Cmentarzysko dinozaurów i majestatyczna pustynia Gobi

564

Piękno Mongolii polega na tym, że eksponatów przyrody nie trzeba oglądać przez szybę, a dzikim krajobrazem cieszyć się można za darmo. W kraju tym, poza nielicznymi wyjątkami, nie obowiązują strefy płatne. Oznacza to, że o ile początkowe koszty związane z podróżą są drogie (loty, wizy), na miejscu można zaoszczędzić i nieco zbilansować finalny wydatek za wyprawę. Gdzie więc warto pojechać i co zobaczyć? O tym poniżej.

Śladami dinazaurów

Gdzie szukać pozostałości tych prehistorycznych stworzeń? Najlepiej udać się do ajmaku południowogobijskiego ze stolicą w Dalandzadgad. Ajmak południowogobijski jest ajmakiem o najmniejszej gęstości zaludnienia w całej Mongolii głównie za sprawą pustyni Gobi, która na dużych obszarach jest praktycznie niezamieszkała. Park Narodowy Gobi Gurwan Sajchan to miejsce idealne do rozpoczęcia poszukiwań – rezerwat bogaty jest w naskalne rysunki z czasów prehistorycznych, kamieniste wyżyny i kaniony.

W okolicach Płonących Klifów (Bajandzag lub Flaming Cliffs) kości dinozaurów porozrzucane są luzem i można uzbierać cały worek w mniej niż pół godziny. My natrafiliśmy tylko na pozbawione konkretnych kształtów kawałki, ale napotkani przez nas Polacy mówili o całych fragmentach szkieletu. To, że Mongolia bogata jest w ślady życia dawnych istnień potwierdzają badania naukowców, którzy zaliczają obszar pustyni Gobi do najbogatszych na świecie miejsc pochówku dinozaurów z okresu późnej Kredy i innych, żyjących niegdyś na ziemi ssaków pierwotnych. Warto więc zatrzymać się w tym miejscu na dłużej.

Warto też odwiedzić ajmak suchebatorski, gdzie mieści się Dariganga, miejsce pełne wygasłych wulkanów i popularnych stanowisk archeologicznych. Należy jednak pamiętać, że południowo-wschodnia część tego kompleksu znajduje się na terytorium Chin.

W rezerwacie Gobi Gurwan Sajchan warto udać się do miejsca o nazwie Khavtsgait, gdzie w niewielkich górach znajdują się petroglify dawnych kultur. Ze szczytu rozpościera się fascynujący widok na bezkresne stepy, które bardziej przypominają powierzchnię Jowisza niż planety zamieszkiwanej przez gatunek ludzki. Kompletne science fiction. Naskalnych rysunków w Mongolii jest więcej, nie są to jednak miejsca dobrze oznakowane i łatwe do zlokalizowania. Trafić do nich można jedynie z mongolskim przewodnikiem lub kierując się podanymi np. w Lonely Planet współrzędnymi geograficznymi.

Gobi – punkt obowiązkowy

Odpuszczenie Gobi to zbrodnia dużego kalibru jest to bowiem obowiązkowy punkt na mapie dla każdego odwiedzającego Mongolię backpackera. Po Saharze jest to druga pod względem wielkości pustynia świata, ciągnąca się od od wielkich gór Tienszan na zachodzie, aż po Wielki Chingan na wschodzie. To także najdalej wysunięty na północ obszar pustynny globu. Gobi wzbudza respekt zarówno wśród odwiedzających ją przybyszów z innych krajów, jak i samych Mongołów, którzy lubią dzielić się obiegowymi legendami na temat tego miejsca. Dość powszechne są historie o tym, jak na przestrzeni wieków Gobi pochłaniała tysiące istnień ludzkich, w większości tragarzy, którzy ginęli wiedzeni dziwnymi odgłosami, tracąc orientację i w końcu ginąc z wycieńczenia.

Jest w tym trochę prawdy, jeśli weźmie się pod uwagę ekstremalny klimat panujący na miejscu, a także ukształtowanie terenu. Otwarta przestrzeń sprawia, że hulający po rubieżach wiatr generuje upiorne dźwięki. Można więc wyobrazić sobie sytuację, w której skrajnie wycieńczony organizm ludzki poddaje się temu koszmarnemu zawodzeniu.

