Sztuka milczenia – Korea Północna w obliczu „śmierci” Kim Dzong Una

404

„Wydaje się, że plotki na temat śmierci Kim Dzong Una są mocno przesadzone”. Pod koniec kwietnia na wielu platformach informacyjnych można było natknąć się na taki właśnie cytat. Za przykład mogą posłużyć słowa Berta O’Hallorana z Sky News Australia czy doniesienia w Washington Montly. Jednakże mijają kolejne dni, a obecny przywódca Korei Północnej wciąż nie daje żadnego znaku życia. Coraz więcej osób zaś zaczyna spoglądać w stronę jego siostry, Kim Jo Dzong, upatrując w niej możliwą przyszłą następczynię tronu.

Podstawowe fakty

Pierwsze plotki oraz wątpliwości dotyczące stanu zdrowia aktualnego lidera Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej pojawiły się w sieci mniej więcej w połowie miesiąca. Ich powodem stała się nieobecność przywódcy na uroczystych obchodach rocznicy urodzin jego dziadka Kim Il Sunga 15 kwietnia. Jak pokazuje wideo zamieszczone na oficjalnym kanale New York Timesa, jak do tej pory Kim Dzong Unowi nigdy nie zdarzyło się opuścić tak ważnej państwowej uroczystości. Jego tegoroczna absencja wzbudziła więc pierwsze podejrzenia.

Prawdziwa lawina domniemań na temat stanu zdrowia lidera KRLD pojawiła się dopiero po artykule zamieszczonym na południowokoreańskim serwisie DailyNK, czyli po 20 kwietnia. Zgodnie z raportem, prawdopodobnie 36-letni przywódca Korei Północnej miał powoli dochodzić do siebie po odbytej 12 kwietnia operacji serca. Owa operacja miałaby więc miejsce niedługo po ostatnim, zarejestrowanym publicznym wystąpieniu Kim Dzong Una, w trakcie spotkania z Centralnym Komitetem Partii Pracowniczej w Korei. Zdjęcia z tego wydarzenia ujrzały światło dzienne 11 kwietnia.

 

Szum komunikacyjny

Od zamieszczenia artykułu przez DailyNK sprawa nieobecności Kim Dzong Una zaczęła się niesamowicie komplikować. Niemal każdego dnia pojawiają się nowe fakty, rzekome dowody, wyjaśnienia oraz zeznania świadków z czego wszystkie różnią się między sobą większymi lub mniejszymi szczegółami. Próbując podsumować te doniesienia możemy dowiedzieć się iż, stan zdrowia przywódcy jest „bardzo poważny” lub też, że wszystko jest w porządku, bo jest on „żywy i zdrowy”. Rzekoma operacja podobno wprowadziła go w „stan wegetacji” czy nawet zakończyła się „jego śmiercią”. Zaraz jednak czytamy, że tak naprawdę to nie sama operacja jest przyczyną absencji przywódcy, a koronawirus, którym zaraził się od chińskiego chirurga. W Hongkongu wiceprezes HKSTV (Hong Kong Satellite Television) zdążyła już nawet oficjalnie ogłosić jego śmierć powołując się na „bardzo pewne źródło.” W ślad za nią, podobną informację przekazały niektóre stacje medialne w Chinach i Japonii.

A jaka w ogóle miałaby być przyczyna niepowodzenia operacji? Tu również nie ma jednej odpowiedzi. Podobno jeden z lekarzy odpowiedzialnych za operowanie Kim Dzong Una stwierdził, że było ono spowodowane opóźnieniem w prostych czynnościach serca. Inna teoria głosi, że winą należy obarczyć przerażonego chirurga prowadzącego, któremu przez cały czas okropnie trzęsły się ręce. Według jeszcze innych źródeł do samej operacji doszło z powodu pogarszającego się już od sierpnia zeszłego roku stanu zdrowia pacjenta.

Kolejna teoria sugeruje natomiast, iż koreański lider został zmuszony do ewakuacji, a być może nawet dobrowolnej kwarantanny, z powodu zarażenia się COVID-19 przez jednego z jego przybocznych ochroniarzy.

