Bez rupii przy duszy. Indyjska branża turystyczna w czasach pandemii

Bezprecedensowa w historii Indii całkowita blokada kraju wprowadzona w związku z pandemią koronawirusa w jednej chwili zmieniła życie 1,3 miliarda ludzi. Wśród nich są pracownicy branży turystycznej – jednej z najważniejszych i najprężniej rozwijających się branż sektora usługowego. Zapytałam przewodników z Mumbaju, Amritsaru i Shimli, co oznacza dla nich i dla ich branży pandemia koronawirusa.

W nocy z 24 na 25 marca br. rząd Indii wprowadził bezprecedensową blokadę kraju (total lockdown), zmuszając większość z 1,3 miliarda mieszkańców tego kraju do pozostania w domach przez co najmniej 21 dni. Pracują tylko instytucje „kluczowe”, takie jak szpitale, sklepy spożywcze, banki, stacje benzynowe. Uziemiono samoloty, nie kursują pociągi. Miliony ludzi z dnia na dzień zostały pozbawione pracy i jakichkolwiek dochodów. Nie ma pracy – nie ma wypłaty.

Turystyka jako jedna z pierwszych branż zaczęła odczuwać skutki pandemii. Według szacunków wytwarza ona nawet 10% PKB Indii, dając ponad 40 milionów miejsc pracy. Liczby te mogą być jednak znacznie wyższe, gdyż wiele osób zarabia dzięki branży turystycznej pośrednio – mowa o restauratorach, ulicznych sprzedawcach, kierowcach riksz i taksówek. Pamiętajmy też, że branża turystyczna to nie tylko przyjazdy obcokrajowców, lecz także turystyka krajowa – ta obejmuje ponad pół miliarda wizyt turystycznych rocznie.

PEŁZAJĄCA BLOKADA

Zamrażanie ruchu turystycznego rozpoczęło się na kilka tygodni przed wprowadzeniem blokady całego kraju. Wstrzymano wydawanie wiz oraz anulowano ważność tych wiz, które zostały już wydane, a na dwa dni przed ogłoszeniem blokady kraju wstrzymano wszystkie międzynarodowe loty komercyjne. Ograniczenia te natychmiast odbiły się na funkcjonowaniu branży turystycznej. Sytuacja stała się niepokojąca już w końcu lutego, a większość wycieczek i zleceń została anulowana w okolicach połowy marca – relacjonuje Piyush Jassal, przewodnik z Shimli, urokliwego kurortu wypoczynkowego i dawnej letniej stolicy Indii Brytyjskich.

Niektóre stany wprowadziły własne blokady zanim jeszcze ogłoszono lockdown dla całego kraju. Wielu turystów utknęło więc poza swoim miejscem zamieszkania bądź musiało naprędce zmienić plany wyjazdowe. O takim przypadku opowiada mi Anil Sharma, przewodnik z Amritsaru, miasta słynnego na cały świat dzięki Złotej Świątyni, najważniejszemu miejscu kultu dla wyznawców sikhizmu: Na początku marca gościłem parę z Anglii. Szczęśliwie nie utknęli w moim mieście, ale musieli przebukować bilety, a ostatecznie odwołać swoją podróż, gdyż stan, do którego się wybierali, wprowadził zakaz wjazdu dla zagranicznych turystów.

Koniec końców, w nocy z 24 na 25 marca cały kraj poddano obowiązkowej kwarantannie. Rząd Indii nakazał blokadę kraju, a w rezultacie wszystkie atrakcje turystyczne zostały zamknięte. Poinformowano nas, że jedynym lekarstwem jest utrzymywanie społecznego dystansu [social distancing] – wyjaśnia Vishal Singh, przewodnik z Mumbaju, największego miasta Indii i jego stolicy biznesowej. W rezultacie tysiące turystów musi dziś liczyć w powrocie do domu na pomoc rządu.

TOTALNA BLOKADA – TOTALNA KATASTROFA

Wszystko zamarło, nie wyłączając branży turystycznej – mówi Singh. Pandemia dotknęła większość przewodników turystycznych, którzy w ten sposób zarabiają na chleb.

W ciągu kilku tygodni dochody przewodników spadły do zera. Epidemia koronawirusa zmieniła moje życie całkowicie – tłumaczy Sharma. Teraz jestem bezrobotny. Zrozumiałem, jak krucha jest moja profesja. Jedna epidemia i wszystko skończone. Upłynie dużo czasu, nim wszystko wróci do normy. W tym czasie utrzymanie się i przetrwanie będzie wyzwaniem.

