„Kolor koreańskiego gniewu” – Korea Południowa i sprawa Nth Roomu

620

Mieszkanki Korei Południowej po raz kolejny zostały zmuszone do zmierzenia się z powracającym niczym bumerang problemem wykorzystywania seksualnego i dehumanizowania ich jako społeczności. Sprawa Nth Roomu – chat roomów utworzonych przez kilku różnych oprawców na komunikatorze Telegram w celu zamieszczania na nich treści o charakterze twardej pornografii wciąż budzi kontrowersje, a sprawcy pozostają praktycznie bezkarni.

Pierwszy raz świat usłyszał o istnieniu sprawy Nth Roomów w listopadzie 2019 roku, dzięki reportażowi zamieszczonemu w Hankyoreh. Następnie, jak podaje Quartz, w marcu tego roku dziennik seulski Kookmin Ilbo dokładnie opisał, jakich niegodziwości dopuszczali się użytkownicy zamkniętych pokoi na Telegramie. Zbadano również jak wyglądał cały proceder przemiany młodych kobiet (często nieletnich) w seksualne niewolnice zdane na łaskę swoich oprawców.

Złodzieje dusz

Najbardziej kojarzonymi oraz pierwszymi „pokojami” są tzw. Nth roomy założone przez użytkownika o nicku God God (kor. 갓갓) oraz chaty jego następcy o nicku Doktor (박사방). Wszystkie pozostałe z blisko 56 innych chatroomów zarejestrowanych przez Koreańskie Centrum Do Spraw Cyberprzemocy są wynikiem działań kolejnych naśladowców dwóch powyższych sprawców. Mimo różnych sprawców i nazw, mechanika działania „pokoi” jest zawsze taka sama, oparta na sposobach God Goda.

Nth roomy były ponumerowane zgodnie z kolejnością od 1 do 8. Każdy z nich służył do upubliczniania pornograficznych filmików z udziałem najczęściej nieletnich (14-18 lat) dziewcząt. Zwykle na jeden pokój przypadało od trzech do czterech ofiar. Każda z nich została wcześniej wyselekcjonowana, a następnie odpowiednio zmanipulowana oraz zaszantażowana przez administratorów pokoi tak, by czuła, że nie ma dla niej możliwości ucieczki z internetowego piekła. W efekcie ofiara wpadała coraz bardziej w sidła oprawców, którzy zmuszali ją do nagrywania większej ilości wideo. Z każdym kolejnym rósł poziom perwersyjności oraz brutalności.

Naśladowcy God Goda

Pokoje God Goda zostały zamknięte w roku 2019. Jednak zaraz po tym na scenę pornograficznego światka wkroczył „Doktor”, znany pod prawdziwym nazwiskiem jako Cho Joo-bin, jak wykazało późniejsze śledztwo.

Chatroomy Doktora, będące kopiami Nth Roomów, różniły się od swoich poprzedników dwoma elementami. Po pierwsze dostęp do nich był płatny, w celu utrudnienia ich odnalezienia śledczym rządowym. Po drugie, poziom przemocy zawarty w filmikach był znacznie większy. Przestępcom chodziło prawdopodobnie o to, by podciągnąć prawdziwe przestępstwa pod tzw. Snuff movies, czyli pornografię inscenizującą i udającą ciężkie tortury lub śmierć.

Wśród najgorszych incydentów Koreanki z Twittera wymieniają: odcinanie sobie sutka na wizji; zmuszenie dziewcząt  do wycinania sobie nożem na skórze napisu „slave” (ang. „niewolnica”) lub imienia swojego stręczyciela; „przyzwolenia” na gwałt na samej sobie przez określonych przestępców, a czasami nawet przez męskich członków rodziny oraz wielu innych przerażających zachowań. Istotnym elementem był wymóg, aby ofiara sama nagrała wideo, co w aspekcie psychologicznym zrzucało całą winę za wyprodukowanie tych treści na nią.

