Testy na koronawirusa – czego możemy się nauczyć od Korei Południowej?

978

Wraz z rozprzestrzeniającą się epidemią koronawirusa, w Polsce i na świecie trwają badania nad opracowaniem szybkich testów pozwalających na zidentyfikowanie choroby i szybszą izolację zakażonych. Diagnostyka ma kluczowe znaczenie dla spowolnienia epidemii.

Używa się do tego głównie zalecane przez Światową Organizację Zdrowia testy genetyczne RT-PCR. Przesiewowe immunologiczne testy na koronawirusa mają znaczenie pomocnicze. Część specjalistów jest zdania, że obecnie wykrywamy zaledwie ułamek zakażonych osób, stąd konieczność przyspieszenia procedur. Obecnie na świecie zarejestrowano ponad 900 tys. zarażonych i 50 tys. ofiar śmiertelnych koronawirusa.

Badania genetyczne muszą być przeprowadzane przez odpowiedni personel przy wykorzystaniu specjalistycznego sprzętu, co ogranicza możliwości testów do wybranych laboratoriów. Testy immunologiczne są wykonywane szybciej i taniej, ale są mniej dokładne, służą jedynie wstępnej identyfikacji zakażeń. Producenci i naukowcy dążą do opracowania procedury pozwalającej na przeprowadzenie badania w dowolnym miejscu. Są to więc testy przesiewowe, do których obecnie zalicza się np. mierzenie temperatury ciała podróżujących na lotniskach.

Szeroko cytowane słowa Tedrosa Adhanoma Ghebreyesusa ze Światowej Organizacji Zdrowia to „testować, testować, testować” – należy jednak zwrócić uwagę, że niezależnie od szybkości diagnozy proponowanej przez poszczególnych producentów, nie jest ona zasadna bez sprawdzenia jej na odpowiednim sprzęcie laboratoryjnym. 28 marca koreańska firma Celltrion ogłosiła, że opracowuje obecnie technologię pozwalającą na samobadanie i uzyskanie diagnozy w 20 minut, ale badania są dopiero na wstępnym etapie rozwoju.

Testy na koronawirusa w Korei Południowej – jak powstrzymać epidemię bez wprowadzania restrykcji podróży

Wielu specjalistów analizuje sytuację w Korei Południowej i Tajwanie jako kluczowe wzorce zachowania wobec rozprzestrzeniania się wirusa. Szczególne znaczenie ma w ich przypadku szybkość diagnostyki, sprawne przeprowadzanie testów oraz silna dyscyplina społeczna.

Podczas epidemii MERS w 2015 roku Korea Południowa zarejestrowała 38 ofiar śmiertelnych. Wyciągnięte wnioski można zaobserwować w reakcji rządowej na koronawirusa. Brak restrykcji podróżowania spotkał się w styczniu z silną krytyką społeczną. Prezydencki Niebieski Dom otrzymał petycję postulującą wprowadzenie zakazu poruszania się dla Chińczyków, którą podpisało ponad pół miliona osób, ale rząd nie zdecydował się na ten krok, polegając silnie na scentralizowanym systemie testowania i kwarantanny.

Główną przyczyną silnego wzrostu liczby testów w Korei Południowej jest jednak przypadek osoby związanej z kościołem Shincheonji, która zaraziła dużą liczbę osób w mieście Daegu. Tzw. „superzarażaczka”, pacjentka 31, miała do czynienia z grupą 1100 wierzących i trzykrotnie odmówiła przejścia testu na koronawirusa, tłumacząc, że nie podróżowała do Chin. Ministerstwo Sprawiedliwości przeprowadziło śledztwo, w wyniku którego wyszło na jaw, że sekta prowadziła tajne biuro w Wuhan i ok. 40 jej członków poruszało się tam w okresie 6 miesięcy przed wybuchem epidemii. Na początku marca w wyniku działań pacjentki 31 liczba przypadków zwiększyła się ponad 100krotnie.

