„Północnokoreańska karuzela” – problem denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego

229

Pozbawienie Korei Północnej broni atomowej jest ciągnącym się problemem od początku lat 90. XX wieku. Rodzina Kimów konsekwentnie realizuje cel, jakim jest uczynienie z KRL-D mocarstwa atomowego, z którym sąsiednie państwa (m.in. Republika Korei, Japonia) oraz USA musiałyby się liczyć. W tym kontekście działania Pjongjangu okazały się nie tylko skuteczne, ale przyniosły spodziewany efekt, wielokrotnie zmuszając Waszyngton do stołu negocjacyjnego. Od czasu pierwszej próby jądrowej w 2006 r., a więc ponad dekadę temu arsenał Korei Północnej rozwinął się jakościowo i ilościowo. Obecnie reżim północnokoreański posiada międzykontynentalne pociski balistyczne, broń termojądrową oraz rosnący zapas broni nuklearnej i rakietowej, nie mówiąc już o broni chemicznej i biologicznej.

Wobec tego denuklearyzacja czyli trwała eliminacja broni nuklearnej z terytorium KRL-D,  w tym środki do jej produkcji i przenoszenia, pozostała stałym problemem wśród kolejnych administracji w USA. Trzeba przyznać, że atomowe ambicje Kimów doprowadziły do silnego międzynarodowego konsensusu wobec działań państw, które rozwijają niebezpieczne programy militarne, łamiąc tym samym przyjęte postanowienia traktatów lub umów międzynarodowych. Jednak przypadek Korei Północnej pokazuje, że nie ma właściwie dobrego rozwiązania, a wszelkie działania przynoszą tymczasowy efekt, by potem sytuacja wróciła do „stabilnej niestabilności”.

W związku z tym pojawiają się dwa zasadnicze pytania. Czy jest alternatywa wobec denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego? Czy USA mogłyby porzucić denuklearyzację jako cel rozbrojenia Korei Północnej? Przyjęta i konsekwentnie realizowana przez USA strategia sankcji zmusiła KRL-D do zawieszenia działań związanych z dalszym rozwojem broni atomowej (m.in. umieszczenie ładunku jądrowego na rakiecie międzykontynentalnej). W efekcie doszło do dwóch szczytów na linii USA-KRL-D (Singapur i Hanoi). Warto tutaj zaznaczyć, że ostatnie spotkanie (z dnia 30 czerwca 2019 r.) pomiędzy Trumpem a Kimem w strefie zdemilitaryzowanej nie było kolejnym szczytem, jak to akcentują niektórzy dziennikarze, a jedynie naturalną konsekwencją nieudanego szczytu w Hanoi. Wówczas obie strony zarówno amerykańska, jak i północnokoreańska rozeszły się bez żadnego porozumienia, obiecując jedynie, że w przyszłości tradycyjnie powrócą do rozmów. Spotkanie w strefie zdemilitaryzowanej jest o tyle ciekawe, że od czasów podpisania rozejmu w Panmundżomie w 1953 r. żaden amerykański prezydent nie przekroczył linii rozdzielającej Koreę. Ponadto Trump zaprosił Kima do Białego Domu, na co ten zrewanżował mu się zaproszeniem do Pjongjangu, podkreślając przy tym „zostawmy przeszłość za sobą ruszajmy ku przyszłości.

Analizując politykę zagraniczną USA ewidentnie widać, że administracji amerykańskiej zależy na podtrzymaniu dialogu z Koreą Północną. Jednak przedłużające się negocjacje grają na niekorzyść Stanów Zjednoczonych, ponieważ stan zawieszenia nie przybliża żadnej ze stron do rozwiązania problemu denuklearyzacji. W tym kontekście warto spróbować odpowiedzieć na pytanie co by się stało, gdyby USA porzuciły denuklearyzację?

Pierwsza możliwa koncepcja, najbardziej pesymistyczna zakłada, że w obliczu braku rozwiązania USA akceptują status Korei Północnej jako regionalnego mocarstwa atomowego. Jednak taki krok stanowiłby zły precedens i zachęciłby inne państwa do przyjęcia północnokoreańskiego „modelu” w stosunku do pozyskania bomby jądrowej. Jeśli Stany Zjednoczone zrezygnują z nacisku na KRL-D, udowodnią innym krajom, że mogą przeczekać presję USA, by ostatecznie zdobyć broń atomową.

Jednak warto tutaj zaznaczyć, że w tym wypadku północnokoreańska droga do atomu nie wydaje się być atrakcyjna, ponieważ reżim Kimów rozwijając arsenał nuklearny robił to ogromnym kosztem ludności cywilnej, skazując tym samym własne państwo na pomoc zewnętrzną. Poza tym niewielu przywódców zgodziłoby się na totalną zapaść gospodarczą i izolację dyplomatyczną tak jak to zrobiła Korea Północna.