W szponach demona

„Każdego dnia przynajmniej dwie kobiety stają się nowymi niewolnicami”. Taka informacja została zamieszczona na infografikach rozsyłanych w marcu przez Koreanki na serwisie Twitter. Zdesperowane kobiety dzieliły się też plotkami oraz historiami powiązanymi z tym przerażającym wydarzeniem. Według nich dla oprawców nie ma tak naprawdę znaczenia kim ofiara jest, by ci zechcieli wciągnąć ją w sidła swojego niemoralnego procederu. Może to być zarówno uczennica gimnazjum, nielubiana koleżanka z pracy czy nawet ich własna dziewczyna lub matka.

Według informacji Quartz, początkowo ofiarami Nth Roomów zostawały dziewczęta przebywające w ciężkiej sytuacji życiowej lub też te łatwe do zmanipulowania. Należały do nich m.in. uciekinierki z domów; aktywne użytkowniczki portali społecznościowych oraz kobiety już powiązane w jakiś sposób z prostytucją w różnych postaciach. Mamiono je wizją szybkiego i dobrego zarobku w postaci pozowania do zdjęć oraz podobnych zajęć. W ten sposób wyłudzano od nich pierwsze informacje personalne takie jak imię, wiek czy miejsce zamieszkania po to, by móc je w przyszłości wykorzystać w celu szantażu. Jeśli jednak dana kobieta mimo to opierała się i nie zgadzała na wykonywanie narzuconych jej poleceń powyższe dane stawały się źródłem przymusu. Administrator pokoju rozsyłał je do innych użytkowników chatu namawiając jednocześnie do dokonania gwałtu na ofierze w ramach kary za niesubordynację.

„Czuję, jakbym miała oszaleć”

Kobiety straszono również upublicznieniem zamieszczonych przez nie wideo na ogólnodostępnych stronach lub wysyłaniem ich do członków ich rodzin czy grona znajomych.

Jedna z najmłodszych poszkodowanych dziewcząt, będąca zaledwie w gimnazjum, gdy została „zwerbowana” do Nth Roomów, opowiada Korea’s CBS Radio o tym, jak zmuszano ją do opublikowania około 40 pornograficznych filmów ze swoim udziałem.

„Przez to wszystko skończyłam z depresją i chorobą dwubiegunową” – wspomina. „Czułam się tak, jakbym cały czas była śledzona. Nie mogę pozwolić aby ktokolwiek mnie rozpoznał, więc zakrywam całe swoje ciało oraz twarz, zawsze gdy wychodzę na zewnątrz, nawet w lecie. Kiedy tylko pomyślę o tym, że któregoś dnia się obudzę, a na KakaoTalk wszyscy będą przesyłać sobie viralowy filmik ze mną, to czuję, jakbym miała oszaleć”.

W tym samym wywiadzie, ofiara wspomina też, dlaczego czuła, że nie może przestać odpisywać swojemu oprawcy oraz nie wysyłać dalej filmików, które na niej wymuszał.

„Na tym etapie miał już zdjęcie mojej twarzy, mój głos, moje personalia. Bałam się, że dzięki nim będzie mnie szantażował, jeżeli spróbuję odejść”.

Aresztowano 15 000 z 260 000

Według danych zamieszczonych przez KoreaTimes na wszystkich chatroomach zarejestrowało się około 260 tysięcy użytkowników. Większość z nich musiała wnieść najpierw niemałą opłatę w wysokości 1,5 miliona wonów (około 5000 złotych), aby móc w ogóle korzystać z portalu. W przypadku niektórych z chatroomów dochodziła jeszcze druga zasada – trzeba było udowodnić, że jest się godnym wejścia do grupy, samemu dokonując wcześniej zbrodni seksualnej. Należało nagrać całe zajście, a później udostępnić dla pozostałych użytkowników na pobocznym forum. Seksistowskie komentarze pod filmikami również były liczone jako dodatkowy punkt przy uzyskaniu dostępu.