Zgodnie z danymi z 30 kwietnia, Korea Południowa przeprowadziła do tej pory więcej niż 250 tys. testów, między innymi dzięki działalności centrów diagnostycznych w stylu drive-through. Ok. 600 laboratoriów ma możliwości badania 20 tys. osób dziennie. Na początku marca, po półtorej miesiąca od zarejestrowania pierwszego przypadku, ogłoszono, że liczba ozdrowieńców przekroczyła liczbę nowych zakażeń. Testy przesiewowe, które zostały opracowane i zatwierdzone w ciągu pierwszych tygodni epidemii, zostały przeprowadzone na ok. 46 tys. osób do końca lutego. Stany Zjednoczone zbadały w tym samym czasie 426 osób, pomimo tego, że obydwa kraje zarejestrowały pierwsze przypadki zakażeń w tym samym dniu – 20 stycznia . Obecnie 5 firm ma w Korei licencję na produkcję testów na koronawirusa. Są sprzedawane do 120 krajów, a w szczególności w Stanach Zjednoczonych, Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Indonezji.

Testy są oferowane nieodpłatnie osobom, które wykazują objawy zarażenia albo miały kontakt z zakażonymi jednostkami, w tym także obcokrajowcom. Rząd pokrywa koszty hospitalizacji, leczenia oraz kwarantann domowych. Korea Południowa produkuje dziennie 10 mln maseczek jednorazowych, ale większość materiałów jest importowana z Chin. W odpowiedzi na to rząd zdecydował się na silną rozbudowę lokalnej produkcji i sprzedaży.
Korea korzysta z testów przesiewowych jako wskaźników do dalszej diagnostyki na grupie pacjentów o mniejszym priorytecie do badań genetycznych – osób, które nie wykazują silnych symptomów, są poza grupą największego ryzyka itp. Dzięki nacisku na diagnostyce i dyscyplinie społeczeństwa Korea Południowa uniknęła wprowadzania zakazów poruszania się i tym podobnych ograniczeń. Koreańska firma SolGent otrzymała w lutym licencję na sprzedaż testu pozwalającego na wstępną diagnozę w okresie 2 godzin.

Rząd Korei Południowej kontynuuje wyszukiwanie i izolowanie osób, które miały styczność z zakażonymi, korzystając z danych zapisanych na telefonach komórkowych, nagrań z kamer bezpieczeństwa itp. Ze względu na fakt, że 80% transakcji finansowych w Korei jest dokonywane drogą bezgotówkową, rząd współpracuje z bankami i firmami zarządzającymi kartami kredytowymi, wysyłając im dane jednostkowe i otrzymując informacje zwrotne, bez konieczności uzyskania zgody danej osoby. Jak podaje gazeta „Chosun Ilbo”, osoby, które są później poddawane 14dniowej kwarantannie, są wybierane poprzez następujące kryteria:

• Kontakt z zakażoną osobą (bliżej niż 2 m) na dzień przed okazywaniem symptomów,
• Ocenienie bezpieczeństwa i prawdopodobieństwa zakażenia (w zależności od tego, czy dana osoba kichała, nosiła maskę, rękawiczki itp.)

Osoby pozostające w kwarantannie są poddawane ścisłemu monitoringowi, m.in. za pomocą aplikacji potwierdzającej lokalizację. Jednostki, które łamią zasady izolacji, są obciążane karami pieniężnymi do 2 500 tys. dolarów.

Korea Południowa zdecydowała się na publikację danych zakażonych przypadków do wiadomości publicznej. Na stronie rządowej widnieją informacje takie jak wiek, płeć, zatrudnienie, ogólne określenie okolicy oraz dokładne miejsce zakażenia. Niektóre z miast informują mieszkańców o nowych przypadkach przez smsy po koreańsku i angielsku.
Kontrowersyjne podejście do kwestii prywatności zostało skomentowane przez Komisję Praw Człowieka, która ostrzega przed ujawnianiem takiej ilości danych służących do identyfikacji jednostek. W odpowiedzi na to 10 marca rząd wprowadził serię obostrzeń, w tym zakaz wskazywania firm, w których pracują zakażone osoby, oraz adresów. Te informacje nadal trafiają do opinii publicznej, jeśli dana osoba zaraziła swoich kolegów z pracy.

Polskie testy na koronawirusa w kontekście Europy i Azji

Ze względu na kontrowersje związane z czułością i efektywnością szybkich testów, kwestie ich dystrybucji i finansowania dla szpitali i organizacji ochrony zdrowia są nadal dyskutowane. 25 marca Minister Zdrowia Łukasz Szumowski potwierdził na antenie TVN24, że testy będą używane, ale w określonych okolicznościach. W grupie wybranych pacjentów będą osoby, które przez długi czas zmagały się z objawami. Obecnie polska diagnostyka opiera się silnie na testach genetycznych, których do 24 marca wykonano w Polsce ok. 25 tys.

