Geopolemika: Geopolityka – nauka czy ideologia?

2172

Krytyka geopolityki tocząca się ostatnio w mediach zwróciła uwagę na sposób myślenia o sprawach międzynarodowych, który stał się ostatnimi czasy nader popularny w Polsce. Polemika z geopolityką rozbudza emocje i angażuje czytelników na skalę znacznie przekraczającą standardowe dyskusje o stosunkach międzynarodowych.

Problemem podstawowym dyskusji jest status geopolityki: czy jest ona „szkołą badawczą w ramach nauk politycznych”, jak chce Leszek Sykulski czy też jak pisze Michał Lubina „Geopolityka nie jest obiektywną nauką, która niby odkryła odwieczne prawa, lecz powstałą w specyficznym momencie (przełom XIX i XX w.), opartą o darwinizm społeczny ideologią”. Czy zatem twórczości geopolitycznej może przysługiwać status wiedzy naukowej, czy jest raczej wiedzą potoczną, wykorzystywaną przez jej propagatorów w celach innych niż poznanie prawdy o świecie?

Na początku tego syntetycznego artykułu chciałbym postawić sprawę jasno: sądzę, że geopolityka może być nauką, ale w swoim popularnym wydaniu znacznie częściej jest ideologią. W niniejszym artykule, który kieruję do wszystkich geopolityką zainteresowanych, a także tych, którzy o zjawisku dowiedzieli się dopiero niedawno, postaram się wskazać kiedy uprawianie geopolityki mieści się w ramach nauk politycznych, a kiedy staje się popkulturową narracją lub ideologią.

Geopolityka jako nauka

W klasycznym ujęciu, geopolityka była koncepcją opierającą się na dwóch założeniach: geograficznym determinizmie i obiektywizacji geografii. Geopolitycy klasyczni – Mackinder, Spykman czy Mahan budowali swoją koncepcję zakładając, że geografia jest obiektywnym, niezmiennym zbiorem danych, które determinują lub silnie warunkują zachowania polityczne państw i wspólnot politycznych. Teorie ufundowane na tych założeniach zostały poddane krytyce i sfalsyfikowane w połowie XX wieku. Kontrowersji sprawie dodaje fakt, że nim uległy falsyfikacji, idee geopolityczne służyły do uzasadniania polityki imperialistycznej w Wielkiej Brytanii czy Niemczech. To wtedy stało się jasne, że koncepcje geopolityczne łatwo poddają się zideologizowaniu, co jednak nie jest cechą wyłącznie tej szkoły myślenia o sprawach politycznych. Najistotniejsze jest jednak to, że z punktu widzenia dzisiejszej nauki, klasyczne koncepcje geopolityczne ze swoimi dwoma założeniami nie mogą stanowić podstawy budowania przekonywujących wyjaśnień dedukcyjnych.

Poddana krytyce, akademicka geopolityka straciła w drugiej połowie XX wieku popularność. Badacze społeczni analizujący związki geografii i polityki zaakceptowali tezę, że procesy polityczne są wieloczynnikowo uwarunkowane, a geografia jest jedynie jednym z czynników wpływających na działanie polityczne. Środowiska badające geografie polityczne zmodyfikowały założenie o geograficznym determinizmie, ograniczając swój postulat do wskazania, że czynniki geograficzne stanowią jeden z ważniejszych wyznaczników działania państw, jednostek bądź grup. Uchylono zatem założenie o determinizmie geograficznym, starając się jednak zachować tezę o obiektywności geografii. Tak uprawiana geopolityka stała się w praktyce szkołą myślenia w obrębie realistycznego paradygmatu nauki o stosunkach międzynarodowych. Geopolitycy (lub neogeopolitycy) przeszli na stanowiska realistyczne, a sam realizm (w swojej neorealistycznej bądź strutkuralistycznej odmianie) okazał się znacznie bardziej wpływowym paradygmatem, dostarczającym lepszych (precyzyjniejszych i prawdziwszych) wyjaśnień międzynarodowych procesów politycznych. Realistyczna szkoła myślenia wykorzystała selektywnie i twórczo tezy klasyków geopolityki, co widać w twórczości tak różnych myślicieli jak John Mearsheimer, Zbigniew Brzeziński czy Samuel Huntington.

Drugą, alternatywną wobec przejścia na pozycje realistyczne reakcją na krytykę geopolityki stała się rewizja drugiego z założeń – o obiektywnej geografii. Tak zwana „geopolityka krytyczna” – w Polsce nie ciesząca się popularnością – akceptuje geografię jako konstrukt społeczny. Granice, kierunki świata, wyobrażenia przestrzeni są budowane w toku dyskursów, rytuałów i praktyk społecznych i jako takie wpływają na zachowania polityczne. A więc dla geopolityków krytycznych, geografia jest kluczowa, ale nie jest obiektywna. Decydenci lub wspólnoty polityczne działają pod wpływem swoich wyobrażeń na temat geografii, wyobrażeń, które geopolitycy krytyczni próbują opisać i zrekonstruować w swoich pracach badawczych.

Geopolityka – ale która?

Zatem współczesne uprawianie geopolityki w sposób naukowy oznacza konieczność wyboru jednej z dwóch dróg: drogi realizmu albo drogi konstruktywizmu. Pierwsza z nich pozwala zachować przywiązanie do geografii jako obiektywnego wyznacznika działania politycznego. Geopolityka neoklasyczna musi jednak sięgać do niegeopolitycznych narzędzi i założeń aby móc formułować sensowne, spójne i empirycznie weryfikowalne twierdzenia. Oznacza to zazwyczaj przejście na pozycje neorealizmu lub realizmu strukturalnego. Autorzy licznych i wpływowych prac mieszczących się w tych nurtach zachowują pewne metody wywodzące się z klasycznej geopolityki, jak np. potęgometria, jednak uwzględniają szereg założeń z geopolityką niezwiązanych. Tak uprawiana geopolityka, krytycznie i wybiórczo czerpiąca z klasycznych założeń, staje się jednym z szerokiego zbioru realistycznych podejść badawczych.

