„USS Pueblo” – czyli jak Korea Północna upokorzyła Stany Zjednoczone

419

Zimna wojna, a więc rywalizacja Stanów Zjednoczonych ze Związkiem Radzieckim, wciąż stanowi jedno z najbardziej interesujących zagadnień w historii politycznej obu państw. Teatrem wspomnianej rywalizacji był praktycznie każdy zakątek świata. Przywódcy ZSRR, jak i również USA, dążyli do przeforsowania własnej wizji świata, nieraz odwołując się do argumentu siły. Stąd na początku lat 60. doszło do kryzysu kubańskiego, który mógł doprowadzić do wybuchu III wojny światowej. W tym samym czasie wojna w Wietnamie nabierała rozpędu, by zakończyć się dopiero w 1975 roku. Z kolei w Chińskiej Republice Ludowej (ChRL) w 1966 r. rozpoczęto rewolucję kulturalną, by wykorzenić tzw. „stary świat”, a na Bliskim Wschodzie Izrael bronił swojej niepodległości.

Wbrew pozorom napięta sytuacja występowała również na Półwyspie Koreańskim. Kim Ir Sen – przywódca Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej, od momentu zawieszenia broni w 1953 r. planował ponowne, siłowe zjednoczenie Korei. W tym celu zbroił całe państwo, zaopatrywał partyzantkę komunistyczną w Republice Korei oraz odpowiadał za liczne incydenty w strefie zdemilitaryzowanej. Wobec tego wybuch drugiej wojny koreańskiej był możliwy, zwłaszcza że same USA nie doceniły swojego przeciwnika.

Mowa tutaj o przejęciu okrętu szpiegowskiego USS Pueblo przez Koreę Północną. W historii Stanów Zjednoczonych wciąż stanowi to jeden z najbardziej zaskakujących incydentów, jakie miały miejsce. W tym kontekście niewiele osób zdaje sobie sprawę, że uprowadzenie Pueblo faktycznie mogło doprowadzić do wybuchu II wojny koreańskiej. Ponadto istniało zagrożenie wciągnięcia w konflikt ZSRR i Chińskiej Republiki Ludowej. W celu załagodzenia sytuacji USA podjęły negocjacje z reżimem północnokoreańskim, które ciągnęły się miesiącami. Jednak kluczowe pytanie wciąż pozostaje aktualne – jak to się stało, że amerykański okręt od zadań wywiadowczych tak łatwo dał się złapać?

Zadanie USS Pueblo

Głównym celem USS Pueblo i jego załogi było ustalenie manewrowości okrętów wojennych ZSRR, ChRL i innych państw socjalistycznych w czasie prowadzenia przez nie ćwiczeń na Morzu Japońskim. Dodatkowo do zadań Pueblo należało zbieranie danych wywiadowczych wzdłuż wybrzeży Korei Północnej oraz sprawdzenie, jak zareaguje ZSRR i KRL-D na ich działania. W tym celu kapitan okrętu otrzymał szereg instrukcji o zbieraniu specjalnych danych o liczbie i klasie jednostek wodnych, ich numerach bocznych, przeznaczeniu, systemie organizacyjno-dowódczym, rozmieszczeniu stanowisk dowodzenia, bazach marynarki wojennej, składzie służby patrolowej i ćwiczeniach prowadzonych na morzu, rozmieszczeniu posterunków komunikacyjnych i obserwacyjnych, współdziałaniu posterunków obserwacyjnych z jednostkami wojskowymi obrony wybrzeża oraz mocy różnych urządzeń radiolokacyjnych.

Natomiast obowiązkiem załogi Pueblo było namierzanie tych stacji i potwierdzanie ich istnienia. W wypadku wykrycia nowych stacji radiolokacyjnych należało nanosić je dokładnie na mapę. W tym kontekście Amerykanie dysponowali już katalogiem częstotliwości fal radiostacji KRL-D.

Operacji nadano kryptonim „Pinkroot Nr. 1”. Wspomniany kryptonim stosowano dla wszystkich form operacji, wykonywanych przez tzw. okręty pomocnicze do ogólnych studiów elektronicznych. Każda operacja prowadzona przez te okręty miała odpowiedni kryptonim, który zmieniano przeważnie raz do roku. Operacja „Pinkroot” rozciągała się na Ocean Spokojny i Ocean Atlantycki. Okręty biorące w niej udział miały obok nazw swoje numery np. „Palm Beach” – okręt pomocniczy do ogólnych badań elektronicznych nr 3.