 

W kręgu polityki

Pomimo wysypujących się niemal z każdej strony doniesień i przypuszczeń na temat tego gdzie aktualnie przebywa i co w ogóle stało się z Kim Dzong Unem, światowa arena polityczna wydaje się pozostawać wobec tego tematu ostrożna.

Zapytany o całą sytuację w czasie konferencji w Białym Domu prezydent Donald Trump, skwitował ją słowami: „Nie mogę powiedzieć dokładnie. Tak, mam całkiem dobrą teorię na ten temat [stanu zdrowia Kim Dzong Una], ale nie mogę teraz o tym rozmawiać. Pozostaje mi tylko życzyć mu zdrowia”. Warto tu nadmienić, iż obaj politycy są znani z dobrych wzajemnych relacji, co Trump sam nadmienia.

Nie inaczej sprawa przedstawia się ze strony Południowej Korei oraz Chin. Oba te kraje stanowczo dementują doniesienia o śmierci Kim Dzong Una.

„Nie posiadamy żadnych informacji, które mogłyby potwierdzić doniesienia z pobocznych źródeł o stanie zdrowia Przewodniczącego Kim Dzong Una” – oświadczył rzecznik prezydenta Korei Południowej Kang Min-seok. „Dodatkowo, żadne niecodzienne poruszenie nie zostało ostatnio odnotowane na terenie Korei Północnej” – dodaje.

W późniejszym czasie biuro prezydenckie wydało oświadczenie, iż przewodniczący Kim najprawdopodobniej przebywa aktualnie w bliżej niesprecyzowanej lokacji poza Pjongjangiem razem z kilkoma innymi dygnitarzami. Ponownie też potwierdzają doniesienia, że na terenie KRLD nie odnotowano żadnych niecodziennych poruszeń niebędących częścią krajowej rutyny.

Swój głos zabrał też Moon Chung-in, czołowy doradca prezydenta Moon Jae-ina w sprawach polityki zagranicznej. Jak twierdzi: „Kim Dzong Un jest żywy i ma się dobrze. Pozostaje w mieście Wosan od 13 kwietnia. Nie zauważono tam żadnych podejrzanych poruszeń”.

Teoriom tym wtóruje Ramon Pacheco Pardo, koreanista z Uniwersytetu Królewskiego w Londynie. Według jego teorii: „Wydaje się oczywistym, że ze zdrowiem Kim Dzong Una jest coś nie tak albo że przynajmniej zostały podjęte kroki w celu zachowania go w jak najlepszym stanie zdrowia. Jednakże Południowa Korea, Stany Zjednoczone i Chiny nie wydają się przejęte jego losem, co może sugerować, że życie Kima nie jest zagrożone. To pozwala mi wysunąć przypuszczenie, iż ewentualnie powróci on na swoje stanowisko osoby publicznej”.

 

Milczenie Korei Północnej

Niezależnie od wszelakich domysłów, plotek, teorii i przypuszczeń, kolokwialnie rzecz ujmując „coś jest na rzeczy”. Musi istnieć jakiś powód dla którego Kim Dzong Un pozostaje nieobecny w światowych mediach już od co najmniej trzech tygodni oraz dlaczego KRLD nie wydała jeszcze żadnego oficjalnego orzeczenia w tej sprawie.

Jak zaznacza Thae Yong Ho, były ambasador Północnej Korei w Londynie, zbiegły do Korei Południowej w roku 2016, milczenie jest bardzo ważną częścią polityki zagranicznej jego rodzimego kraju. Dzięki temu rząd koreański zyskuje potrzebny mu czas, umożliwiający podjęcie takich akcji, by reszta świata wciąż była przekonana o dobrym zdrowiu przywódcy narodu. Nawet w sytuacji jego śmierci.

