong-Una w Pekinie 28 marca tego roku. Poza oficjalnymi informacjami, że celem rozmów z Xi Jinpingiem jest utrzymanie pokoju i stabilności na Półwyspie Koreańskim oraz podkreślenie bliskich relacji łączących oba kraje, to dokładne kulisy spotkania pozostają niejasne.

Ponadto sytuacji nie ułatwia obecna polityka handlowa USA względem ChRL. Donald Trump zignorował wszelkie rady ekspertów dotyczące działań w zakresie gospodarki. Nałożył cła na stal i aluminium, rozpoczynając tym samym wojnę handlową z Państwem Środka. Podobnie zachował się w przypadku Korei Północnej, gdzie wbrew zaleceniom Departamentu Stanu samodzielnie podjął decyzję o spotkaniu z Kim Dzong-Unem. Nawet jeśli w maju dojdzie do spotkania na linii Donald Trump-Kim Dzong-Un, to jedyną pewną konsekwencją tego wydarzenia będzie legitymizacja międzynarodowa dyktatora północnokoreańskiego na światowej scenie politycznej.

PODZIEL SIĘ
Absolwent studiów magisterskich na kierunku Historia i licencjackich na kierunku stosunki międzynarodowe (specjalizacja: dyplomacja współczesna) na Uniwersytecie Jagiellońskim. Miłośnik dziejów nowożytnej Europy. Obecnie student Instytutu Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ. Główne obszary zainteresowań: polityka USA wobec Półwyspu Koreańskiego, polityka zagraniczna państw koreańskich, stosunki polityczno-gospodarcze pomiędzy ChRL a KRL-D.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here