Wątki azjatyckie na Warsaw Security Forum. Niestabilność Bliskiego Wschodu

245

Drugim po Chinach zagadnieniem azjatyckim szeroko dyskutowanym na Warsaw Security Forum były problemy Azji Zachodniej czy też Bliskiego Wschodu. Tematy dotyczące tego regionu pojawiały się zarówno w kontekście zmian politycznych, zagrożenia politycznego jak i rywalizacji mocarstw. 

Wątki bliskowschodnie były szeroko obecne na panelu poświęconemu zagrożeniom terrorystycznym. Niemal zupełne zniszczenie Państwa Islamskiego jako organizacji kontrolującej terytorium, ograniczyło atrakcyjność tej organizacji dla nowych rekrutów. Nie pozbawiło jej jednak zupełnie możliwości organizowania zamachów terrorystycznych. Hoshyar Siwally (Dyrektor ds. Międzynarodowych Demokratycznej Partii Kurdystanu) postawił tezę, że „walka z Państwem Islamskim daleka jest od zwycięskiego zakończenia”. Zwrócił uwagę na konieczność zwalczania radykalizmu i ekstremizmu nie tylko środkami militarnymi ale także na poziomie ideologicznym i ekonomicznym. Na płaszczyźnie idei oznacza to konieczność promowania umiarkowanego islamu lub – jak określają to w Kurdystanie – tradycyjnego islamu. Na płaszczyźnie ekonomicznej oznacza to konieczność dawania zatrudnienia i stwarzania perspektyw dla młodych ludzi z regionu.

Na konieczność większego zaangażowania UE w stabilizowanie Bliskiego Wschodu zwracał uwagę Johannes von Ahlefeldt, ekspert ds. terroryzmu i członek komisji niemieckiego Budenstagu. Wskazywał on na problem braku dobrego rządzenia (governance) jako wspólny mianownik większości rządów w regionie i zjawisko leżące u podstaw zarówno destabilizacji politycznej jak i rozwoju organizacji terrorystycznych.

Na temat własnej wizji ugrupowań dżihadystycznych, jako awangardy rewolucyjnej mówił Łukasz Fyderek z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wskazywał na silną motywację ideologiczną poszczególnych sieci terrorystycznych: Al Kaidy i Państwa Islamskiego. Zwrócił uwagę, że skuteczność rekrutacji tego drugiego ugrupowania opierała się w znacznym stopniu na sprawnej propagandzie wizualnej. Koncepcja współczesnego kalifatu, o której salaficcy dżihadyści mówili od lat osiemdziesiątych XX wieku została w latach 2014-2017 w jakimś stopniu zrealizowana. Sukces w walce z ugrupowaniami terrorystycznymi będzie wymagał nie tylko pozbawienia ich terytorium ale przede wszystkim pozbawienia ich możliwości produkowania atrakcyjnej, skutecznej narracji propagandowej.

W kolejnej sesji Julien Théron (francuski politolog) w błyskotliwy sposób nakreślił wektory rozwoju wydarzeń oraz procesów polityczno-społecznych w ostatnich latach w regionie Bliskiego Wschodu. Mimo wieloletnich starań licznych aktorów w zakresie stabilizacji oraz możliwego wzrostu poziomu bezpieczeństwa dla części z nich rozbieżne interesy skutkują efektami innymi od powszechnie oczekiwanych. Liczba otwartych konfliktów wzrasta, a rosnący stopień umiędzynarodowienia przyczynia się do ich zaognienia (new proxy wars). Niski stopień stabilizacji oraz chaos stwarzają dla różnych stron zarówno zagrożenia, ale także czasem szanse. Ta druga sytuacja odnosi się z pewnością do polityki Rosji w regionie, która w bardzo zręczny i charakterystyczny dla siebie sposób wykorzystuje je na potrzeby wzmacniania swej pozycji (torpedowanie działań USA oraz wzmacnianie ich adwersarzy, przyczynianie się do eskalacji kryzysu migracyjnego w Europie by wspomnieć tylko te najważniejsze). Jego ocena przyszłości regionu, podobnie jak wielu analityków, była dość pesymistyczna.