Drugi scenariusz powiązany jest bezpośrednio z pierwszą koncepcją. W momencie, gdy USA zaakceptują status nuklearny Korei Północnej Kim Dzong-Un mógłby, w celu poprawy sytuacji gospodarczej, zdecydować się na sprzedaż technologii atomowej i rakietowej do państw, które niekoniecznie są nastawione przyjaźnie do USA. Ponadto „klientem” KRL-D nie musiałyby być tylko podmioty państwowe, z pewnością ofertą zainteresowałyby się grupy terrorystyczne które już w przeszłości wspierał nieżyjący Kim Dzong-Il.  Niektórzy obawiają się, że dopóki reżimu północnokoreańskiego nie pozbawi się broni atomowej, zawsze będzie istniało ryzyko proliferacji, zwłaszcza w obliczu fatalnej sytuacji ekonomicznej. W celu potwierdzenia powyższej tezy warto przypomnieć, że Korea Północna była odpowiedzialna za budowę reaktora na pustyni w Syrii – zniszczonego w 2007 r. przez Izrael. Ponadto reżim już wcześniej sprzedawał technologię do takich krajów jak Iran czy Libia.

Wiele na to wskazuje, że w przypadku KRL-D nie kolejna próba atomowa będzie stanowić problem, ale proliferacja technologii jądrowej. Jednak nie wiele państw zgodziłoby się na bezpośrednią współpracę z reżimem w dziedzinie rozwoju broni masowego rażenia. Izolacja dyplomatyczna, sankcje gospodarcze nadal są potężnym środkiem wywierającym presję na pozostałych aktorów państwowych. Jednak ta zasada nie obowiązuje już grup terrorystycznych, które działają zupełnie w odmienny sposób i są trudne do zlokalizowania.

Po trzecie porzucenie denuklearyzacji jako celu byłoby nie do przyjęcia dla Republiki Korei i Japonii. Spowodowałoby to, że oba te państwa dążyłyby do opracowania własnych strategii odstraszających z użyciem siły jądrowej. Ponadto azjatyccy sojusznicy poczuliby się opuszczeni przez USA. W konsekwencji lansowana przez Waszyngton wspólna strategiczna wizja bezpieczeństwa regionalnego rozpadłaby się. Ponadto pozycja Stanów Zjednoczonych w Azji Północno-Wschodniej zostałaby zmarginalizowana i rozpocząłby się prawdopodobnie nowy wyścig zbrojeń, a rozgrywającym w tej części świata byłaby Chińska Republika Ludowa i Federacja Rosyjska.

***

W związku z powyższym nie wydaje się, by USA porzuciły denuklearyzację, ponieważ za dużo mogłyby stracić – wizerunkowo i politycznie. Można przypuszczać, że administracja amerykańska, trzymając kurs maksymalnej presji stara się zmusić reżim północnokoreański do ustępstw. Pomimo twardej polityki Trump nie rezygnuje z kolejnych spotkań i rozmów z Kimem, bo w ten sposób ma bezpośredni kontakt z przywódcą KRL-D, a uścisk dłoni wiele znaczy jak sam ostatnio stwierdził w strefie zdemilitaryzowanej.

Jednak dziwić może fakt, że poza sankcjami gospodarczymi Stany Zjednoczone nie wychodzą z innymi propozycjami dotyczącymi denuklearyzacji, by przyprzeć Kima do muru. Prawdopodobnie Amerykanie sami nie są przekonani do rozwiązań z przeszłości (m.in. projektu KEDO i przekształcenia reaktorów na cywilny użytek), stąd nie widać póki co innej alternatywy. Jednak warto tutaj zaznaczyć, że USA chcąc rozwijać stosunki z KRL-D muszą być również gotowe na kompromis, ponieważ nawet jeśli Korea Północna zgodzi się na całkowitą denuklearyzację, to zawsze liderzy północnokoreańscy będą podkreślać, że Stany Zjednoczone patrzą na nich z pozycji siły, a to będzie kolejnym katalizatorem napięć we wzajemnych stosunkach.

 

PODZIEL SIĘ
Absolwent studiów magisterskich na kierunku Historia, Studia Azjatyckie i licencjackich na kierunku Stosunki Międzynarodowe (specjalizacja: dyplomacja współczesna) na Uniwersytecie Jagiellońskim. Miłośnik dziejów nowożytnej Europy. Główne obszary zainteresowań: polityka USA wobec Półwyspu Koreańskiego, polityka zagraniczna państw koreańskich, stosunki polityczno-gospodarcze pomiędzy ChRL a KRL-D.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here