O długofalowych skutkach pandemii i blokady kraju mówi także Jassal: Wszystkie zlecenia, które otrzymałem na tych kilka miesięcy, zostały anulowane. Obecnie nie mam pracy, która generowałaby jakikolwiek zysk. Jestem zamknięty w domu. Dodaje, że nie tylko przewodnicy zostali pozbawieni możliwości zarobkowania: Osoby związane z branżą turystyczną nie mają teraz żadnego dochodu, niezależnie od tego, czy są agentami turystycznymi, hotelarzami, pracownikami transportu czy ludźmi pracującymi „u podstaw”. Wszyscy zmagają się z ogromnymi stratami finansowymi.

Warto podkreślić, że nie wszystkie straty związane z pandemią da się wyrazić liczbami. Sharma zwraca uwagę na skutki o charakterze… psychologicznym. Jako przewodnik zawsze jestem w ruchu i spotykam nowych ludzi z całego świata. Teraz jestem skazany na swój dom bez kontaktu z ludźmi. Wyobraźcie sobie więc, jak te zmiany podziałały na moją psychikę.

CO ROBI RZĄD?

26 marca rząd Indii ogłosił wart 22,5 miliarda dolarów pakiet pomocowy obejmujący dystrybucję darmowej żywności oraz niewielkie wsparcie finansowe dla najbiedniejszych. Ale milionom osób żyjących z dnia na dzień za wieczorną wypłatę – robotnikom, ulicznym sprzedawcom, sprzątaczom – w oczy już zajrzał głód. Wielu z nich wyruszyło z wielkich miast do swoich rodzinnych miejscowości i wsi. Niektórzy mogą pokonać kilkaset kilometrów jedynie… pieszo. Ktoś mógłby powiedzieć, że w tym kontekście turystyka może zaczekać. Nie do końca – przecież miliony pracowników tej branży również z dnia na dzień zostały pozbawione dochodu.

Niestety, nie otrzymałem żadnej pomocy od rządu – mówi Sharma. To dziwne, gdyż jako przewodnik turystyczny reprezentuję swój naród przed ludźmi z całego świata. Teraz jednak, gdy potrzebuję tej pomocy najbardziej, mój rząd mi nie pomaga.

Jassal stara się być wyrozumiały, lecz wskazuje na to, iż na razie nikt nie mówi o pomocy dla branży turystycznej. Rząd próbuje teraz pomóc najbiedniejszym, zapewniając im żywność i schronienie oraz prosi ludzi o przestrzeganie zasad blokady (…). Nie ogłosił jednak żadnych ulg ani pomocy w kwestii przyszłych strat i wydatków, poza niewielką ulgą na trzy miesiące w spłacie zobowiązań wobec banków. Podkreśla też, że martwi się nie tylko o dzisiejszy brak dochodów, lecz także o kondycję branży turystycznej za kilka miesięcy.

Co w takiej sytuacji władze Indii mogłyby zrobić? Przewodnik z Amritsaru spieszy z kilkoma radami: Gdy pokonamy tę paskudną chorobę, rząd powinien zacząć wydawać darmowe wizy dla ludzi z całego świata, by ratować branżę turystyczną. Powinien promować turystykę jeszcze mocniej niż teraz, aby odrobić straty, jakie ponieśliśmy. Powinien też upewnić się, że ludzie tacy jak my, którzy pracują „u podstaw”, nie będą zmuszeni do zmiany zawodu.

Blokada kraju ma potrwać do 14 kwietnia – o ile oczywiście uda się opanować rozprzestrzenianie się koronawirusa. Nawet jeśli w połowie kwietnia blokada zostanie zniesiona (a w tej chwili stoi to pod dużym znakiem zapytania), trudno powiedzieć, kiedy powrócą turyści. Przyszłość indyjskiej branży turystycznej rysuje się w ciemnych barwach – mówi przewodnik z Shimli. Zaraz jednak dodaje: Poczekajmy, co się stanie, i miejmy nadzieję, że będzie dobrze!

I my mamy nadzieję, że Indie poradzą sobie zarówno z rozprzestrzenianiem się wirusa, jak i z gospodarczymi skutkami pandemii. Trzymajmy kciuki, by przewodnicy jak najszybciej mogli wrócić do pracy, tak ważnej zarówno z punktu widzenia indyjskiej gospodarki, jak i samych turystów – przewodnicy nie tylko przecież przybliżają historię i kulturę swego kraju, lecz także dbają o komfort i bezpieczeństwo milionów przyjezdnych.

PODZIEL SIĘ
mm
Doktor nauk humanistycznych, związana z Instytutem Bliskiego i Dalekiego Wschodu Uniwersytetu Jagiellońskiego. Specjalizuje się w historii relacji chińsko-indyjskich, jest również autorką dwóch książek poświęconych wizerunkowi Indusów i Chińczyków w literaturze brytyjskiej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here