Firma SensDx podjęła współpracę z Małopolskim Centrm Biotechnologii UJ w celu stworzenia pozalaboratoryjnego testu wirusowego. Obecnie trwają już prace badawcze i zestawianie składu testu. Ma się opierać na cząstkach, które mogą reagować wyłącznie z białkami związanymi z COVID-19, których odkrycia dokonał zespół naukowców UJ i SensDx. Ostateczne badanie będzie oparte nie na wymazie z gardła, a na ślinie. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego dofinansowało projekt o 25 mln zł.

Działająca w Gdańsku i we Wrocławiu firma SensDx oferuje technologię testów na grypę opartych na sensorach bioelektrycznych. Naukowcy starają się o opracowanie technologii do przyszłego sezonu, kiedy spodziewany jest nawrót zachorowań.

Inna polska firma BioMaxima S.A poinformowała prasę o wprowadzaniu na rynek testów immunologicznych, które pozwalają na wstępną diagnozę w 10 minut oraz na pełną analizę w ok. 2 godziny. Zostały opracowane przez Hangzou AllTest Biotech Co.Ltd i mają być oparte o badanie krwi. Test jest już w użytku w innych krajach Unii Europejskiej. Obecnie przechodzi przez procesy rejestracyjne w Urzędzie Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych w Polsce. Zestawy testowe zostały udoskonalone we współpracy z naukowcami z Hiszpanii. Dzięki temu można je przechowywać i transportować w liofilizowanej formie i bez obecności lodu.

Bio-Novum, firma oferująca usługi laboratoryjne i diagnostyczne zlokalizowana w Lublinie, oferuje szybkie testy do wykrywania przeciwciał IgG i IgM przeciwko koronawirusowi oparte na badaniach osocza i krwi, które w zależności od stopnia zaawansowania infekcji dostarczają informacji o innych przeciwciałach. Testy firmy mogą być też stosowane wobec osób, które były zarażone i przeszły infekcję bezobjawowo bądź są w fazie powrotu do zdrowia.

BLIRT S.A., dystrybutor brytyjskiej PrimerDesign, oferuje zestawy diagnostyczne do przeprowadzania testów na koronawirusa w oparciu o badanie genetyczne. W zależności od zestawu można zbadać 96 lub 150 reakcji na poszczególne białka najnowszej odmiany koronawirusa. Testy nie wymagają transportu w lodzie i spełniają wymogi Światowej Organizacji Zdrowia. Korzystają z kopii syntetycznie stworzonej sekwencji RNA wirusa odtworzoną jeszcze w lutym 2020 roku.

26 marca niemiecki koncern Bosch Healthcare Solutions zaprezentował test, który ma pozwolić na diagnozę w 2,5 godziny. Technologia została opracowana we współpracy z Randox Laboratories Ltd. z Irlandii i wykorzystuje zautomatyzowane procesy analizy molekularnej. Bosch potwierdza, że sprzęt pozwoli także na zidentyfikowanie innych chorób układu oddechowego, w tym różnych rodzajów grypy. Testy laboratoryjne potwierdzają 95% skuteczności badania i spełniają wymogi Światowej Organizacji Zdrowia. Niestety, sprzęt wymagany do przeprowadzenia testu musi być wyprodukowany przez koncern i należeć do serii Vivalytic, która została dopuszczona do sprzedaży dopiero w lutym i nie jest w powszechnym użytku w kraju. Ceny dla szpitali i laboratoriów nie zostały podane do wiadomości publicznej.

Hiszpania zdecydowała się na dystrybucję szybkich testów do tzw. hotspotów, czyli miejsc o szczególnie wysokim odsetku zarażonych, jeszcze w ub. tygodniu. Ok. 10% z nich ma być wykorzystywana przez pracowników służby zdrowia. Francja zdecydowała się na silne zaostrzenie procedur związanych z testami – do tej pory niewielka liczba osób była im poddawana, co zaburza statystyki i uniemożliwia ocenę prawdziwej skali zachorowań. Obecnie zdecydowano się na rozszerzenie grupy pacjentów, którzy podlegają testom, nadano większe możliwości laboratoriom. W dalszym ciągu wymagane jest jednak skierowanie lekarskie.

PODZIEL SIĘ
mm
Specjalistka w sprawach Japonii i Korei związana z Uniwersytetem Jagiellońskim i Instytutem Bliskiego i Dalekiego Wschodu. Pasjonatka japońskiej historii, polityki i kinematografii.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here