Kontrowersyjna walka Singapuru z „fake news”

157

Na początku kwietnia Rząd Singapuru uchwalił kontrowersyjną ustawę przeciwko tzw. „fake news”. Organizacje humanitarne biją na alarm – to działanie przeciwko wolności wypowiedzi. Znane z drakońskich praw państwo broni się przed zarzutami.

Jak donosi BBC, Miasto Lwa zdecydowało się wprowadzić nowe przepisy, które ułatwią rządowi kontrolowanie treści pojawiających się w internecie – w tym także na portalach społecznościowych i na prywatnych czatach komunikatorów takich jak WhatsApp czy Telegram. Oficjalnie przepisy wymierzone są przeciwko dezinformacji powodowanej przez masowe stosowanie botów oraz produkowanie sfałszowanych treści dla zysku. Jednak organizacja Reporters Without Borders (RSF) wskazuje na niebezpieczeństwa, jakie niesie ze sobą nieprecyzyjnie napisana ustawa w rękach autorytarnego rządu.

Fake news? Do więzienia!

Daniel Bastard, szef RSF w regionie Azji i Pacyfiku, stwierdził: „Nie może być tak, że rząd arbitralnie decyduje co jest, a co nie jest prawdą. W obecnej formie to Orwellowskie prawo tworzy ni mniej, ni więcej, tylko ‘ministerstwo prawdy’, które ma pełną swobodę w uciszaniu niezależnych głosów i podtrzymywaniu narracji korzystnej dla partii rządzącej. Potępiamy tę ustawę z całą stanowczością, ponieważ zarówno jej treść, jak i forma, stanowi niemożliwą do zaakceptowania przeszkodę dla wolnego przepływu zweryfikowanych przez dziennikarzy informacji”.

O jakiej treści i formie mowa? Artykuł 2. ustawy stwierdza, że „fałszywa jest każda informacja, która jest fałszywa lub myląca”. W oparciu o tę tautologię przepis nadaje uprawnienia każdemu ministrowi w rządzie do decydowania o tym, czy treści pojawiające się w internecie stanowią zagrożenie dla interesu publicznego oraz czy mogą powodować spadek zaufania społecznego dla rządu lub poszczególnych organów państwa, a także do egzekwowania następstw takiej decyzji.

Singapur słynie z bardzo surowego systemu karnego, obejmującego także chłostę i karę śmierci. Konsekwencje złamania nowej ustawy również są poważne. Za publikację fałszywych, a więc de facto nieprawomyślnych treści osoba fizyczna może ponieść karę rzędu 20 tys. SGD (13 tys. EUR) i rok więzienia. Strona internetowa – do 500 tys. SGD (330 tys. EUR). Dostawca internetu zagrożony jest karą 20 tys. SGD za każdy dzień, aż do momentu usunięcia lub poprawienia (zgodnie z wytycznymi rządowymi) niechcianych treści. Podobne sankcje wymierzone są także w platformy międzynarodowe, takie jak Facebook czy Twitter. Z kolei wykorzystywanie botów lub fałszywych kont do rozsiewania „fake news” może skutkować karą nawet 1 mln SGD i dziesięcioma latami pozbawienia wolności.

Phil Robertson, dyrektor azjatyckiego oddziału Human Rights Watch, napisał na swoim Twitterze: „Singapurskie nowe ‘fake-newsowe’ prawo to katastrofa dla wyrażania się online zwykłych Singapurczyków oraz potężny cios dla wielu internetowych serwisów informacyjnych, które starają się pisać prawdę, pozbawioną politycznego filtra Partii Akcji Ludowej”.

Nie drażnić Lwa

Przypomnijmy, że autorytarnie rządzone przez partię od 1959 roku Miasto Lwa to z jednej strony kraj drakońskich praw i surowych kar, naruszający Prawa Człowieka, a z drugiej – jedna z najprężniej rozwijających się gospodarek na świecie, strategiczny partner ekonomiczny dla najpoważniejszych graczy w rejonie Pacyfiku, takich jak USA, Japonia czy Chiny oraz globalnie drugi co do wielkości port towarowy, przez który przechodzi większość krążących po rynku towarów. Od 1965 roku pozostaje także członkiem ONZ. Państwo o powierzchni zaledwie trzy razy większej od Krakowa jest obecnie w ścisłej czołówce pod względem rozwoju technologicznego oraz wdrażania rozwiązań typu „smart city” na swoim obszarze.

Wydaje się więc, że nowa ustawa zostanie zaakceptowana przez społeczność międzynarodową, podobnie jak wcześniejsze przepisy – chociażby obowiązujący (z przerwami) od 1992 roku zakaz posiadania i handlu gumą do żucia, który mimo iż narusza porozumienie gospodarcze ze Stanami Zjednoczonymi, został utrzymany w mocy. Można zaryzykować stwierdzenie, że wolność mediów stała się ceną za podtrzymanie dobrych stosunków gospodarczych z najmniejszym z „Tygrysów Azji”. Pytanie tylko, jak szybko społeczności międzynarodowej przyjdzie tę cenę zapłacić.

PODZIEL SIĘ
mm
Antropolog, student ostatniego roku w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Specjalizuje się w badaniach mobilności, migracji oraz relacji międzyetnicznych. Od niedawna związany również z EastAnalytics.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here