Orphaned Land w Polsce

241

Izraelski zespół metalowy Orphaned Land w styczniu wydał swoją siódmą płytę pt. „Unsung Prophets & Dead Messiahs”, a w marcu w ramach trasy koncertowej zagrał w Krakowie. Koncert połączony był ze spotkaniem z fanami, podczas którego Kobi Farhi udzielił wywiadu. Z wokalistą rozmawiał Jakub Katulski z JCC Krakow.

Jakub Katulski: Izrael nie słynie w Polsce z muzyki metalowej, kojarzony jest raczej ze sceną klubową. Jak to jest być metalowcem w Izraelu?

Kobi Farhi: Wiesz, są zespoły takie jak Orphaned Land, Behemoth, Vader, z Polski i Izraela. W obu krajach jest świetna scena metalowa. Lubię być częścią zespołu metalowego, bo pozwala mi to wyrażać moje uczucia i opinie. Co do sceny klubowej… to nie moja broszka. Cieszę się, że mogę występować w Orphaned Land i wydaje mi się, że to ogromny zaszczyt.

Wasz nowy album, w warstwie tekstowej, różni się od poprzednich. Jest dużo mroczniejszy. Chciałbym Cię zapytać zwłaszcza o kawałek „Only the dead have seen the end of the war” (Tylko martwi widzieli koniec wojny). Wasz przekaz zwykle kojarzy się z pokojem. Czy nowe teksty znaczą, że pozbawiliście się złudzeń i wydaje wam się, że nie będzie pokoju i końca wojen na świecie?

Pokój to coś o czym zawsze mówimy na koncertach, ale teksty zawsze podkreślały tragedię. Jeśli spojrzysz na okładkę albumu „All is one”, to zobaczysz, że jej przekaz jest bardzo utopijny. Widzisz tam gwiazdę Dawida, krzyż i półksiężyc, ale kiedy przeczytasz teksty to jest odwrotnie. Utwory takie jak „Children” opowiadają o dzieciach w Syrii, „Let the truce be known” opowiada o ofiarach wojny. To fakt, że z kolejnymi latami nasze teksty i muzyka stają się mroczniejsze. Robimy to już od 26 lat. Świat się nie zmienił na lepsze– nawet się pogorszył. Mawiamy, że z wiekiem człowiek gorzknieje. Wydaje mi się, że to prawda. Wciąż wierzę w pokój, bo nadal wierzę w ludzkość. Nie widzę jednak, by miało się to zdarzyć w moim życiu. Dla mnie to bardzo zła wiadomość. Na nowym albumie jesteśmy trochę bardziej źli, pesymistycznie nastawieni. Ale właśnie to motywuje nas do tworzenia muzyki. Album kończy się jednak słowami „don’t let it happen” („nie pozwól by to się zdarzyło”). To znaczy, że wciąż mamy nadzieję.

Czy wydaje Ci się, że przez ostanie 26 lat wasza muzyka odbiła się trwale na sytuacji na świecie, a w szczególności w Twoim kraju? Czy myślisz, że mieliście wpływ na ludzi w konflikcie izraelsko-palestyńskim?

Wydaje mi się, że nasza muzyka sprawiła, że wielu muzułmanów zmieniło swoje zdanie o Żydach, a wielu Żydów zmieniło zdanie o muzułmanach. Może też sprawiła, że wielu ludzi zaczęło się zastanawiać przed osądzaniem. Nie jestem jednak na tyle naiwny, by wierzyć, że możemy zmienić świat. Wydaje mi się jednak, że możemy dać ludziom nadzieję, pokazać im inną drogę i odnieśliśmy na tym polu pewne sukcesy. Prawdopodobnie jesteśmy najpopularniejszymi Izraelczykami wśród Arabów. Bardziej nawet niż różni politycy czy reżyserowie filmów. Mamy wielu arabskich i muzułmańskich fanów. To wielka odpowiedzialność, ale też radość, gdy widzę, że dzięki właściwym tekstom udało się to właśnie muzyce metalowej. Cieszę się, że udało nam się coś zrobić. Zawsze to więcej, niż zero. W filmie „V jak Vendetta” pojawia się zdanie, że ludzie odchodzą, ale idee są wieczne. Właśnie nasza idea, muzyka jest tutaj i zostanie nawet, kiedy nie będzie już nas.

Chciałem jeszcze zapytać o spotkanie z fanami, które odbyło się w JCC Krakow. Jak się czujesz, kiedy w trakcie Twoich podróży poza Bliski Wschód podchodzą do Ciebie właśnie fani z Bliskiego Wschodu. Taka sytuacja miała miejsce dzisiaj w JCC. Nie byli to Izraelczycy ani Polacy, tylko dziewczyny z Jordanii. Jak się z tym czujesz?

To najwspanialsze uczucie jakie możesz sobie wyobrazić. Kiedy grasz w zespole bardzo ciężko pracujesz. Żyjesz w trasie, w autobusie. Codziennie jesz coś innego i w wielu przypadkach jedzenie Ci nie odpowiada. Jak chcesz skorzystać z toalety to musisz jej szukać. Nie wiesz gdzie wziąć prysznic. To wielkie poświęcenie. Występ to wspaniały moment, ale zanim zagrasz musisz przejść przez wyczerpujący proces przygotowań. Ale kiedy ja to robię i kiedy spotykam fana, który jest muzułmaninem, to sprawia, że dzień jest zupełnie inny. Widzisz, że twoje starania są warte wysiłku. Dajesz coś od siebie światu. W języku hebrajskim mówimy, że Żydzi powinni być „Or lagojim” – światłem dla innych narodów. Ważną misją dla nas jest „tikun olam” (naprawa świata). Dzięki takim spotkaniom okazuje się, że wypełniasz sens judaizmu, że twoi ojcowie mogą być z ciebie dumni, bo budujesz pokój między ludźmi. A Szalom (pokój) to w końcu jedno z imion Boga. Więc dla takich momentów jak dzisiejsze spotkanie warto jest znosić wszelkie niewygody. Zdarza się nam to często i daje sporo inspiracji, motywacji i siły do dalszego grania, nawet po 26 latach.

Wywiad przeprowadził Jakub Katulski z JCC Krakow.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here