Zamknięcie biura Organizacji Wyzwolenia Palestyny w Waszyngtonie

W ubiegły poniedziałek administracja prezydenta Donalda Trumpa podjęła decyzję o zamknięciu placówki dyplomatycznej OWP, co wywołało natychmiastowe protesty ze strony zainteresowanych. Palestyńczycy odebrali to jako „deklarację wojny, a sprzymierzonych ze sobą Amerykę i Izrael ogłoszono „największymi terrorystami na świecie”.

Uzasadnieniem tego kroku miał być przegląd działalności organizacji i jej przywódców, wśród której wyszczególniono podsycanie antyizraelskich nastrojów, brak dobrej woli i chęci negocjacji z Izraelem oraz permanentne odrzucanie amerykańskich propozycji rozwiązania konfliktu. Za przyszły proces pokojowy na Bliskim Wschodzie w administracji Trumpa jest w dużej mierze odpowiedzialny Jared Kushner, prywatnie zięć prezydenta.

Nie jest to oczywiście pierwsza sytuacja w jego kadencji w której jest bardziej przychylny stronie izraelskiej. Podobne znaczenie miało ograniczenie pomocy finansowej dla Zachodniego Brzegu i Strefy Gazy, obcięcie funduszy przeznaczanych na UNRWA oraz decyzja o przeniesieniu amerykańskiej ambasady do Jerozolimy i uznaniu tego miasta za stolicę kraju. Palestyńscy komentatorzy w wyrzutem podkreślają, że obecny prezydent w bardzo szybkim tempie marnuje trwające kilkadziesiąt lat starania poprzednich amerykańskich prezydentów aby odnaleźć rozwiązanie konfliktu i pozostać w miarę neutralnym. Faktycznie do tej pory wielu z nich unikało zdecydowanych i jednoznacznie ukierunkowanych deklaracji, m. in. kwestia Jerozolimy jako potencjalnej stolicy dla i jej podziału pozostawała nieruszona.

Czynnikiem komplikującym sprawę są starcia wokół Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze. Przywódcy palestyńscy starają się o przekonanie jego sędziów do podjęcia działań dotyczących polityki Izraela wobec Palestyńczyków. Równocześnie trybunał rozważa dochodzenie przeciwko Stanom Zjednoczonym i ich domniemanych zbrodni popełnionych podczas interwencji w Afganistanie. Strona amerykańska histerycznie zareagowała na taką możliwość i w trosce o „dobre imię Amerykanów” zapowiedziała wyciągnięcie konsekwencji w przypadku gdyby do tego doszło, m. in. nakładając sankcje na firmy popierające śledztwo i zakazując wjazdu do kraju osobom w nie zaangażowanym.

USA nie są odosobnione w takim podejściu do krytyki międzynarodowej. Również Izraelowi zdarza się stosować podobną taktykę – w ostatnim czasie można było usłyszeć o zatrzymaniach na lotnisku i odmowie wpuszczenia na jego teren publicystów, aktywistów i innych osób publicznych wyrażających się krytycznie o polityce rządowej bądź związanych ruchami BDS (z j. ang. Boycott, Sanction, Divestment – Bojkot, Sankcje, Wycofanie Gospodarcze). Oba te kraje będą więc popierać się wzajemnie w tym konflikcie, zaś Palestyńczycy chcący dowieść swojej krzywdy i ukarać Izrael, mogą również zaszkodzić Ameryce.

PODZIEL SIĘ
Studentka studiów bliskowschodnich, moduł Izrael w Instytucie Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ. Zaangażowana w działalność Bliskowschodniego Koła Naukowego UJ i Stowarzyszenia Dni Izraela w Krakowie. Zainteresowania - polityka, kultura i społeczeństwo Izraela i jego relacje z innymi państwami, język hebrajski, konflikt izraelsko - palestyński, media na Bliskim Wschodzie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here