Konsul Chiune Sugihara i jego polski kamerdyner Bolesław Różycki. Wywiad z Bogdanem Różyckim

1214

Podczas II wojny światowej konsul Chiune Sugihara wydawał wizy tranzytowe dla polskich i litewskich Żydów, dzięki czemu uratowało się ponad 6 tys. osób. Współpracował z Państwem Podziemnym. Po otrzymaniu tzw. „wiz życia” uchodźcy podróżowali koleją transsyberyjską do Władywostoku i stamtąd do Japonii, gdzie w organizacji paszportów i wiz docelowych pomagał im Ambasador RP Tadeusz Romer.

Bogdan Różycki, bratanek Bolesława Różyckiego, szofera Chiune Sugihary, opowiedział o swoim stryju i jego historii podczas wywiadu przeprowadzonego przez dr Olgę Barbasiewicz. 

Olga Barbasiewicz: Bolesław Różycki, pana stryj, w czasie II wojny światowej pełnił funkcję szofera Chiune Sugihary w japońskim konsulacie w Kownie. Czy stryj opowiadał, jak wyglądały jego relacje z Sugiharą?

Bogdan Różycki: Niestety nie. Kiedy mi o tym opowiadał, byłem dzieckiem, słuchałem tej opowieści jak bajki, nie byłem sobie w stanie tego wyobrazić ani umiejscowić. Nawet teraz, gdyby spytać młodzież, czy Litwa była przed wojną niepodległa, czy w Kownie była stolica, mało kto będzie wiedział. W latach pięćdziesiątych stryj mieszkał we Wrocławiu, do Warszawy przyjeżdżał, zazwyczaj z okazji świąt lub innych uroczystości. Pokazywał mi wtedy schowane w portfelu listy, pocztówki i tłumaczył, że dostał je od swojego przyjaciela Japończyka. Przywoził ze sobą rzeczy, które były dla mnie atrakcją: kakao, zagraniczne oczywiście, czekoladę, kawę. To wszystko bardzo trudne do dostania w tamtych czasach. Mówił, że to jego przyjaciel Sugihara przysyłał mu paczki żywnościowe. Dostawał je kilka razy w roku, zawsze na Boże Narodzenie i Wielkanoc.

Pański stryj współpracował z Sugiharą przy ratowaniu polskich Żydów. Czy wie pan jakim językiem się porozumiewali?

– Myślałem o tym bardzo długo. Stryj oczywiście nie znał japońskiego, dlatego doszedłem do wniosku, że porozumiewali się w takich językach, jakie znał Sugihara – we wszystkich publikacjach jest wspomniany rosyjski i niemiecki. Najprawdopodobniej rozmawiali po niemiecku, ponieważ stryj jako młody chłopak spędził kilka lat w Niemczech. Kiedy kończyła się I wojna światowa i wojska niemieckie wycofywały się z obszaru Polski, mój 16-letni stryjek poszedł razem z nimi. Nie wiem, co nim kierowało – czy chęć przygody czy może fascynacja wojskiem, ale postanowił opuścić swoją rodzinną wieś Dobrzelin leżącą między Żychlinem a Kutnem. Ta miejscowość była skoncentrowana wokół dużej cukrowni zatrudniającej większość okolicznych chłopów, w tym także jego rodziców. Kiedy zniknął, nikt nie wiedział, co należało zrobić. Nie było wtedy poszukiwania zaginionych osób, moja rodzina nie wiedziała, czy zginął. Wrócił nagle, po 5, 6 latach, ubrany w tyrolski kapelusik i skórzane portki i wywołał ogromną sensację. Opowiadał, że pracował gdzieś w Bawarii jako robotnik, znudził się tym i postanowił wrócić do Polski. Stąd wiemy, że znał niemiecki. Mój stryj pracował u Sugihary jako jego kierowca i szofer, można więc zakładać, że podstawowa znajomość języka wystarczała do komunikacji i zaprzyjaźnienia się.

Czy po powrocie z Bawarii zaszły w nim jakieś charakterystyczne zmiany, w wyglądzie, zachowaniu?

