USA zrywają porozumienie z Iranem

958

Odpowiedź na pytanie dlaczego Donald Trump zerwał porozumienie nuklearne z Iranem można przedstawić z perspektywy psychologicznej, odwołując się do specyficznych cech osobowości czterdziestego piątego prezydenta USA. Jednak sprawa zerwania porozumienia dotyka znacznie szerszego problemu obrony pozycji międzynarodowej USA w zmieniającym się świecie. 

Choć wiele komentarzy o zerwaniu Iran Deal koncentruje się na znaczeniu osoby Donalda Trumpa i jego specyficznej retoryce oraz obietnicach wyborczych to sądzę, że osoba Trumpa nie ma kluczowego znaczenia dla podjęcia tej decyzji. Każdy potencjalny prezydent z wywodzący się Partii Republikańskiej miałby równie dużą jak Trump motywację do rezygnacji z umowy. Wynika z faktu, że z perspektywy republikańskiego establishmentu realizacja zapisów umowy nie służyła kluczowym interesom USA w regionie.

Powstrzymywanie czy równoważenie

Polityka USA na Bliskim Wschodzie od lat siedemdziesiątych XX wieku zogniskowana jest na dwóch podstawowych celach – zapewnieniu bezpieczeństwa Izraela oraz podtrzymaniu sprzyjającej USA rodziny panującej na tronie największego eksportera ropy naftowej – Arabii Saudyjskiej. W dobie coraz większej współzależności obydwa ośrodki władzy – zarówno państwo Izrael jak i saudyjska rodzina panująca rozbudowali instrumentarium nacisku na Waszyngton, co zaowocowało utrwaleniem tego kierunku w polityce amerykańskiej. Kierunku, który dodajmy nie przez wszystkich aktorów gry politycznej w USA – w szczególności tych wywodzących się z Partii Demokratycznej – był uznawany za optymalny dla supermocarstwa poddanego coraz większej konkurencji na arenie globalnej. Dlatego zmiany strategii wobec Iranu to coś więcej niż tylko kwestia polityki amerykańskiej wobec Bliskiego Wschodu – to kwestia jak prowadzić politykę zagraniczną w zmieniających się na niekorzyść USA okolicznościach – czy przy pomocy umów międzynarodowych i prób równoważenia wpływów nowych mocarstw, czy przy pomocy siły (ekonomicznej bądź militarnej) i prób powstrzymywania państw takich jak Iran. O ile administracja Obamy opowiadała się za pierwszą opcją, to aktualna administracja USA zdaje się wybierać tę drugą możliwość.

Zawarcie umowy nuklearnej przez administrację prezydenta Obamy w 2015 roku było próbą zwiększenia pola manewru w polityce bliskowschodniej przy zmniejszonym zaangażowaniu militarnym i politycznym w regionie. Koncepcja administracji Obamy była teoretycznie poprawna: USA redukują zaangażowanie na Bliskim Wschodzie i zamiast prowadzić politykę zorientowaną na jednego muzułmańskiego sojusznika – Arabię Saudyjską – będą realizowały strategię mocarstwa równoważącego, obserwującego rywalizację Irańsko-Saudyjską i angażującego się jedynie w kluczowych momentach po jednej ze stron. Strategia mocarstwa równoważącego, inspirowana brytyjską polityką epoki schyłku Imperium wydawała się  sensownym rozwiązaniem dla zachowania wpływów przy ograniczanych środkach. Jednak przebieg wypadków po 2015 roku pokazał słabość tej koncepcji. Do gry na Bliskim Wschodzie niespodziewanie dla USA na dużą skalę włączyła się Rosja, która działając w ścisłym sojuszu z Iranem zapewniła Republice Islamskiej przewagę w kluczowej dla losów regionu wojnie zastępczej w Syrii. Co więcej, zwycięstwa sojuszu irańsko-rosyjskiego zaczęły przyciągać do niego państwa do tej pory prowadzące politykę proamerykańską – jak Turcja czy Katar. To sprawiło, że USA nie zdołały uzyskać swobody manewru z pozycji mocarstwa równoważącego – nie tylko okazały się niepotrzebne z punktu widzenia Iranu, ale także uznane zostały za słabnącego gracza, oddającego pole rosnącemu w siłę mocarstwu regionalnemu.