Jak do tej pory policji koreańskiej udało się namierzyć niecałe 15 000 spośród wszystkich sponsorów Nth Roomu. Największym osiągnięciem stało się pojmanie Doktora, czyli wspomnianego już Cho Joo-bina oraz jego najbliższych wspólników.

13 kwietnia 2020 roku został on postawiony przed sądem. Oskarżono go o zlecenie wykonania oraz dystrybucję nielegalnej pornografii w celach zarobkowych. Oprócz tego zarzuca mu się również szantażowanie ofiar w celu wyłudzenia od nich osobistych, pornograficznych wideo, a następnie zamieszczanie tychże na należących do niego chatroomach w myśl zasady pay-to-view. Kolejnym zarzutem jest posiadanie nielegalnej dziecięcej pornografii oraz możliwe zamieszanie w sprawy seksualnego wykorzystania wbrew woli co najmniej 4 nieletnich ofiar w roku 2019. Niedawno doszło tez przypuszczenie, iż oskarżony może być współwinny w sprawie planowanego zabójstwa córki byłej nauczycielki swojego wspólnika.

Prokurator biorący udział w sprawie Cho wniósł o konfiskatę wszystkich 15 portfeli zawierających kryptowalutę, które były w posiadaniu oskarżonego oraz o ciągłe monitorowanie jego depozytów i akcji. Ten sam los ma spotkać 130 milionów wonów (ok. 712 000 złotych) w gotówce, które mu skonfiskowano.

Koreanki żądają sprawiedliwości

Chociaż Doktor zniszczył życia potwierdzonym 79 ofiarom oraz znacznie większej ilości tych ukrywających się przed opinią publiczną, niestety mało prawdopodobne, aby miała go spotkać zasłużona kara. Winą za ten fakt, należy obarczyć zbyt delikatne prawo dotyczące seksualnych przestępstw cybernetycznych obowiązujące w Korei Południowej.

Zgodnie ze słowami zamieszczonymi przez Nikkei Asian Review „W sprawach cybernetycznych przestępstw seksualnych w Korei Południowej, nawet w tych powiązanych z pedofilią, zwykle zapadają bardzo niskie wyroki. Zgodnie z prawem koreańskim producenci pedofilskiej pornografii mogą dostać nawet dożywocie, ale w praktyce, na przykład  w sprawie z 2017 roku, zapadł wyrok 2 lat pozbawienia wolności dla przestępcy – raportuje Ministerstwo Rodziny i Równouprawnienia. Son Jong-woo, twórca jednego z największych portali poświęconych dziecięcej pornografii spędził w więzieniu zaledwie 18 miesięcy”.

Opinia publiczna jednak nie zgadza się na taki obrót spraw. Zaraz po pojmaniu Cho Joo-bina na oficjalnym portalu rządowym pojawiła się petycja podpisana przez 2,2 miliona obywateli, żądających ujawnienia tożsamości przestępcy oraz o zamieszczenie jego wizerunku bez cenzury w gazetach. Niedługo potem, pojawiła się kolejna petycja podpisana przez 1,5 miliona osób. Tym razem żądanie publiczne dotyczyło ujawnienia tożsamości wszystkich 260 tysięcy użytkowników chatroomów powiązanych z Nth Roomem do wiadomości publicznej.

Nawet teraz na portalu Twitter oraz innych komunikatorach kobiety z całego świata wciąż udostępniają nowe informacje dotyczące sytuacji w Korei. Postów oznaczonych hasztagami takimi jak #NTHROOM_IS_FELONY czy #nthroomecrime_out przybywa z dnia na dzień razem z nowymi, okropnymi faktami, które sieją panikę wśród młodych kobiet, ale również wywołują potrzebę utworzenia wspólnoty do walki z zastraszaniem. Pozostaje tylko mieć nadzieję, iż rząd koreański postanowi wysłuchać próśb swoich obywateli, tym samym rozpoczynając aktywną walkę z seksualną cyberprzestępczością.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here