Letnia wojna Iranu z USA: komentarz Łukasza Fyderka

718

Zestrzelenie dużego drona zwiadowczego USA przez irańską baterię obrony przeciwlotniczej i odwołany atak odwetowy USA oznaczają przesunięcie się o szczebel wyżej na drabinie eskalacji, na końcu której jest wojna. Spróbujmy odpowiedzieć na pytanie, jak duże jest ryzyko, że obydwa państwa dojdą do tego miejsca w najbliższych dniach.

Spór pomiędzy Iranem a USA analizowany jest zazwyczaj przez pryzmat przywództwa Donalda Trumpa i jego specyficznego sposobu prowadzenia polityki. Spróbujmy jednak dla potrzeb analizy zapomnieć na chwilę o aktualnym lokatorze Białego Domu i spojrzeć na problem z perspektywy struktury systemu stosunków międzynarodowych. Zadajmy sobie pytanie czy USA prowadziłyby politykę konfrontacji z Iranem pod przywództwem innego prezydenta? Wiele wskazuje na to, że tak.

Wzrost potęgi mocarstwa regionalnego

Gdy odsuniemy na bok wszelkie czynniki ideologiczne i psychologiczne, zobaczymy sytuację, w której ambitne mocarstwo regionalne rozbudowuje swoją potęgę i wpływy. Spotyka się to z reakcją mocarstwa dominującego. Wzrost potęgi Iranu w ostatnich latach porównać można do sytuacji Japonii, która w 2. połowie lat 30. skutecznie rozbudowywała swoje imperium w Azji Wschodniej. Iran, w ciągu ostatnich piętnastu lat, z kraju izolowanego na Bliskim Wschodzie stał się potęgą regionalną, zdolną wpływać w decydujący sposób na politykę Iraku, Syrii, Jemenu i Libanu.

Podobnie jak w przypadku Japonii, sukcesy w budowaniu regionalnej pozycji Iran zawdzięcza skutecznemu aparatowi militarnemu i wywiadowczemu z jednej strony i słabości swoich sąsiadów z drugiej. Iran w u progu XXI wieku, podobnie jak Japonia osiem dekad wcześniej, kreatywnie wykorzystał mieszankę fanatyzmu i nowych technologii do podporządkowania sobie swoich sąsiadów. Oczywiście, w dobie złożonej współzależności technikami tymi nie jest już neokolonialny podbój militarny, jak w latach trzydziestych, ale tworzenie i wspieranie lokalnych grup zbrojnych, formowanie klientelistycznych ugrupowań politycznych, kształtowanie opinii publicznej przez wpływ informacyjny czy wspieranie ugrupowań terrorystycznych pod parasolem potęgi militarnej rozbudowywanej do prowadzenia wojny asymetrycznej.

Z tej perspektywy reakcja USA na wzrost potęgi regionalnej jest podobna – supermocarstwo stara się najpierw wynegocjować zmianę zachowania ambitnego rywala, a gdy to nie przynosi efektów – doprowadzić do zmiany kursu politycznego przez presję ekonomiczną. Wynegocjowany w 2015 roku Iran Deal był z perspektywy USA próbą powstrzymania rozbudowy potęgi Iranu poprzez ograniczenie dostępu do strategicznej technologii zbrojeniowej – broni nuklearnej. W tym sensie przypominał on traktaty waszyngtoński i londyński, z 1922 i 1930 roku, które nakładały ograniczenia na rozwój przez Japonię ówczesnej broni strategicznej – ciężkich okrętów wojennych. Jednak, jak już pisałem wcześniej, przypadek JCPOA pokazał, że wstrzymanie zbrojeń w jednej kategorii nie przełożyło się na ograniczenie wzrostu potęgi międzynarodowej Iranu.

Moment decyzji reżimu irańskiego

Pomimo wszystkich różnic, jakie dzielą administrację Donalda Trumpa i Franklina D. Roosevelta, obydwa rządy wprowadziły politykę wywierania maksymalnej presji ekonomicznej na swojego regionalnego adwersarza. Od dwóch lat Republika Islamska została poddana najpotężniejszym i najszerzej zakrojonym w historii USA sankcjom. Następujące w ostatnich tygodniach niemal całkowite zahamowanie eksportu ropy powoduje coraz większe straty gospodarcze, przyczyniając się do pogłębienia kryzysu, w jakim znajduje się irańska gospodarka. Elity Iranu mogą mieć poczucie osaczenia przez Stany Zjednoczone. Poczucie, dodajmy analogiczne do tego, jakie odczuwał japoński rząd wojskowy w sierpniu 1941, gdy USA nałożyły na ten kraj embargo na dostawy ropy naftowej. Japońscy generałowie podjęli wówczas decyzję o możliwie szybkim zaatakowaniu USA i jego sojuszników – tak by zdążyć uzyskać strategiczne zasoby zanim amerykańska blokada zrujnuje japońską gospodarkę.

Analogiczne poczucie konieczności podjęcia działań wobec nadchodzącego krachu gospodarczego widać w ostatnich działaniach i deklaracjach Teheranu. Można założyć, że w tych dniach dowódcy Korpusu Gwardii Rewolucyjnej w Iranie na spotkaniach z Najwyższym Przywódcą Alim Chameneim prowadzą podobne dyskusje jak oficerowie japońscy na audiencjach u cesarza Hirohito: kraj jest na skraju załamania, a alternatywą jest ulec presji i stracić honor albo podjąć ryzyko wojny. Nastroje w Tokio latem 1941 roku obrazuje wypowiedź zastępcy szefa sztabu armii Tsukudy: „Ogólnie rzecz biorąc, nasze perspektywy w wypadku rozpoczęcia wojny nie są zbyt jasne (…), niemożliwe jest jednak zachowanie status quo. Tym samym nieunikniony jest wniosek, że na wojnę pójść musimy”.