Podpisanie przez Obamę układu nuklearnego z Iranem opierało się na założeniu zniesienia sankcji w zamian za zamrożenie programu nuklearnego Republiki Islamskiej. Jednak jak pisałem wtedy, ukrytym założeniem było, że Iran będzie mógł rozbudowywać swoją mocarstwową pozycję na Bliskim Wschodzie, bez napotykania na sprzeciw państw-sygnatariuszy porozumienia. W kolejnych latach okazało się, że ku niezadowoleniu USA i jego kluczowych bliskowschodnich sojuszników, pozycja międzynarodowa Iranu zaczęła rosnąć znacznie szybciej niż się spodziewano. Układ nuklearny z Iranem, choć dobrze przysłużył się osiągnięciu jednego ze strategicznych celów USA – ograniczył proliferację broni jądrowej – podważył także pozycję tradycyjnych sojuszników Ameryki na Bliskim Wschodzie.

Przechylająca się na korzyść Iranu równowaga w regionie zaalarmowała Arabię Saudyjską i Izrael, które zaczęły wpływać na administrację amerykańską tak, aby USA wróciły do swojej tradycyjnej polityki powstrzymywania (containment) Iranu. Ich zabiegi okazały się skuteczne także dlatego, że tzw. Iran Deal nie został nigdy ratyfikowany przez Senat USA, będąc wprowadzonym w amerykański porządek prawny na mocy rozporządzenia wykonawczego prezydenta. To słabe umocowanie prawne sprawiło, że Donald Trump mógł z pewną łatwością wycofać USA z układu, a USA ponownie opowiedziały się po jednej ze stron bliskowschodniej rywalizacji.

Konsekwencje: koszty bez korzyści

Wycofanie się USA z porozumienia nuklearnego z Iranem sprawia, że bliskowschodnia Zimna Wojna zaczyna mieć oddziaływanie globalne. Bowiem aby realizować skutecznie politykę powstrzymywania rozwoju potencjału Iranu, Amerykanie będą dążyli do odcięcia tego kraju od dwóch kluczowych dla jego dalszego rozwoju zasobów: inwestycji i nowoczesnych technologii. Same sankcje amerykańskie nie wystarczą – do osiągnięcia tego celu potrzebna jest współpraca mocarstw europejskich i samej UE. Polaryzacja rywalizacji geopolitycznej na Bliskim Wschodzie prowadzić może do bezprecedensowego rozdźwięku w stosunkach transatlantyckich. Co więcej, wiele wskazuje na to, że w kolejnych miesiącach rozłam ten będzie się pogłębiał.

Osłabienie spójności NATO, wzrost antyamerykańskich nastrojów w Europie, czy potencjalne sankcje amerykańskie wobec europejskich przedsiębiorstw prowadzących interesy z Iranem to wysoka cena, którą płacić przyjdzie za wczorajszą decyzję. Ponadto wycofanie się z multilateralnego porozumienia podważa wiarygodność USA jako mocarstwa wywiązującego się ze swoich zobowiązań wobec partnerów międzynarodowych. Koszty tej decyzji – osłabienie Zachodu jako jednolitego bloku politycznego oraz podwżenie zaufania do opartego na normach porządku międzynarodowego to najpoważniejsze z polskiego punktu widzenia konsekwencje wycofania się USA z układu irańskiego.

