Do niebios na żółwich skorupach. Koreańskie ofiary bombardowania w Hiroszimie

161

Japonia pozostaje jedynym krajem, który został dotknięty przez bombardowanie bronią atomową. Pomimo tego ofiary wydarzeń w Hiroszimie i Nagasaki nie były wyłącznie narodowości japońskiej. Poza 12 amerykańskimi jeńcami wojennymi prawie 10% ofiar to Koreańczycy.

Bombardowanie atomowe w Hiroszimie miało miejsce 74 lata temu, 6 sierpnia 1945 roku. Bomba „Little Boy” zrzucona z pokładu samolotu „Enola Gay” doprowadziła do śmierci 120 tys. Japończyków, głównie cywilów. 3 dni później zrzucono drugi ładunek atomowy, „Fat Man”, na Nagasaki, co skutkowało śmiercią 80 tys. osób. Hiroszima jest dla Japonii wyjątkowym miejscem pamięci związanym z tworzeniem nowej, powojennej tożsamości narodowej.

Koreańczycy trafiali do Japonii podczas okupacji w latach 1910-1945, kiedy byli zmuszani do pracy w rozwijających się fabrykach, zwłaszcza tych, które były związane z obróbką metalu i wytwarzaniem broni. W 1945 roku w Japonii znajdowało się prawie 10% całkowitej populacji Korei – 2 mln osób.

Ilość koreańskich ofiar bombardowania waha się w zależności od źródła. Najczęściej podaje się liczbę 20 tys. osób, ale część koreańskich ugrupowań związanych z walką na rzecz zniesienia broni atomowej na świecie ocenia je na 40-70 tys. ludzi. Koreański Czerwony Krzyż podaje, że 70 tys. osób zostało narażone na działanie promieniowania, z czego ok. połowa zginęła od razu. Koreańskie ofiary, które przeżyły bombardowania, znalazły się w dużo gorszej sytuacji niż Japończycy. Programy amerykańskiego wsparcia nie obejmowały imigrantów. Wielu z nich nie miało możliwości ewakuacji i zostało zmuszonych do pozostania w napromieniowanych ruinach miast. Ok. 23 tys. Koreańczyków dotkniętych bombardowaniem Hiroszimy bądź Nagasaki wróciło do ojczystego kraju.

Zgodnie z przeprowadzonym w kwietniu 2019 roku badaniem koreańskiego Ministerstwa Zdrowia i Opieki Społecznej, ponad 2.2 tys. koreańskich ofiar bombardowań atomowych nadal żyje. Wiele z nich i ich rodzin nadal cierpi z powodów zdrowotnych i dyskryminacji. Ok. 70% z nich mieszka w regionie Gyeongsang.

Wiele z tych osób nie mówiło dobrze w ojczystym języku, nie miało możliwości podjęcia pracy bądź edukacji. Ze względu na brak wiedzy o skutkach promieniowania, część ich chorób i dolegliwości była źle diagnozowana. W 1979 roku ugrupowanie obywatelskie na rzecz walki z bronią atomową na świecie przeprowadziło badanie wśród koreańskich ofiar, z którego wynikało, że 80% cierpiało na jakieś choroby, ale zaledwie 19% było stać na leczenie. Ponad jedna trzecia badanych była bezrobotna.

Żyjące ofiary bombardowań po stronie koreańskiej nie dostawały wsparcia rządowego do lat 90-tych, kiedy Japończycy stworzyli fundusz na rzecz budowy jednostki opiekuńczej w Hapcheon w południowym Gyeongsang. Na koszt rządu Korei Południowej, od 2017 roku działa tam także muzeum poświęcone wydarzeniom z 1945 roku.

Pomnik poświęcony koreańskim ofiarom bombardowania w Hiroszimie powstał w 1970 roku, ale miasto nie zgodziło się na umieszczenie go wewnątrz Parku Pokoju. Oficjalnym powodem było, że Park był „przepełniony”. Inni wskazywali, że monument został wzniesiony w miejscu, w którym znaleziono ciało Yi Wu, członka koreańskiej rodziny królewskiej, który był porucznikiem w japońskiej armii i zginął podczas wybuchu bomby. Pomnik wspominał wyłącznie Koreę Południową, co budziło sprzeciw w Korei Północnej. Od początku kontrowersyjne położenie pomnika i inskrypcja były powodem licznych protestów.

