Dragonfly. Google z powrotem w Chinach?

W dniach 12 – 15 października w San Francisco odbyła się konferencja Wired25. Podczas niej dyrektor generalny Google, Sundar Pichai, ustosunkował się do sierpniowego wycieku tajnych dokumentów z bazy Google. Wynika z nich, że firma zamierza wprowadzić na chiński rynek nową wersję ocenzurowanej wyszukiwarki Google. 

Operacja Dragonfly

W sierpniu tego roku wyciekły tajne dokumenty, w których znajdujemy informacje, że Google już od 2017 roku pracuje nad specjalną, ocenzurowaną wersją swojej wyszukiwarki przeznaczonej  na rynek chiński. Projekt otrzymał kryptonim Dragonfly. Jako pierwszy doniósł o tym portal The Intercept, który poinformował o trwających między Google a chińskimi władzami rozmowach o możliwości ponownego wprowadzenia wyszukiwarki do Chin. Zawiadomił także, że specjaliści i programiści już stworzyli w pełni działający prototyp – utworzyli listę terminów i haseł zakazanych w Państwie Środka, a następnie napisali algorytm blokujący dostęp do nielegalnych w Chinach stron i treści.

Pod koniec września tego roku podczas posiedzenia komisji Senatu Stanów Zjednoczonych firma oficjalne potwierdziła istnienie ocenzurowanej wersji Google. Nad projektem pracowano w ścisłej tajemnicy. Jednakże, jak podaje raport New York Times, po ujawnieniu w sierpniu tajnych dokumentów, ponad tysiąc pracowników firmy wystosowało do kierownictwa list, w którym prosiło o wytłumaczenie sytuacji.

Jak miałaby wyglądać nowa, ocenzurowana wersja Google? Przede wszystkim w wynikach wyszukiwania nie znajdziemy żadnych haseł czy stron podejmujących temat praw człowieka, religii, demokracji czy pokojowych protestów i manifestacji. Wpisane przez użytkownika hasło zostanie przepuszczone przez filtry, które automatycznie posortują treści i wyeliminują to co uważane jest w Chinach za ”nielegalne” i  niedopuszczone przez cenzora.

Uwaga! Cenzura!

Podczas konferencji Sundar Pichai przekonywał, że kierownictwo Google wciąż nie podjęło ostatecznej decyzji i rozważa czy będzie miało możliwość i czy wprowadzi ocenzurowaną wyszukiwarkę do chińskiej sieci. Zdaniem CEO jest zbyt wcześnie na wyrokowanie o przyszłości Google w Chinach. Pichai starał się także przedstawić zalety projektu. Jak sam stwierdził od początku prace traktowane były wyłącznie jako „wewnętrzny projekt badawczy”, który pozwoliłby lepiej zrozumieć firmie jak ewentualne wprowadzenie ocenzurowanej wersji Google odbiłoby się na funkcjonowaniu internetu w Chinach. Specjaliści na podstawie uzyskanych danych obliczyli, że chiński rząd blokowałby mniej niż 1% wszystkich dostępnych treści i stron. Pichai dodał także, że nieobecność Google w kraju, który zamieszkuje ok. 20% całej światowej populacji nie zgadza się z polityką firmy, która za cel stawia sobie umożliwianie dostępu do informacji jak najszerszej grupie odbiorców.

To nie byłaby pierwsza próba wejścia Google na rynek chiński. Firma działała już w Chinach w latach 2006 – 2010, ale postanowiła wycofać się z uwagi na ograniczenie wolności w internecie – narzuconą przez chiński rząd cenzurę oraz ataki hakerów, które miały miejsce po tym, jak firma odmówiła udostępnienia niektórych prywatnych informacji swoich klientów. Warto zauważyć jednak, że niektóre produkty Google funkcjonują w Państwie Środka, choć nie są to podstawowe usługi koncernu. Należą do nich choćby Google tłumacz czy Files Go. Firma ma także w kilku miastach swoje siedziby.

Wolność słowa, wolność człowieka

Informacją o stworzeniu ocenzurowanej wersji Google natychmiast zainteresowała się społeczność międzynarodowa, która wyraziła swoje zaniepokojenie projektem. Upatruje w nim wielu zagrożeń oraz problemów natury moralnej.

Podporządkowanie się chińskiej cenzurze i prawu przez jedną z największych światowych wyszukiwarek postrzegane będzie bowiem jako niewątpliwe i wielkie zwycięstwo chińskiego rządu. Projekt budzi także wiele dylematów natury etycznej. Zaraz po ujawnieniu tajnych dokumentów głos w sprawie zabrały organizacje zajmujące się obraną praw człowieka na czele z Amnesty International. Przedstawiciele organizacji zauważają, że Google do tej pory podawało się za obrońcę wolności w internecie. Teraz firma dla osiągnięcia zysku chce podporządkować się chińskiemu rządowi.

W wywiadzie z The Guardian, przedstawiciele Amnesty International zauważają także, że ugięcie się Google i wprowadzenie przez firmę cenzury stanowiłoby swoisty precedens i stawiałoby pod znakiem zapytania kwestię wolności informacji i internetu. Chiński rynek jest obecnie niezwykle łakomym kąskiem dla bardzo wielu Zachodnich firm, które od dawna szukają sposobu, aby przedostać się za tzw. Złotą Tarczę (Great China Firewall).

Wielu pracowników firmy nie kryje swojej niechęci co do projektu Dragonfly. Otwarcie mówią, że nie chcą współuczestniczyć w projekcie popierającym cenzurę i przyczyniającym się do ograniczania wolności obywateli ChRL.

Podczas Wired25 Pichai poruszył także inną kontrowersyjną kwestię. W czerwcu tego roku, po tym jak pracownicy firmy i zewnętrzne grupy wyraziły swoje zaniepokojenie możliwością wykorzystywania danych gromadzonych przez Google przez Departament Obrony Stanów Zjednoczonych, firma odmówiła przedłużenia umowy z Pentagonem. Pichai zaznaczył, że zdanie pracowników Google zawsze było dla firmy bardzo ważne i brane pod uwagę w procesie podejmowania ważnych dla korporacji decyzji. Nigdy nie stanowiło jednak głównego czynnika przesądzającego o podejmowanych przez zarząd korkach i polityce firmy. CEO podkreślił jednak, że Google nadal utrzymuje współpracę z Armią USA i angażuje się w wiele projektów, głównie z zakresu cyberbezpieczeństwa i logistyki.

Na koniec warto zauważyć, że konkurenci Google stosują się do cenzorskich zaleceń rządu w Pekinie, dzięki czemu mogą prowadzić działalność na terenie Chin. Dotyczy to m.in. przeglądarki Bing Microsoftu oraz Apple App Store.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here