Izraelscy Druzowie czują się dyskryminowani

W ubiegłym tygodniu dziesiątki tysięcy Druzów zamanifestowało swój sprzeciw wobec ustawy  o państwie żydowskim na Placu Rabina w Tel Awiwie. Obecnością wsparli ich także Izraelczycy niezadowoleni z decyzji rządu.

Ustawa o charakterze zasadniczym została zatwierdzona 19 lipca i od samego początku ściągnęła na siebie krytykę i wywołała sankcje gospodarcze. Według niej naród żydowski jest jednym który posiada prawo do stanowienia w swojej historycznej i duchowej ojczyźnie, rozbudowa osieli jest konieczna i określona mianem „dobra narodowego”, stolicą państwa jest niepodzielona Jerozolima, a jedynym oficjalnym językiem urzędowym – hebrajski (arabski ten status utracił). Zaledwie tydzień później minister ds. oświaty i diaspory oraz lider religijnego ugrupowania Żydowski Dom Naftali Bennet wezwał do dokonania kilku poprawek, przewidując, że jej obecny kształt urazi Druzów i nie docenia ich wysiłku wkładanego w bezpieczeństwo i sukcesy Izraela. Na odpowiedź ich samych nie trzeba było długo czekać.

Przykładni obywatele

Druzowie to bardzo interesująca grupa etniczno – religijna na Bliskim Wschodzie. Ich wierzenia są kompilacją elementów judaizmu, chrześcijaństwa i islamu. Zamieszkują głównie izraelskie Wzgórza Golan, widoczni są także w Libanie oraz Syrii. Są najwyrazistszą i najliczniejszą mniejszością w państwie izraelskim. Słyną ze swojej lojalności wobec tego kraju, chętnie służą w armii zawodowej oraz policji. W szczególności sprawdzają się podczas długich i nieraz uciążliwych zwiadów na pustyni. Za swoje zasługi zawsze byli cenieni.

Druzyjscy wojskowi odwołali się do Deklaracji Niepodległości, podstawowego dokumentu ustrojowego, gwarantującą wszystkim obywatelom równość bez względu na pochodzenie, religię, status czy płeć. Wskazali, że państwo, któremu służą i dla którego wyrażają gotowość oddania życia, nagle zepchnęło ich do drugiej kategorii obywateli. Kilku żołnierzy zrezygnowało z służby. Netanjahu próbował ratować sytuację, spotykając się z duchowym przywódcą Druzów, szejkiem Muwafakiem Tarifem i oficerami którzy zorganizowali protest by omówić przyczyny kryzysu i starać się wspólnie go rozwiązać. Wokół tych spotkań narosło kilka kolejnych nieporozumień. Póki co sytuacja jest rozwojowa, ale być może należy spodziewać się zmian w ustawie.

Cisi sojusznicy?

Nie trudno było przewidzieć, że ustawa o takim charakterze nie spodoba się wielu politykom, szczególnie tym zaangażowanym w sprawę palestyńską. Premier jednak nie spodziewał się tak stanowczej reakcji. Zatarg ze społecznością druzyjską zdecydowanie nie pomaga politykowi pod kątem kampanii wyborczej. Izrael natychmiast po uchwaleniu ustawy (warto jednak zwrócić uwagę na proporcje w jakich ją przegłosowano – 65 do 55 głosów!) został oskarżony o pogrążanie się w nacjonalizmie i ciche wprowadzanie apartheidu. Straty „wizerunkowe” zostały już więc odniesione. O ile nawet na pozostałe można było przymknąć oko, wielostysięcznego tłumu upominającego się o sprawiedliwe traktowanie i uznanie nie da się zignorować. Druzowie raczej nie widzą interesu we wszczynaniu kolejnego wewnętrznego konfliktu, zależy im głównie na równości i docenieniu osiągnięć. Szczególnie wrażliwym polem jest tutaj armia. A konflikt z mniejszością która do tej pory akceptowała reguły życia panujące w Izraelu i czuła się tam dobrze zdecydowanie nie jest opłacalny.

PODZIEL SIĘ
Studentka studiów bliskowschodnich, moduł Izrael w Instytucie Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ. Zaangażowana w działalność Bliskowschodniego Koła Naukowego UJ i Stowarzyszenia Dni Izraela w Krakowie. Zainteresowania - polityka, kultura i społeczeństwo Izraela i jego relacje z innymi państwami, język hebrajski, konflikt izraelsko - palestyński, media na Bliskim Wschodzie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here