„Zakaz seksu na Bali” czyli jak zachodnie media kreują rzeczywistość w Indonezji

1347

Indonezja w kontrowersyjny sposób reformuje swój kodeks karny (KUHP). Propozycja z 15 września br. doprowadziła do protestów studenckich w kraju i do irracjonalnej paranoi w mediach zagranicznych. Fala przeinaczeń i uproszczeń dotarła także do Polski. To właśnie one skłoniły nas do napisania tego artykułu – jako osoby zajmujące się naukowo Indonezją, nie zgadzamy się na szerzenie dezinformacji.

Pierwsze oznaki paniki

Od czego się to wszystko zaczęło? Pierwszą reakcją mediów w Polsce był dość obiektywny artykuł w Rzeczpospolitej napisany na podstawie materiałów z Reutersa. Później było tylko gorzej – Danuta Walewska straszyła, że turystyka na Bali ucierpi, ponieważ pary bez ślubu nie będą mogły wynająć razem pokoi, a seks pozamałżeński będzie surowo karany. „Australijczycy już masowo odwołują wakacje w Indonezji”, ponieważ „nawet indonezyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych” poinformowało, że zmiany będą dotyczyły również cudzoziemców przebywających w kraju.

To nie indonezyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, a australijskie ostrzegło podróżnych o planowanych zmianach w kodeksie karnym. Zaznaczając, zgodnie z prawdą, że zmiany te mogą wejść w życie dopiero za dwa lata. To pozornie rozważne posunięcie spowodowało panikę w mediach tradycyjnych i społecznościowych. Na przykład popularne, australijskie 7news zareagowało nagłówkiem „Bali sex ban” – ,,Zakaz seksu na Bali”.

Tymczasem w wideo dostępnym na stronie TVN24 zastępca gubernatora Bali uspokajał podróżników. Tjokorda Oka Artha Ardana Sukawati zagwarantował, między innymi, że “pary poza związkiem małżeńskim nie będą zagrożone karą więzienia, dopóki nie zostanie złożony pozew ze strony ich męża, żony, dziecka lub rodzica”. Z Wysokich Obcasów dowiemy się natomiast, że „donos na pary mieszkające razem czy uprawiające seksu bez ślubu będzie mógł wnieść każdy”.

Straszenie obcokrajowców

W indonezyjskich mediach oraz dokumentach nie ma także wzmianek o chłoście za seks przedmałżeński. Ta kara jest wymierzana jedynie w Aceh, prowincji leżącej na północy Sumatry, której historia ściśle związana jest z islamem. Pozostanie przy Indonezji zostało uwarunkowane szeroką autonomią, w tym wprowadzeniem prawa szariatu. Jednak przepisy obowiązujące w Aceh w żaden sposób nie są wzorem dla państwa, które od uzyskania niepodległości w 1945 r. unika wprowadzenia zapisów dających przywileje konkretnej religii.

Problemem jest medialny wizerunek Bali jako tolerancyjnej wyspy z dominującym hinduizmem. Jednak przyglądając się tradycyjnej strukturze społecznej Balijczyków , trudno podawać ich za przykład liberalnej społeczności. Ponadto Bali nie posiada autonomicznego statusu jak Aceh, Dżakarta, Yogyakarta, Papua i Papua Zachodnia, więc w przypadku wprowadzenia kodeksu karnego, nowe prawo obowiązywałoby również tam. Jednak z perspektywy miejscowej ludności proponowane ograniczenia sankcjonowałyby moralne zasady obowiązujące w większości wspólnot.

„Zakaz seksu na Bali” to kwintesencja tego, co złe w międzynarodowym dyskursie medialnym na interesujący nas temat, ponieważ kontrowersje wokół zmian w kodeksie karnym nie ograniczają się do współżycia seksualnego. Ich konsekwencje wykraczają daleko poza Bali, które jest tylko jedną z 6000 zamieszkałych wysp Indonezji i domem dla 1,6% populacji kraju. Zmiany dotknęłyby przede wszystkim obywateli, nie turystów.

Studenckie protesty

Indonezyjscy studenci narażając swoje zdrowie i życie wyszli na ulice z powodów znacznie bardziej złożonych niż planowany zakaz seksu pozamałżeńskiego. Demonstranci sprzeciwili się projektowi nowego kodeksu karnego, ponieważ jest on sprzeczny z podstawami demokracji. Z jednej strony zakłada złagodzenie kar za korupcję. Z drugiej daje szeroką możliwość kryminalizacji m.in.: osób krytykujących prezydenta i decyzje sędziów, profanujących symbole państwowe, mieszkających razem z partnerami przed ślubem, bezdomnych, uzależnionych od narkotyków, edukatorów seksualnych czy kobiet dokonujących aborcji.

Na tym projekcie nie kończą się powody do masowych protestów, kolejnych dostarczyły kontrowersyjna ustawa o Komisji ds. Przeciwdziałania Korupcji (KPK) i projekt reformy prawa gruntowego (RUU Pertanahan). Studenci podnieśli także kwestie ekologiczne oraz skrytykowali sposób wprowadzania zmian przez władze . Od 31 maja 2018 r. społeczeństwo nie było informowane o proponowanej rewizji przepisów czy przebiegu prac nad nimi. Natomiast parlament pośpiesznie próbuje uchwalić je pod koniec kadencji – to brak transparentności doprowadził do demonstracji.