Załoga Pueblo składała się z 83 osób, w tym 75 szeregowców i podoficerów, 6 oficerów i 2 pracowników cywilnych (oceanografowie). Kapitanem okrętu był komandor Lloyd Mark Bucher. Pod względem  operacyjnym podlegał on dowódcy sił morskich USA w Japonii. Warto tutaj podkreślić, że nie wolno mu było składać drogą radiową żadnych meldunków dotyczących operacji i miejsca przebywania okrętu. Wszelkie sprawozdania mógł przedstawić dopiero po zakończeniu misji.

Pech od samego początku

Dnia 11 stycznia 1968 r. Pueblo wypłynął z japońskiego portu Sasebo, przepłynął przez Zatokę Cuszimską i wziął kurs na północ, udając się ku wybrzeżom radzieckiego Dalekiego Wschodu. Niestety misję amerykańskiego okrętu od początku źle zorganizowano. Załoga napotykała na różne problemy – od psującego się sprzętu nawigacyjnego po pogodę, która zmieniała się co chwilę. Ponadto część marynarzy rozchorowała się, wprawiając dowódcę załogi w zakłopotanie, ponieważ cała misja stała pod znakiem zapytania.

Jednak prawdziwy dramat miał nadejść w kolejnych dniach. Dwudziestego drugiego stycznia działania amerykańskiego okrętu zauważyły dwa północnokoreańskie statki rybne, które od razu poinformowały straż przybrzeżną. Ta z kolei podjęła zdecydowane działania, wysyłając zbrojne jednostki. Kutry patrolowe marynarki wojennej Koreańskiej Armii Ludowej (KAL) zażądały rewizji okrętu, na co z oczywistych powodów nie zgodził się dowódca Pueblo. W konsekwencji straż północnokoreańska zmusiła załogę do poddania się. Na nic zdało się wołanie załogi o pomoc przez radio: „potrzebujemy natychmiastowej pomocy…SOS SOS SOS”. W ostatniej chwili Bucher podjął decyzję o zniszczeniu wszystkich ważnych dokumentów, by nie dostały się w ręce wroga. Z uwagi na gwałtowność zdarzeń rozkaz okazał się nierealny.

W ręce marynarki wojennej KAL dostały się: dziennik pokładowy, mapy nawigacyjne, wiele zdjęć fotograficznych oraz inne dokumenty opatrzone klauzulą „ściśle tajne”. Ponadto zdobyto karabiny maszynowe, broń strzelecką, granaty i duże ilości amunicji.

W czasie zatrzymywania okrętu jeden z członków załogi Pueblo zginął, a dwóch zostało rannych. W konsekwencji załogę aresztowano i wraz z okrętem odholowano do Wonsan. Tym samym rozpoczął się kryzys na linii Waszyngton-Pjongjang. Najgorszy w tym wszystkim był fakt, że gdy załoga wołała o pomoc, strona amerykańska nie podjęła żadnych zdecydowanych działań, zwłaszcza że w tym samym czasie północnokoreańscy komandosi zaatakowali Błękitny Dom (siedziba prezydenta Korei Południowej). W takiej sytuacji rozważano rozwiązania siłowe, m.in. wysłanie uzbrojonych jednostek morskich w to samo miejsce, skąd uprowadzono USS Pueblo, zbombardowanie północnokoreańskich baz i lotnisk oraz zablokowanie portów.

Jednak ówczesny prezydent USA Lyndon B. Johnson (1963-1969) odrzucił opcje militarne i wybrał, zamiast „pokazu siły” środki dyplomatyczne, by uratować załogę. Warto tutaj dodać, że na taką decyzję wpłynął również fakt, że USA obawiały się bezpośrednio zaangażowania Chin i ZSRR, jak podczas wojny koreańskiej.

W tym samym czasie, gdy amerykańska administracja rozważała różne scenariusze, załogę podzielono na dwie grupy więźniów i skierowano do dwóch obozów. Jednak największy koszmar miał dopiero nadejść, mianowicie więźniowie musieli skonfrontować się z północnokoreańską ludnością, która ich zaatakowała. W zachowanych wspomnieniach wyłania się przerażający obraz, gdzie porwani marynarze pisali o „totalnej nienawiści ludności koreańskiej do USA”. Wspomniane emocje mieszkańców były podyktowane nie tylko nachalną propagandą Kim Ir Sena, ale również faktem, że każdy mieszkaniec KRL-D w trakcie wojny koreańskiej stracił kogoś bliskiego. Stąd niepohamowana nienawiść dała się we znaki zatrzymanym Amerykanom. W tym kontekście Kim Ir Sen zamierzał wykorzystać  amerykańskich jeńców do swoich celów, m.in. upokorzenia Stanów Zjednoczonych oraz rozbicia sojuszu amerykańsko-południowokoreańskiego.