Owa cisza jednakże powoli przekonuje wszystkich do tego, iż czas Kim Dzong Una prawdopodobnie dobiegł końca. To wydarzenie zaś pociąga za sobą inne bardzo ważne kwestie. Czy w razie faktycznej śmierci lidera znajdzie się jego godny następca? I kto nim będzie?

 

Kandydaci na władcę

Według wielu specjalistów z całego świata w takiej sytuacji jedynym możliwym wyborem jest inny członek rodziny Kimów. Patrząc na szczególną historię Korei Północnej budującej zarówno swoją historię, jak i obyczaje wokół kultu jednostki jej założyciela i pierwszego przywódcy, Kim Il Sunga, nie ma wręcz alternatywy dla przyszłej władzy. Krew Kimów jest w tym wypadku nadrzędna. Być może nawet bardziej niż uprzedzenia w stosunku do płci rządzącego czy jego status w strukturze politycznej.

Biorąc pod uwagę powyższe kryteria najodpowiedniejszą następczynią tronu KRLD wydaje się więc być Kim Jo Dzong – siostra Kim Dzong Una oraz jego najbliższa doradczyni. Patrząc na jej żywe zaangażowanie w politykę wewnętrzną kraju oraz na częstą obecność w trakcie zagranicznych wyjazdów brata poza Koreę, okazałaby się ona bardzo dobrą kandydatką, gdyby rządowi koreańskiemu udało się wygrać z własnymi uprzedzeniami.

Jednakże, jak zaznacza Koh Yu-hwan, koreanista z Uniwersytetu Dongguk w Seulu, objęcie przez Kim Jo Dzong stanowiska przewodniczącej Korei Północnej mogłoby skończyć się przejęciem władzy ze strony niżej postawionych od niej urzędników, tym samym czyniąc z niej zależną od innych polityków figurantkę. W tej kwestii zgadza się z nim inny naukowiec, wykładowca na wydziale stosunków międzynarodowych Uniwersytetu w Oxfordzie, Edward Howell.

„Skoro jest taka opcja, aby posiadać figuranta z rodziny Kimów jako głowę narodu, to dlaczego KRLD nie miałoby z niej skorzystać?” – pyta.

Drugim proponowanym następcą jest przyrodni brat ojca Kim Dzong Una, Kim Pyong Il. Jednakże i ten przypadek nie jest wolny od kontrowersji. Głównym powodem wykluczenia go z grona prawdopodobnych kandydatów na władcę jest fakt, iż posiadał on przez lata status wygnańca. Jego banicja zakończyła się dopiero rok temu, po wypłynięciu na wierzch faktów, przedstawiających go w innym świetle, co pozwoliło mu na powrót do kraju.

Kolejnym powodem niechęci do obsadzenia stryja Kim Dzong Una na stanowisku głowy narodu jest jego możliwe przeszłe powiązanie z Chinami. Dodatkowo należy też tu uwzględnić brak przebicia wynikły w związku z niemalże trzydziestoletnią absencją w kraju. Kim Pyong Il mógłby więc skończyć jako kartonowy władca bez żadnej siły przebicia wśród pjongjangskich elit.

Niektórzy eksperci w tej dyskusji wywołują też nazwisko Choe Ryong Haego – oficjalnego numeru dwa Kim Dzong Una, pełniącego praktycznie wszystkie najważniejsze funkcje w kraju. Niestety dla niego, nawet pomimo niejakiego powiązania z rodziną Kimów (w 2014 roku jego syn podobno poślubił Kim Jo Dzong) nie jest on bezpośrednim spadkobiercą krwi Kim Il Sunga.

„Nie widzę jako sukcesora w tym reżimie kogoś pochodzącego z wojska lub innej formy koalicji” – stwierdza Maxwell. „Przejęcie władzy w takich warunkach jest bardzo trudne dla kogoś niespokrewnionego z Kimami, ponieważ wtedy trzeba by było dostosować całą propagandę pod niego”.

Kogo jednak ostatecznie zobaczymy na miejscu sukcesora? I czy dowiemy się kiedyś, co tak naprawdę stało się z Kim Dzong Unem? Czas pokaże.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here