Zrozumieć Indonezję

W polskich mediach niepokojąco często pojawiała się informacja, że proponowane zmiany są zasługą postępującej radykalizacji kraju i rosnącego wpływu fundamentalistów muzułmańskich w parlamencie. Kraj oparty jest na filozofii Pancasila, gdzie pierwszą zasadą jest wiara w jednego Boga . Konstytucja gwarantuje wolność religijną (artykuły 28E,28I) , ale faktycznie panuje ograniczenie do sześciu religii, które muszą znaleźć się w dowodzie osobistym – islamu, protestantyzmu, katolicyzmu, buddyzmu, hinduizmu oraz konfucjanizmu.

Indonezja nie jest ani krajem świeckim, ani muzułmańskim . Zachodnie rozumowanie nie sprawdza się przy analizie tego państwa. Inaczej rozumie się chociażby termin „sekularyzm”, który jest postrzegany jako lewicowy ekstremizm. Indonezja dąży do utrzymania ,,religijnego sekularyzmu” promującego umiarkowane postawy oraz tolerancję. W Europie taka interpretacja byłaby dyskusyjna, natomiast tam stanowi oficjalną linię polityczną Ministerstwa Religii.

Islam nie taki radykalny

Kwestie wyznaniowe i polityczne w Indonezji są nierozerwalne, a od osób piastujących wysokie stanowiska wymaga się okazywania przynależności do konkretnej religii. Wyjaśnia to, dlaczego partie o charakterze muzułmańskim nie zrobiły kariery w kraju, gdzie 87% ludzi identyfikuje się z islamem. Partie świeckie (z perspektywy indonezyjskiej) wykazują światopogląd charakterystyczny dla umiarkowanych muzułmanów. Natomiast stronnictwa postulujące zmiany w kierunku muzułmańskim (jak PAN – Partia Mandatu Narodowego czy PKS – Partia Prosperującej Sprawiedliwości) nie mają poparcia powyżej 10%, a w momencie tworzenia nowego prawa znajdowały się w opozycji.

Wbrew temu, co podają polskie media, w Indonezji nie rządzi Islamska Partia Demokratyczna. Taka partia nawet nie istnieje! Kwietniowe wybory, podobnie jak poprzednie w 2014 r., wygrała PDI-P (Demokratyczna Partia Indonezji – Walka),  urzędującego prezydenta Joko Widodo. Co prawda, po sprawie skazania byłego gubernatora Dżakarty za bluźnierstwo, część analityków zaczęła wskazywać, że Indonezja zmierza w kierunku muzułmańskiego radykalizmu. Do takich wniosków mogła się przyczynić rosnąca popularność organizacji oraz edukacji o charakterze religijnym. Jednak religie, a przede wszystkim islam, zawsze były widoczne w indonezyjskiej polityce. W ostatnich latach stały się  tematem ożywionej debaty także w społeczeństwie. Republika Indonezji wciąż jest państwem w fazie transformacji, które poszukuje własnej drogi, niekoniecznie opartej na zachodnich fundamentach.

Drodzy dziennikarze, nie róbcie z Indonezji islamskiej republiki!

Sposób pisania o Indonezji w polskich i zachodnich mediach wskazuje nie tylko na spadającą jakość dziennikarstwa, ale skupienie na sobie i swoich potrzebach. Zakaz wspólnego wynajmu pokoi na Bali podniesie koszty podróży i zniechęci wiele osób do wycieczki, natomiast mniej mówi się, jaki byłby wpływ nowego prawa na życie Indonezyjczyków. Chociażby na szerzenie się korupcji, która wciąż pozostaje ogromnym problemem w kraju. Decydując się na publikację o państwie spoza naszego kręgu kulturowego musimy pamiętać o elementarnej wrażliwości, ponieważ jesteśmy odpowiedzialni za kreowanie jego wizerunku. Drodzy dziennikarze, nie róbcie z Indonezji islamskiej republiki!

Współautorką artykułu jest Anna Maćkowiak, doktorantka z Instytutu Religioznawstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego. W swoich badaniach zajmuje się związkami między rytuałami a turystyką w Indonezji. Za cenne komentarze dziękuję także Monice Piosik, doktorantce z Wydziału Historycznego na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza, która bada zagadnienia dotyczące indonezyjskiego islamu. 

PODZIEL SIĘ
Doktorantka na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ukończyła stosunki międzynarodowe oraz studia azjatyckie ze specjalnością bliskowschodnią, jednak serce i działalność naukową oddała Indonezji. Stypendystka programu DARMASISWA, dzięki któremu spędziła pół roku na Universitas Islam Negeri Syarif Hidayatullah w Dżakarcie, gdzie poznawała specyfikę miejscowego islamu. Obecnie prowadzi badania w ramach Diamentowego Grantu na temat synkretyzmu religijnego na Molukach we wschodniej Indonezji. Jej szczególnym zainteresowaniem cieszą się współczesne, indonezyjskie społeczeństwo oraz relacje między religią a polityką.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here