– Wrócił z pewnym sznytem organizacji, czystości i schludności, co stanowiło mocny kontrast do zaniedbanego wyglądu jego ówczesnych rówieśników. Tyrolski kapelusz i skórzane spodnie stanowiły olbrzymią atrakcję w okolicach małego Dobrzelina.

Kiedy pana stryj przyjechał do Warszawy?

Przyjechał w latach trzydziestych, ożenił się i miał dwóch synów, Tadeusza i Mieczysława. Zajmowali skromne, czynszowe mieszkanie na wysokim piętrze kamienicy na rogu ulic Emilii Plater i Koszykowej.

Czy wie pan, kiedy stryj zaangażował się w pracę w wywiadzie?

– Niestety nie, stryj unikał tematów związanych z przeżyciami wojennymi i powojennymi. Mam podejrzenia, że w latach pięćdziesiątych mógł mieć jakieś przykre sytuacje związane ze służbą bezpieczeństwa. Chętnie opowiadał o Sugiharze, ale nigdy nie streszczał takich szczegółów.

Czy znajomość niemieckiego i w ogóle Niemiec była czynnikiem, który zadecydował o jego działalności w wywiadzie?

– Na pewno. Trudno pracować w wywiadzie nie znając języka wroga. To było zdecydowanie czynnikiem decydującym. Uważam też, że mój stryj miał w sobie coś wojskowego. Był wysoki, przystojny, wysportowany, jego sposób chodzenia, ubierania się, trzymania porządku i dyscypliny sprawiały, że budził jednoznaczne skojarzenie z wojskowością.

Wracając do Sugihary – jak stryj określał Sugiharę, jakie były między nimi relacje?  

– Uważam, że traktowali się jak przyjaciele. To zostało bardzo dobrze ujęte w filmie Persona non grata. On nie był tylko szoferem czy kamerdynerem. Był z tej przyjaźni bardzo dumny, o czym świadczą listy i pocztówki w jego portfelu, które traktował jak relikwie. Faktem, który mówi sam za siebie, jest to, że Chiune Sugihara włożył ogromny wysiłek w odnalezienie mojego stryjka po wojnie. W tym czasie przeprowadził się on do Wrocławia. Poszukiwał jego nowego, wrocławskiego adresu za pośrednictwem Czerwonego Krzyża. To dowodzi, że szukał z nim kontaktu. Stryj traktował go z największą atencją, jak  przyjaciela.

W filmie Persona non grata stryj został przedstawiony jako osoba bardzo elegancka, jak pan go wspomina z tych powojennych czasów?

– Zdecydowanie był człowiekiem bardzo eleganckim. Przede wszystkim dbał o idealną czystość. Zawsze jako pierwszy wstawał rano, mył się, golił i używał wody kolońskiej, której okropny zapach do dziś pamiętam. Miał obsesję czystości butów, często czyścił także nasze. Ubierał się w nienagannie wyprasowane garnitury, koszule, zawsze nosił kapelusz i krawat. Praca jako kamerdyner wyrobiła w nim wiele nawyków związanych z codzienną organizacją. Nie znosił brudu, bałaganu, był zdyscyplinowany i poukładany.

Czym zajmował się stryj po wojnie?

– Po wojnie pracował jako zaopatrzeniowiec w spółdzielni gastronomicznej. Był kierownikiem, zajmował się stołówkami pracowniczymi. Mieszkał i zmarł we Wrocławiu. Jego grób znajduje się na Cmentarzu Osobowickim. To piękne miejsce, ale bardzo zaniedbane. Staram się je zawsze odwiedzić podczas pobytu we Wrocławiu.

Czy zachowały się jakieś pamiątki związane z relacjami z Sugiharą?

– Niestety w tym momencie nie mogę tego stwierdzić. Cały czas szukamy. Znałem tą opowieść, ale nie miała dla mnie wymiaru historycznego, tylko historii rodzinnej. Dopiero na początku lat dziewięćdziesiątych dotarła do mnie powaga tej sprawy. Jeśli odnajdę jakieś pamiątki, to zakładam, że będą szczątkowe. To wielka szkoda, że wróciliśmy do takiej historii tak późno.

Dziękuję panu za wywiad.

 

Film o którym wspomniał Bogdan Różycki można obejrzeć tu: Film Persona Non Grata na You Tube

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here