W stronę nowej wojny

Trzy dni po przechwyceniu USS Pueblo, 25 stycznia żołnierze KAL przeprowadzili naloty w strefie zdemilitaryzowanej (DMZ) na obszarze bronionym przez wojsko USA, zabijając  jednego amerykańskiego i dwóch żołnierzy z Korei Południowej. Dodatkowo lotnictwo KRL-D naruszyło strefę powietrzną Republiki Korei, a Kim Ir Sen ogłosił pełną mobilizację sił zbrojnych. Rozpoczęto nawet ewakuację ludności i instytucji państwowych, w tym także fabryk z Pjongjangu.

Biorąc pod uwagę ryzyko wybuchu nowej wojny, USA musiały zgodzić się na negocjacje ze stroną północnokoreańską. Do 29 stycznia administracja amerykańska osiągnęła konsensus co do tego, jakie działania należy podjąć. Celem było: (a) uwolnienie załogi Pueblo i ewentualnie odzyskanie okrętu; (b) zachowanie zaufania Korei Południowej i jej gotowości do zwiększenia siły w Wietnamie Południowym; oraz (c) uniknięcia drugiego frontu na Półwyspie Koreańskim.

Pierwsze rozmowy rozpoczęto w Panmundżomie 2 lutego 1968 roku. Tradycyjnie obie strony od początku nie mogły się między sobą porozumieć – USA uważały, że KRL-D nie miała prawa zatrzymać okrętu. Natomiast delegaci Kim Ir Sena mieli odmienne zdanie w tej kwestii, żądając m.in. przyznania się strony amerykańskiej do aktu agresji, przeproszenia, ukarania tych, którzy byli odpowiedzialni za wysłanie okrętu na wody KRL-D oraz zapewnienia, że taka prowokacja nie powtórzy się w przyszłości. 8 lutego Kim Ir Sen wygłosił przemówienie w którym stwierdził, że:

Jeśli amerykańscy imperialiści będą kontynuować próbę rozwiązania tej kwestii, mobilizując swoje siły zbrojne, aby groziły nam i szantażowały nas, nic z tego nie osiągną. Jeśli coś dostaną, będą to tylko zwłoki i śmierć. Nie chcemy wojny, ale się jej nie boimy. Nasz lud i Koreańska Armia Ludowa zemszczą się za „odwet” imperialistów USA”.

Dyrektor amerykańskiego wywiadu centralnego Richard Helms ocenił, że Kim Ir Sen nie dąży do nowej wojny, ale do stworzenia jak najtrudniejszej sytuacji dla USA. W związku z tym negocjacje przeciągały się od tygodni do miesięcy. W tym czasie załogę torturowano, a Seul rozważał akcje odwetową wymierzoną w KRL-D. Napięcie sięgnęło do tego stopnia, że możliwy był wybuch drugiej wojny koreańskiej. Z istniejących zapisów możemy dowiedzieć się o planach użycia przez USA bomby atomowej o mocy 70 kiloton, gdyby Kim Ir Sen zdecydował się ponownie najechać Republikę Korei. Natomiast Korea Północna całej sytuacji nadała propagandowy ton, wskazując, że winni są Amerykanie:

Jeśli amerykańscy imperialiści i klika Park Chung Hee [prezydent Korei Południowej w latach 1963-1979] odważą się podjąć czyn odwetowy, będzie to oznaczać początek wojny. Amerykańscy imperialiści i ich marionetki powinni patrzeć prosto na rzeczywistość i działać ostrożnie” – wypowiedź wicepremiera KRL-D Pak Song Chola.