Czy zatem przejście do polityki powstrzymywania Iranu, tak kosztowne w wymiarze transatlantyckim, przyczyni się do lepszej realizacji interesów USA, Izraela i Arabii Saudyjskiej na Bliskim Wschodzie? Istnieje wiele przesłanek, które wskazują, że Iran już w tym momencie osiągnął maksimum swoich możliwości rozbudowy swoich wpływów w regionie. Równocześnie, nie ma realistycznych możliwości ograniczenia tych wpływów, bez rozpoczęcia otwartego konfliktu zbrojnego. Zdominowanie przez Iran Syrii w ciągu ostatnich lat stało się faktem i trudno w obecnym stanie rzeczy wyobrazić sobie istotną redukcję zaangażowania Iranu w tym kraju. Oznacza to, że Izrael zmuszony będzie zaakceptować obecność swojego arcy-wroga u swych północno-wschodnich rubieży. Z punktu widzenia rywalizacji o wpływy w świecie arabskim, którą Iran toczy z Arabią Saudyjską, nie należy się spodziewać, że nawet poddany sankcjom Iran osłabi swoje wpływy w krajach takich jak Irak, Liban czy Jemen. Wszędzie tam jednym z głównych czynników, które popychają lokalnych polityków do opowiedzenia się po stronie irańskiej a przeciwko Arabii Saudyjskiej jest postrzeganie Iranu jako zapory przeciw wpływom USA –  czynnik, który ostatnia decyzja  jedynie wzmocni.

Powyższe obserwacje skłaniają do sformułowania wniosku, że decyzja o wycofaniu się z porozumienia nuklearnego – a więc o przejściu od polityki równoważenia do polityki powstrzymywania – nie przyniesie wymiernych, pożądanych skutków dla interesów USA na Bliskim Wschodzie. Większe skutki mogłaby mieć realizacja polityki powstrzymywania nie tylko poprzez sankcje, ale także przy pomocy nacisku militarnego – ale ten scenariusz zdaje się być nader mało prawdopodobny w świetle deklaracji prezydenta USA o redukcji zaangażowania w regionie. Na dzień dzisiejszy wydaje się, że USA będą płacić wysokie koszty międzynarodowe wycofania się z porozumienia, nie uzyskując istotnych korzyści w regionie.

Dla Iranu amerykańskie zerwanie porozumienia oznaczać będzie z jednej strony osłabienia frakcji umiarkowanej w ramach reżimu. Jednocześnie otworzy drogę do możliwości rozgrywania relacji pomiędzy Europą, Rosją, Chinami a USA przy pomocy groźby powrotu do programu nuklearnego. O ile wewnętrzne tarcia w Iranie nie przyczynią się do wyłonienia mniej skutecznego przywództwa, sytuacja ta da Republice Islamskiej znaczne pole do manewru i unikalną możliwość prowadzenia gry z największymi mocarstwami, przy jednoczesnym cichym wzmacnianiu swojej pozycji na Bliskim Wschodzie.

Strategiczne dylematy i koszty zmian decyzji

Podsumowując, można powiedzieć, że w ciągu ostatnich lat amerykańska strategia wobec Iranu przeszła od doktryny powstrzymywania do równoważenia i z powrotem. Każda zmiana strategii niesie ze sobą koszty – w przypadku decyzji Obamy była to akceptacja dla rozbudowy irańskiej strefy wpływów w Syrii, co zaowocowało podtrzymaniem mniejszościowego reżimu u władzy, kosztem setek tysięcy ofiar i przesiedlenia niemal połowy ludności kraju. Negatywne koszty tej decyzji ponieśli przede wszystkim Syryjczycy, których kraj stał się areną wojny zastępczej, ale także Izrael, zagrożony przez rozbudowę irańskiej obecności militarnej na swoich granicach. Decyzja Trumpa o powrocie do strategii powstrzymywania Iranu na dzień dzisiejszy niesie za sobą koszty dla wiarygodności USA i spójności sojuszu transatlantyckiego, przy dość mglistych perspektywach uzyskania realnych korzyści. W obydwu przypadkach niespójność i brak konsekwencji w polityce wobec mocarstwa regionalnego umacnia globalnych rywali Stanów Zjednoczonych, przynosząc wątpliwe pożytki USA i ich sojusznikom.

PODZIEL SIĘ
mm
Politolog, badacz polityki wewnętrznej i spraw międzynarodowych, zazwyczaj rozgrywających się gdzieś pomiędzy Bejrutem a Brunei. Jest adiunktem w Instytucie Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ. Analizuje ryzyka polityczne i doradza w ekspansji zagranicznej przedsiębiorstw. Stara się trzymać rękę na pulsie Bliskiego Wschodu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here