Ciekawą anegdotę odnośnie oceny sytuacji oraz przewidywania kierunku rozwoju wydarzeń opowiedział Carl Bildt (Przewodniczący Rady, European Council of Foreign Relations). Odniósł się do wydarzeń z 2011 roku kiedy piastował funkcję Ministra Spraw Zagranicznych Niemiec. Przeglądał ostatnio notatki z tego okresu i wyszło mu, że w ocenie sytuacji w tym czasie w regionie kompletnie mylili się Francuzi, z kolei w 90 procentach rację mieli Rosjanie i tak w około 70 procentach blisko jej byli Izraelczycy. Jest to dość zastanawiające. Być może jest to wpływ postrzegania rzeczywistości w regionie przez ośrodki zachodnie w sposób życzeniowy, zbyt słabo orientując się w lokalnych uwarunkowaniach, instytucjonalnych oraz ludzkich słabościach i ograniczeniach w zakresie możliwej współpracy. Wschodni ogląd okazał się bardziej realistyczny, pesymistyczny a własne działania nakierowane są na wykorzystanie tych słabości. Trudno jest coś zbudować, znacznie łatwiej dezintegrować, szczególnie jeśli sprzyja to realizacji własnych celów.

Dobrze obrazuje to stanowisko Izraela. Pochodzący z tego kraju Moshe Yaalon (były Minister Obrony) wyrażając znany pogląd, że reżimy autorytarne (choć nie tylko one), potrzebują zewnętrznych wrogów i zagrożenia by odciągać uwagę swych obywateli od problemów wewnętrznych prezentując się jako gwarant stabilności i ochrony narodowych interesów. Nowe środki komunikacji stanowią bardzo duże wyzwanie dla tych ośrodków władzy i ograniczeń w egzekucji działań cenzuralnych. Zwraca on uwagę na pewien fenomen przetrwania monarchii w regionie, co być może świadczy o ich sile (rozwinięta administracja w oparciu na relacjach patron – klient, ale też ważny symbol narodowy i gwarant stabilności w niepewnym otoczeniu). Wysunął on dość śmiałą acz powszechną w Izraelu tezę o sztuczności państw arabskich jako dawnych postkolonialnych projektach mocarstw europejskich. Percepcja ta dodać można, wydaje się być spójna z własnymi obawami oraz strategicznymi interesami.

Jerzy Pomianowski (Dyrektor European Endowment for Democracy) zwracał uwagę na odpowiedzialność za działania państw europejskich i niejednokrotną konieczność długofalowych działań. Twierdzi on, że sztandarową porażką społeczności zachodniej były zdecydowane działania w Libii bez wizji oraz zaangażowania w możliwie najbardziej rozsądny a zarazem realistyczny scenariusz budowy nowych struktur państwowych (znowu liczne rozbieżne interesy). Postawił tezę, że prawdopodobnie bezpośrednie zaangażowanie ONZ w proces odbudowy państwowości, jak w przypadku Kambodży, w mniejszym stopniu na Haiti, stanowiłoby ramy dla procesu pokojowego i odbudowy. Niestety nie doszło do tego, a rozwiązania tego typu stosuje się coraz rzadziej. Między innymi z powyżej wspomnianych powodów.

Jak wskazują zrelacjonowane powyżej, zróżnicowane głosy w dyskusji o Bliskim Wschodzie, trudno o jednoznaczne podsumowanie debaty tym obszarze. Można jednak zauważyć raczej przewagę pesymistycznego (bądź realistycznego) oglądu tego regionu. Oraz przekonanie, że kraje UE czeka w przyszłości jeszcze wiele wyzwań bezpieczeństwa promieniujących z Azji Mniejszej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here