W tym przypadku należało się spieszyć, ponieważ sytuację dodatkowo podgrzewały media, w tym m.in. „The Asia Magazine”, na łamach którego 14 kwietnia 1968 r. opublikowano artykuł pt. „Czy Korea ponownie zostanie zalana krwią?”. Republika Korei oczekiwała od USA większej pomocy w obliczu rosnących incydentów w strefie zdemilitaryzowanej. Władze w Seulu domagały się, aby jakikolwiek akt prowokacji, zagrażający bezpieczeństwu Korei Południowej, spotkał się z natychmiastowym uderzeniem odwetowym. Co ciekawe, wywiad północnokoreański słusznie zauważył, że wzmacniano pozycje obronne wokół Seulu i zintensyfikowano ćwiczenia wojskowe. Dodatkowo rząd południowokoreański przeforsował wówczas projekt utworzenia tzw. Wojsk Rezerwowych Ziemi Ojczystej (obrona terytorialna).

Jednak nie mniej ważnym problemem dla USA była właśnie wojownicza postawa Republiki Korei, która wizerunkowo ucierpiała w wyniku ataku na Błękitny Dom. Park Chung-hee dążył do ukarania Kim Ir Sena, dlatego zadecydował o zorganizowaniu akcji odwetowej i wzmocnieniu sił morskich. Jednak jego działania szybko pokrzyżowano. W czerwcu 1968 r. Korea Północna zatopiła południowokoreańską łódź rozpoznawczą, o czym Amerykanie dowiedzieli się dopiero po fakcie. Generał Charles Bonesteel, (dowódca United Nations forces Korea w latach 1966-1969), słusznie stwierdził, że działania Seulu karmiły północnokoreańską propagandę, która zarzucała Stanom Zjednoczonym i Republice Korei dążenie do nowej wojny na Półwyspie Koreańskim.

Mieszkańcy Republiki Korei, ale również i politycy południowokoreańscy byli sfrustrowani kontrastem, jaki wynikał z sytuacji – mianowicie Stany Zjednoczone zachowały powściągliwość po ataku północnokoreańskich komandosów na Błękitny Dom, a jednocześnie mocno zaangażowały się, gdy uprowadzono Pueblo. Sprawiało to wrażenie, że Amerykanie nie przejmowali się wtedy życiem prezydenta Korei Południowej, w przeciwieństwie do 82 amerykańskich jeńców przetrzymywanych w Wonsan.

Ponadto południowokoreańscy politycy słusznie zwrócili uwagę na fakt, że komandosi z KRL-D przedostali się na terytorium Korei Południowej przez obszar strzeżony przez armię amerykańską. W rezultacie Koreańczycy mieli poważne wątpliwości co do zdolności i powagi sił USA na Półwyspie Koreańskim. W celu złagodzenia napięcia, jakie wytworzyło się na linii Waszyngton-Seul, administracja Johnsona zaleciła, aby ONZ przedstawiło „mocne, poważne i twarde oświadczenie” w sprawie ataku na Błękitny Dom, a także zajęcia Pueblo. W ten sposób pozbawiono Republiki Korei argumentu, że Stany Zjednoczone przywiązują większą wagę do więzionej załogi.

Amerykańska porażka

Biorąc pod uwagę rosnące ryzyko wybuchu wojny, Amerykanie musieli przystanąć na warunki KRL-D, przyjmując narrację, że USS Pueblo „nielegalnie wtargnął na wody terytorialne Korei Północnej i prowadził działania szpiegowskie mające na celu zdobycie ważnych tajemnic wojskowych i państwowych”.

W tym wypadku nie chodziło już o odzyskanie okrętu, ale życie załogi, którą przetrzymywano w surowych warunkach. Więźniów narażono na zimne temperatury, ciągły nadzór, brak snu, rygorystyczne egzekwowanie zasad – np. siedzenie w jednej pozycji na krzesłach przez określoną liczbę godzin. W konsekwencji wielu z nich, po powrocie do domu, borykało się z niepełnosprawnością.

Dnia 23 grudnia 1968 r. o godzinie 9 czasu seulskiego przedstawiciel USA gen. Gilbert Woodward przeczytał na głos krótkie oświadczenie, w którym potępił działania rządu amerykańskiego. Tym samym negocjacje, które trwały od początku lutego, zakończyły się po 11 miesiącach. Uwolniona załoga 24 grudnia szybko trafiła na terytorium Korei Południowej, a stąd do domów na święta Bożego Narodzenia, co stanowiło największy prezent dla rodzin.

