Jak Tajwan okiełznał wirusa

564

Na światowego prymusa w walce z koronawirusem wyrósł Tajwan. Kraj dopiero w miniony piątek zamknął granice i nakazał powracającym na wyspę obywatelom i na stałe zameldowanym obcokrajowcom poddanie się obowiązkowej 14-dniowej kwarantannie po tym, jak w ciągu ostatniego tygodnia liczba zarażonych podwoiła się do zaledwie ponad stu osób, przy czym dotąd zmarły tylko dwie osoby (stan an 20 marca).

Wciąż jednak podziw budzi jednak szybka reakcja rządu na zagrożenie epidemiologiczne i świetne zarządzanie kryzysem, zwłaszcza że w styczniu skazywano Tajpej na pożarcie przez wirusa z racji bliskości geograficznej, intensywnej wymiany handlowej i częstości lotów z Chin kontynentalnych, podobnie jak miało to miejsce w przypadku Korei czy Japonii.

Przygotowanie instytucjonalne

W przeciwieństwie do państw członkowskich UE, Tajwan zareagował na niepokojące sygnały biegnące z Chin już pod koniec grudnia. Wtedy rozpoczęto kontrole temperatury przyjezdnych z Wuhan, choć Pekin w tym czasie jeszcze próbował ukryć ognisko wirusa przed własnym społeczeństwem. Już po tygodniu każdy z symptomami był poddawany szpitalnej kwarantannie. Tajwan był instytucjonalnie przygotowany na podobną sytuację po epidemii SARS w 2003 r. Działało kryzysowe Centrum Zarządzania Zdrowiem Publicznym (ang. National Health Command Center), a w styczniu w jego ramach stworzono nową gałąź – Narodowe Centrum Epidemiologiczne (ang. Central Epidemic Command Center), które miało skupić się wyłącznie na aktualnym zagrożeniu wirusowym.

Dzięki temu, w obliczu narastającej fali zarażeń w Chinach, Tajpej w ciągu jednego dnia zintegrował bazy danych Urzędu Imigracji i Narodowego Urzędu Ubezpieczeń Zdrowotnych, któremu przekazane zostały historie podróży w ostatnich 14 dniach wszystkich pacjentów będących pod obserwacją . Dostęp do danych miały szpitale i kliniki, a nawet niektóre apteki. Służba zdrowia zapewniła darmowe antywirusowe leki dla każdego, niezależnie od narodowości, z grypopodobnymi objawami (w przeciwieństwie do np. Singapuru, który zapewniał je tylko osobom z potwierdzoną obecnością wirusa). Pobyt w szpitalu był w wysokim stopniu refundowany, żeby uniknąć przypadków, w której nieubezpieczone albo niezamożne osoby unikałyby wizyty w szpitalu, mając podejrzenia co do własnego stanu zdrowia.

Działania służby zdrowia były szerzej zakrojone, niż w sąsiednich azjatyckich krajach, przede wszystkim w obszarze prewencyjnym, np. przebadano osoby z problemami oddechowymi, które niedawno opuściły szpital (na ponad 100 kontroli znaleziono jeden przypadek z pozytywnym wynikiem na koronawirusa).

Maski zostają na wyspie

Koordynacja działań różnych instytucji miała miejsce również między sektorami prywatnym i państwowym. Przy szybko rosnącym popycie na maski sanitarne i rosnących obawach społeczeństwa, czy wystarczy ich w sklepach, rząd poinformował, że posiada ponad 40 milionów zapasowych masek (prawie dwukrotność populacji), a krajowe firmy mogą zwiększyć produkcję z niecałych 2 milionów dziennie do 2,5 miliona. Ta liczba potem sukcesywnie rosła, aż w ostatnich tygodniach dobiła do 10 milionów, co było możliwe dzięki niskokosztowej produkcji. Dodatkowo zakazano eksportu masek na rynki zewnętrzne, żeby zaspokoić własny, krajowy popyt, a także zaostrzono zasady sprzedaży – jedna osoba mogła nabyć w jednym sklepie maksymalnie dwie maski, a cena została ustalona na NT$5 (ok. 70 gr).