Uczenie się w polityce zagranicznej

Nakreślona powyżej perspektywa pokazuje na strukturalne podobieństwa sytuacji, w której demokratyczne mocarstwo światowe, z izolacjonistycznie nastawioną dużą częścią opinii publicznej, reaguje na wzrost potęgi autokratycznego mocarstwa regionalnego. Sytuacja, w której znalazł się kryzys USA i Iranu latem 2019 przypomina moment Pearl Harbor sprzed ośmiu dekad. Rzecz jasna nie tego Perl Harbor, którego wizerunek utrwaliła amerykańska kultura masowa – niesprowokowanego ataku Japończyków – ale faktycznego Perl Harbor, w którym Japonia wybrała drogę konfrontacji zbrojnej w konsekwencji presji USA. Aspekt ustrojowy konfliktu na linii mocarstwo regionalne – mocarstwo światowe jest istotny. Pamiętać bowiem należy, że o ile państwa demokratyczne nie prowadzą wojen z innymi państwami demokratycznymi, to nader często angażują się w wojny z autokracjami.

Jednak fakt, że Irańska gospodarka znajduje się dziś w sytuacji bez wyjścia oraz że kraj ma techniczne możliwości zaatakowania amerykańskich baz i zadania poważnego ciosu armii USA nie oznacza, że scenariusz otwartego ataku Iranu jest dziś najbardziej prawdopodobny. W polityce światowej trwa nieustający proces uczenia się, co powoduje, że historia się nie powtarza, choć się rymuje. Irański establishment wie, że Republika Islamska nie przetrwałaby otwartej i pełnoskalowej konfrontacji z USA. Dlatego bardziej prawdopodobne scenariusze działania obejmują prowadzenie działań zbrojnych poniżej progu otwartej wojny, co w najpoważniejszym scenariuszu – doprowadzić może sprowokowania USA do jednorazowego uderzenia lotniczo-rakietowego na Iran.

Odwrócone Pearl Harbor

Iran ma środki do prowadzenia asymetrycznego konfliktu poniżej progu wojny przeciwko USA i ich sojusznikom. Warunkiem sukcesu takiej operacji jest utrzymanie przekonania własnej populacji i światowej opinii publicznej o agresywnym nastawieniu strony przeciwnej. Wachlarz możliwości obejmuje stosowanie środków uciążliwych, ale niemożliwych do przypisania bezpośredniego Iranowi. Niektóre z nich prawdopodobnie zostały zastosowane w ostatnich tygodniach – ataki na żeglugę w strategicznie położonej Cieśninie Ormuz przez nieznanych sprawców, ataki przez pośredników – jemeński ruch Hutich – na infrastrukturę krytyczną w Arabii Saudyjskiej, ataki przez niezidentyfikowanych sprawców na personel USA w Iraku czy cyberataki. Środkami które pozostają w zasięgu Iranu, lecz podnosiłyby ryzyko otwartej konfrontacji są: ataki Hezbollahu na Izrael, ataki na bazy USA w krajach takich jak Kuwejt, ZEA, Bahrajn czy Katar lub akcje przeciwko siłom USA w Afganistanie.

Hybrydowe działania zbrojne, które są bardzo wyważone, dotkliwe a zarazem niemożliwe do atrybucji są optymalną strategią dla Iranu. Gdy jednak nie przyniosą efektu w postaci złagodzenia sankcji, Irańczycy mogą podjąć próbę takiego uderzenia, które wywoła odpowiedź USA w postaci ataku rakietowego na cele militarne w Iranie.  Skutki takiego uderzenia, choć dotkliwe dla infrastruktury militarnej Iranu, nie zmienią zasadniczego układu sił w regionie. Amerykanie nie mają bowiem aktualnie sił i woli do ataku na pełną skalę, a siła Iranu nie leży w jego konwencjonalnej armii. Jednak Iran, jako ofiara agresji, będzie mógł uzyskać trwałe koncesje ze strony innych mocarstw: Chin, Rosji czy UE. Takie odwrócone Pearl Harbor, w którym to USA atakują regionalne mocarstwo okazać się może na tyle dotkliwe dla Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników, by wymusić na nich zmianę polityki wobec Iranu i zaakceptowanie jego mocarstwowej pozycji.

Letnia wojna

Zdolność uczenia się w polityce zagranicznej sprawia, że modele rozwoju konfliktów międzynarodowych oparte na analogiach historycznych są niewystarczające. Jednak zarówno dla strategów USA, Iranu oraz innych krajów regionu lekcje płynące z poprzednich doświadczeń wyznaczają ramy pojęciowe warunkujące wybory decydujące o wojnie i pokoju. Między innymi dzięki tej zdolności, we współczesnych, współzależnych stosunkach międzynarodowych, prawdopodobieństwo wybuchu otwartej wojny jest mniejsze niż w wieku XX. Dlatego należy się spodziewać, że kryzys irański rozgrywany będzie na poziomie akcji konfliktowych o niskiej intensywności i dyplomacji raczej niż pełnoskalowego konfliktu. Działań o lokujących się pomiędzy wojną, a Zimną Wojną. Być może pora zdać sobie sprawę, że w regionie Zatoki Perskiej trwa letnia wojna. Letnia nie w sensie pory roku, a temperatury i intensywności konfliktu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here