Monument składa się z figury żółwia, symbolicznego zwierzęcia w kulturze koreańskiej, z wygrawerowanym napisem „Dusze umarłych wędrują do niebios na żółwich skorupach”.

W 1990 roku do Hiroszimy przyjechała pierwsza oficjalna delegacja koreańskich ofiar bombardowań. Podczas wizyty przy pomniku jedna z ofiar zapytała „Dlaczego jesteśmy dyskryminowani nawet po śmierci?”. Po tym wydarzeniu na nowo zaczęto rozmawiać o kwestii przeniesienia monumentu. Zdecydowano się na to w 1999 roku.

Podczas pobytu w Hiroszimie na miesiąc przed 74 rocznicą wydarzeń z 1945 roku zapytałam o pomnik 10 losowo wybranych osób narodowości japońskiej, które 6 lipca 2019 roku znajdowały się w jego pobliżu. Celem mini-ankiety było ustalenie, jaki jest poziom wiedzy o wydarzeniach sprzed 74 lat, czy znana jest data postawienia pomnika, jego historii i przenosin na teren Parku Pokoju.

Najmłodsza z pytanych przeze mnie osób miała 16 a najstarsza 81 lat. Cztery osoby nie wiedziały nic o koreańskim monumencie. W tej grupie tylko 16-letnia uczennica nie była mieszkanką Hiroszimy i, jak przyznała, nie znała koreańskich wątków w historii bombardowania. Towarzysząca jej 25-letnia pracownica firmy przyznała, że zna pomnik z programów telewizyjnych, ale dopiero teraz widzi go na żywo. Nie potrafiła jednak powiedzieć nic więcej na ten temat. Dwie kolejne osoby, w wieku 32 i 50 lat, choć byli to mieszkańcy Hiroszimy i nie pierwszy raz odwiedzali Park Pokoju, nie zwrócili na monument żadnej uwagi.

Kolejne cztery osoby wiedziały, że pomnik upamiętnia koreańskie ofiary bombardowania atomowego, ale nie znały szczegółów udziału Koreańczyków w tych wydarzeniach. Trzy spośród tych osób to pracownicy zatrudnieni do obsługi i pilnowania planszowej wystawy pt. „Prawda o bombardowaniu w Hiroszimie”, która ustawiona była na terenie Parku Pokoju, nieopodal monumentu poświęconego koreańskim ofiarom. „Wiem, że (pomnik) jest poświęcony koreańskim ofiarom bombardowania atomowego, ale nie znam żadnych szczegółów” – powiedział mi 24-student zatrudniony do opieki nad wystawą. Podobną wiedzą dysponował też jego przełożony i inny pilnujący plansz z fotografiami i wycinkami z gazet – 25-letni dziennikarz.

Szeroko i obszernie o monumencie wypowiadali się dwaj nauczyciele. 43-letni mieszkaniec Hiroszimy jest nauczycielem jednej z miejscowych szkół podstawowych. Doskonale pamiętał, że pomnik przez wiele lat znajdował się poza Parkiem Pokoju, ponieważ upamiętnia koreańskie a nie japońskie ofiary atomu. Pamiętał też datę jego przeniesienia. „My, nauczyciele rozmawialiśmy o nim (z dziećmi – przyp. red.), bo kładziemy silny nacisk na naukę o pokoju. Od zawsze powtarza się, że Japończycy kochają pokój, a przeniesienie pomnika jest dobrym znakiem, że razem z Koreańczykami możemy dalej opowiadać tą historię tak, jak naprawdę się wydarzyła”.

Obszerną wiedzą dysponował też 83-letni emerytowany nauczyciel jęz. angielskiego, który ze szczegółami opowiedział o kontrowersjach, jakie za granicą wzbudzało umiejscowienie pomnika poza Parkiem Pokoju. „(Pomnik) został przeniesiony kilka lat temu, co jest bardzo dobrym znakiem, że kwestia Hiroszimy przestaje być wyłącznie japońska. To bardzo ważne dla narracji tego miejsca, żeby być wiernym prawdzie” – powiedział.

PODZIEL SIĘ
mm
Specjalistka w sprawach Japonii i Korei związana z Uniwersytetem Jagiellońskim i Instytutem Bliskiego i Dalekiego Wschodu. Pasjonatka japońskiej historii, polityki i kinematografii.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here