Bazą wypadową na pustynię jest Dalandzangad, małe 14-tysięczne miasteczko, stolica ajmaku południowogobijskiego. Na miejsce można dojechać wyasfaltowaną drogą z Ułan Bator w mniej niż 12 godzin autobusem (cena biletu jest uzależniona od terminu zakupu – ten kupowany dzień wcześniej jest tańszy i kosztuje 13300T; spóźnialscy zapłacą za transfer ok. 16000T) lub w 6-7 godzin samochodem. W celu zwiedzania okolicy trzeba wypożyczyć samochód lub skorzystać z oferty jednego z biur podróży na miejscu. Ceny trzydniowych tourów to ok. 200 USD od osoby, cena wygórowana jak na mongolskie warunki, jest to jednak atrakcja warta tych pieniędzy. Wypożyczenie samochodu to koszt od 50 USD dziennie, pamiętać należy jednak, że łatwiej jest wynająć samochód z mongolskim kierowcą niż bez pilota.

Kamienne totemy w Dolie Sępów

Zwiedzanie okolicy można rozpocząć od odwiedzin rezerwatu przyrody Yolyn Am zwanego popularnie Doliną Sępów lub Orłów. Miejsce to przyciąga ornitologów i fotografów marek takich jak National Geographic czy Discovery Channel, którzy chcą zobaczyć krążące nad kamiennym wąwozem jastrzębie, orły i sępy. Eksploracja okolicy zajmuje parę dobrych godzin. Wąwóz pełen jest kamiennych totemów tzw. stup, na których Mongołowie składają dary dla bogów w postaci np. rogów kozic czy kości jaków. To prosta forma kamiennego ołtarza, na którego szczycie znajduje się najczęściej trójkątna, wielokolorowa flaga liturgiczna.

Obszar ten posiada swój własny, specyficzny mikroklimat, który sprawia, że gruba warstwa lodu utrzymuje się w tym miejscu nawet w okresie letnim. W wąwozie pasą się jaki zwyczajne, krępej budowy zwierzęta z rodziny wołowatych reagujące na turystów dość alergicznie. Te płochliwe istoty znoszą niekorzystne warunki otoczenia, co sprawia, że są w stanie żyć w miejscu o ograniczonym potencjale żywnościowym i skrajnie niskich temperaturach rocznych. W wąwozie żyje jeszcze jeden ciekawy rodzaj zwierząt – szczekuszka – mały gryzoń o dużej zwinności i wyglądzie świnki morskiej. Przed wąwozem można nabyć świetne pamiątki w postaci kozich kopyt, ręcznie wykonanych szachów, kamiennych figurek czy akcesoriów do jazdy konnej.

Wydmy, które śpiewają?

Wydmy Khongoryn Els to jedna z najbardziej komercyjnych atrakcji Mongolii, ale nie trzeba obawiać się tłumów. „Śpiewające Wydmy” swoją nazwę zawdzięczają dźwiękom, które wydostają się z ich wnętrza. Zjawisko śpiewających piasków jest znane i dotyczy obszarów pustynnych w różnych częściach świata. Najnowsze odkrycia naukowców potwierdzają, że dźwięk generowany jest przez ruch piasku na powierzchni wydmy, którego górne warstwy odbijają dźwięk w stronę wilgotniejszych partii piasku we wnętrzu wydmy. Efekt jest taki, że kładąc się na piasku, słyszy się przeraźliwe dudnienie i inne dziwne dźwięki rodem z zaświatów. Wydmy mają 100 km długości, a w najwyższym punkcie wznoszą się na wysokość aż 300 metrów. To, co wydawało się dla mnie półgodzinnym spacerkiem, w rzeczywistości zajęło ponad godzinę. Ze szczytu idylliczny widok zielonych stepów Mongolii kontrastuje z surowym morzem piasku. Warto wejść na sam szczyt, bo widok klasyfikuje się do tych, których się nigdy nie zapomina.

W okolicy istnieje wiele popularnych ger-campingów, gdzie za 10-15 USD można przenocować w mongolskiej jurcie. Za podobną stawkę istnieje również możliwość przejechania się na dwugarbnym wielbłądzie. Gościna u miejscowych Mongołów to dobra okazja m.in. na obejrzenie i udokumentowanie wnętrza jurty.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here