Skutkiem udanej polityki było zaproszenie Tajwanu przez WHO na spotkanie w Genewie w celu konsultacji, choć tylko poprzez wideokonferencję. Akces Tajpej do organizacji jest od lat blokowany przez Pekin.

Rola nowych technologii i polityka informacyjna

Nie mniej istotną rolę odegrały nowe technologie, media społecznościowe i polityka informacyjna rządu. Korzystając z przygotowanej w krótkim czasie przez pewnego programistę interaktywnej mapki z aktualnym stanem masek w sklepach i aptekach, rząd podjął z nim współpracę, rozwinął i zintegrował platformę ze swoją bazą danych.

Prezydent i ministrowie aktywnie używali mediów społecznościowych (Twitter, Facebook, Youtube, LINE) do kontaktowania się ze społeczeństwem. Prawie codziennie wydawane były komunikaty o działaniach podejmowanych przez rząd i nowych informacjach o epidemii.

W przeciwieństwie do Chin, gdzie Partia próbowała nadać ton przekazowi medialnemu i zduszać w zarodku krytykę działań rządu (np. zniknięcie dwóch krytycznych wobec władzy chińskich dziennikarzy, wydalenie trzech pracowników Wall Street Journal czy wydanie firmom technologicznym polecenia tworzenia pozytywnej atmosfery w cyberprzestrzeni), Tajpej pozostawił mediom całkowitą wolność przepływu informacji, ograniczając się do wyjaśniania i prostowania dezinformacji i fake newsów przez instytucje takie jak Taiwan FactCheck Center (TFC) czy MyGoPen.

Z mniej demokratycznych działań Tajwan użył sztucznej inteligencji i narzędzi inwigilacji do śledzenia przez urządzenia mobilne obywateli, którzy mieli pozostawać pod kwarantanną domową.

Konsekwencją długo prowadzonej polityki otwartych granic były też wpadki, jak np. pozwolenie na zejście na ląd pasażerom statku rejsowego Diamond Princess płynącego do Japonii, który potem okazał się być siedliskiem wirusa. Początkową panikę Tajwańczyków opanowano przez podanie do publicznej wiadomości 50 lokalizacji w okolicy New Taipei City, w których przebywała zorganizowana grupa pasażerów. Osoby, które mogły być z nimi w kontakcie np. w muzeach czy na targach, miały na własną rękę sprawdzić, czy mają symptomy choroby i ewentualnie poddać się domowej kwarantannie. Po 14 dniach nie stwierdzono żadnego nowego zarażenia.

Transparentność rządu i zaufanie społeczeństwa

Sukces w walce z wirusem Tajwan zawdzięcza nie tylko szybkiej reakcji, szeroko zakrojonej akcji prewencyjnej przez testy na koronawirusa, ale też rozwiniętej demokracji i transparentności. O ile w Singapurze czy w Chinach społeczeństwa sceptycznie podchodzą do komunikatów rządu i kraje te doświadczyły zwiększonych zakupów pod wpływem paniki, pomimo apeli rządu o spokój, na Tajwanie takie sytuacje miały bardziej ograniczony zakres. Wolne media, rozwinięte społeczeństwo obywatelskie, szybki przepływ informacji oraz aktywne i transparentne działania rządu jeszcze przed wybuchem epidemii w Chinach wzbudzały większe zaufanie do polityków w Tajpej.

O ile w Chinach władze bardziej skupiły się na zarządzaniu kryzysem społecznym, zapewnieniu stabilności partii i zrzucaniu winy na lokalne władze, na Tajwanie postawiono na zarządzanie kryzysem zdrowotnym i budowanie wiarygodności rządu przez rzetelne informowanie społeczeństwa i dostęp do informacji. Stawia to pod znakiem zapytania tezy o tym, że kraje autorytarne mogą szybciej reagować na kryzysy, bo w krótszym czasie mogą zmobilizować większe zasoby do walki z nim. Demokratyczne kraje UE z pewnością mogą skorzystać z doświadczeń Tajwanu przy planowaniu przyszłych polityk na wypadek nowych potencjalnych epidemii.

Jacek Płaza

Członek redakcji portalu Klubu Jagiellońskiego, absolwent finansów, laureat I nagrody Wiosennej Szkoły Leszka Balcerowicza w 2015 r., podróżnik.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here