Podczas incydentu z USS Pueblo działania wojskowe i ruchy dyplomatyczne Korei Północnej były dobrze skoordynowane. Kim Ir Sen zdawał sobie sprawę, w jakiej sytuacji znalazły się USA – mianowicie Amerykanie nie mogli pozwolić sobie na otwarcie drugiego frontu, zwłaszcza że wojna w Wietnamie zaangażowała spore środki finansowe i militarne Stanów Zjednoczonych. Ponadto administracja Johnsona borykała się również z krajowymi problemami (m.in. deficyt budżetowy, kampanię prezydencką planowano na jesień 1968 r.).

Jednak nie zmienia to faktu, że sytuacja na Półwyspie Koreańskim była bardzo napięta. Widmo nowej wojny koreańskiej, w obliczu braku ustępstw, wydawało się całkiem możliwe. W trakcie, gdy załogę USS Pueblo przetrzymywano i toczono zacięte negocjacje, Kim Ir Sen zezwalał na dokonywanie kolejnych prowokacji. Od stycznia do grudnia 1968 r. odnotowano ok. 610 przypadków aktów przemocy ze strony KRL-D.

***

Z jednej strony uprowadzenie USS Pueblo stanowi jeden z najbardziej zaskakujących incydentów w historii militarnej USA. Z drugiej – sytuacja z Pueblo pokazała, że można poradzić sobie z Koreą Północną, nawet podczas poważnego kryzysu. Warto tutaj zaznaczyć, że do dziś stronie amerykańskiej nie udało się odzyskać okrętu, ten przeniesiono z Wonsan do Pjongjangu i obecnie jest wykorzystywany jako obiekt muzealny. Ponadto dla władz północnokoreańskich stanowi „uosobienie haniebnej porażki, jaką poniosły Stany Zjednoczone w wyniku agresji na Północ”.

Dla USA uprowadzenie Pueblo zapoczątkowało serie zmian w działaniach wywiadu. Po pierwsze, w kwietniu 1969 r. Kongres Stanów Zjednoczonych wydał oświadczenie w sprawie zwiększenia bezpieczeństwa dla jednostek wojskowych:

żaden załogowy statek lub samolot Sił Zbrojnych Stanów Zjednoczonych nie powinien być wysyłany w obszary niebezpieczne podczas misji zbierającej dane wywiadowcze bez odpowiedniej ochrony przed atakiem lub pojmaniem przez obce siły zbrojne”.

Ponadto wszystkie operacje wywiadowcze z wykorzystaniem okrętów typu Pueblo zakończono, a identyczne jednostki wojskowe wycofano z eksploatacji pod koniec 1969 roku.

Po drugie, utrata sprzętu do gromadzenia danych wywiadowczych i powiązanych z nim informacji była poważnym ciosem dla amerykańskich służb. Dawny zastępca szefa stacji KGB w ambasadzie radzieckiej w Waszyngtonie maj. gen. Oleg Kalugin powiedział, że przejęcie amerykańskiego szyfru kryptograficznego stanowiło największe osiągnięcie radzieckiego wywiadu w czasach zimnej wojny. Należy tutaj podkreślić, że po schwytaniu Pueblo Związek Radziecki wysłał do Korei Północnej zespół elektroników i ekspertów od dekodowania. Na podobny krok zdecydowała się także ChRL, która oskarżyła USA o zbieranie informacji wywiadowczych u wybrzeży Chin.

Według różnych szacunków w ręce wroga dostało się ok. 7–8 tys. tajnych dokumentów, a zarówno Rosjanie, Chińczycy, jak i Koreańczycy odkryli sposób kodowania informacji przez USA, co zmusiło tych ostatnich do kolejnych zmian. Zasadniczo incydent z 1968 r., jak powszechnie określa się mianem uprowadzenie okrętu Pueblo, był przysłowiowym zimnym prysznicem dla Amerykanów, którzy mając przewagę techniczną i pewność siebie, nie dopuszczali myśli, że Korea Północna będzie mogła ich upokorzyć.

PODZIEL SIĘ
Absolwent studiów magisterskich na kierunku Historia, Studia Azjatyckie i licencjackich na kierunku Stosunki Międzynarodowe (specjalizacja: dyplomacja współczesna) na Uniwersytecie Jagiellońskim. Główne obszary zainteresowań: polityka USA wobec Półwyspu Koreańskiego, polityka zagraniczna państw koreańskich, stosunki polityczno-gospodarcze pomiędzy ChRL a KRL-D. Obecnie pracownik Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie. Adres email: karolstarowicz@wp.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here