Druga droga – prowadząca w stronę konstruktywizmu – oznacza akceptację geografii jako subiektywnie konstruowanej rzeczywistości społecznej. Akceptując istnienie wielu różnych, subiektywnych geografii, można w sposób weryfikowalny dowodzić, tezy, że mają one istotny wpływ na decyzje polityczne. Kosztem tego jest jednak rezygnacja z kreślonych z rozmachem wizji, w których twarde wyznaczniki geograficzne – zobrazowane na mapie i odpowiednio zinterpretowane – stanowią uniwersalny klucz do wyjaśnienia decyzji, planów i strategii politycznych państw. Urzekająca w klasycznej geopolityce prostota zostaje poświęcona na rzecz wielości. Na tym gruncie powstają analizy geopolityki feministycznej, geopolityki środowiskowej czy geopolityki plemiennej. Dla zwolenników geopolityki neoklasycznej, postmodernistyczne podejście krytyczne jest anty-geopolityką.

Geopolityka jako quasi-nauka

Obserwując współczesny dyskurs geopolityczny dostrzec jednak można, że nie wszyscy chcą zrezygnować z rozmachu i prostoty oferowanej przez klasyczną geopolityczną interpretację stosunków międzynarodowych, podtrzymując obydwa założenia pierwotne: o determinizmie obiektywnych czynników geograficznych. Intelektualiści z różnych stron świata oferują, niekiedy z wielką elokwencją, narracje oparte na sfalsyfikowanych na drodze dyskursu naukowego tezach o prymacie zobiektywizowanej geografii w działaniu politycznym. Wszędzie tam gdzie żyjący w XXI wieku autorzy czynią uwagi o „nieuniknioności geografii”, o „braku możliwości ucieczki przed geografią” czy o „obiektywnych prawach geopolityki” – budują oni narrację, która może służyć wielu celom, jednak w niewielkim stopniu są to cele związane z odsłonięciem prawdy o polityce.

Paranaukowi geopolitycy, tacy jak George Friedman prezentując swoje tezy opowiadają zajmujące historie, łączące walor błyskotliwego opisu współczesnych stosunków politycznych z symplicystycznym ich wyjaśnieniem. Czyniąc to, Friedman naraża się na akademicki ostracyzm czy opinię politycznego wróżbity, jest jednak w stanie dotrzeć do szerszego grona odbiorców niż badacze stosunków międzynarodowych publikujący z zachowaniem wymogów metody naukowej. Quasi-naukowi publicyści pokroju Friedmana będąc intelektualnymi przedsiębiorcami, muszą dbać nie o zachowanie metody, lecz o prosty, zrozumiały i atrakcyjny przekaz, umożliwiający dotarcie do szerokiego grona odbiorców. Ich praca polega na tworzeniu i sprzedawaniu zajmujących historii dla czytelnika lub widza spragnionego prostego opisu złożonej rzeczywistości.

Co ciekawe, na działalność tego rodzaju geopolityków istotny wpływ ma kontekst polityczny, w którym tworzą. Działający w otoczeniu autorytarnym geopolityczni kaznodzieje pokroju Aleksandra Dugina muszą dbać nie tylko o atrakcyjność marketingową formułowanych tez, ale także o utrzymywanie dobrych relacji z obozem władzy, który może otworzyć bądź zamknąć przed nimi sferę publiczną. Paranaukowa geopolityka w takim ujęciu pełni więc funkcje ściśle ideologiczne: umacniania i uzasadniania władzy sprawowanej w niedemokratycznym państwie przez podsycanie tendencji neoimperialnych. Pop-geopolityczne narracje mogą przynosić ukojenie i poczucie celu masom czytelników, poszukujących prostych odpowiedzi na temat złożonej, współzależnej polityki międzynarodowej. Mogą przynosić powodzenie finansowe i wpływy polityczne ich twórcom. Jednak nie mogą przybliżyć nas do prawdy o mechanizmach decydowania w polityce międzynarodowej.

Biorąc pod uwagę powyższe, nie może dziwić, że naukowcy wykazują dużą rezerwę wobec geopolityki. Popkulturowa, narracyjna geopolityka przynosi wiele szkody także tym spośród badaczy, którzy rzetelnie podążają jedną z opisanych powyżej ścieżek, badając relacje geografii i polityki z zachowaniem rygorów nauk społecznych. Można by argumentować, że pop-geopolityczne narracje przynoszą też dobre skutki, pomimo tego, że są fałszywe i nader często służą wątpliwym celom. Tym dobrym skutkiem jest zwiększenie zainteresowania sprawami międzynarodowymi w społeczeństwie i podnoszenie poziomu świadomości wpływu sfery międzynarodowej na życie jednostek. Warto dostrzegać te pozytywne aspekty wzrostu popularności narracji geopolitycznych i dążyć, aby rozbudzone zainteresowanie sprawami międzynarodowymi prowadziło do dalszego, krytycznego poznawania polityki w poszczególnych regionach świata, w całej jej złożoności.

PODZIEL SIĘ
mm
Politolog, badacz polityki wewnętrznej i spraw międzynarodowych, zazwyczaj rozgrywających się gdzieś pomiędzy Bejrutem a Brunei. Jest adiunktem w Instytucie Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ. Analizuje ryzyka polityczne i doradza w ekspansji zagranicznej przedsiębiorstw. Stara się trzymać rękę na pulsie Bliskiego Wschodu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here