Protesty w Hongkongu: miasto wciąż walczy

443

Podczas gdy oczy świata zwrócone są na Stany Zjednoczone i towarzyszące antyrasistowskim demonstracjom zamieszki, protesty w Hongkongu wciąż się tlą, chociaż nadzieja na zwycięstwo jest już coraz słabsza.

Be The Water

Wszystko zaczęło się dokładnie rok temu, 9 czerwca 2019, kiedy zaniepokojeni mieszkańcy autonomicznego miasta zebrali się na pokojowym marszu przeciwko opresyjnym przepisom wprowadzanym przez chiński rząd centralny. Trzy dni później rozpoczęła się brutalna pacyfikacja demonstrantów, których liczba, według niektórych szacunków, przekraczała milion.

Starcia z policją kontrowane licznymi aresztowaniami trwały od ubiegłego lata. Protestujący przyjęli zasadę be the water – unikali „wojny” pozycyjnej, dynamicznie reagując na sytuację i skutecznie opierając się coraz silniejszemu naporowi ze strony chińskich służb. Jednocześnie tłum demonstrantów stał się przykładem na to, jak protestować efektywnie – uczestnicy błyskawicznie zapewnili sobie łańcuchy dostaw niezbędnych materiałów, za pomocą improwizowanych narzędzi bronili się przed gazem łzawiącym, komunikowali się gestami. Skutecznie radzili sobie z miejskim monitoringiem uzbrojonym w rządowy system rozpoznawania twarzy i jednocześnie utrzymywali porządek w swoich szeregach. Na żadnym etapie protestów nie doszło do masowych rabunków czy niszczenia mienia, jakie obserwujemy dzisiaj w Minneapolis i innych miastach USA. Jednak to nie wystarczyło.

Tymczasowe zwycięstwo

Mieszkańcy Hongkongu odnieśli częściowe zwycięstwo, jakim było obsadzenie większości rady miejskiej prodemokratycznymi politykami. Po listopadowych wyborach wydawało się, że sytuacja miasta ulegnie poprawie. Jednak rząd w Pekinie nie dawał za wygraną. Noworoczny marsz przeciwko polityce stolicy, połączony z celebracją początku 2020 roku, został brutalnie stłumiony przez policję. Do dalszego osłabienia protestów przyczyniła się Natura – Covid-19 zmusił ludzi do zejścia z ulic i zadbania w pierwszej kolejności o własne zdrowie zamiast walki o sprawiedliwe sądy i zachowanie resztek niezależności.

Kiedy obostrzenia zelżały, Pekin podjął kolejne próby wprowadzania zmian, głównie w zakresie „naruszenia porządku publicznego” oraz kar za znieważanie hymnu państwowego – przepisów, które będą w prosty sposób uzasadniać niemal każde brutalne działanie policji. Sprzeciwiających się nowym przepisom masowo zatrzymywano.

Jednocześnie w kwietniu aresztowano piętnaścioro prominentnych aktywistów i lokalnych polityków prodemokratycznych, uznanych winnymi wzniecania antyrządowych demonstracji.

W rezultacie pokazowego politycznego procesu organizatorom protestów grozi nawet pięć lat więzienia. Chińskiego więzienia.

Sprzeciw – i co dalej

Oczywiście aresztowania i zmiany w prawie wywołały głośny sprzeciw Wielkiej Brytanii, prezydenta Trumpa oraz komisarza ONZ ds. praw człowieka. Jednak patrząc na determinację Chin w zakresie pełnego podporządkowania sobie dawnej brytyjskiej kolonii, można wątpić, że działania dyplomatyczne przyniosą jakikolwiek wymierny skutek.

Przypomnijmy, że miasto, które w rezultacie I wojny opiumowej zostało zajęte przez Brytyjczyków w 1842 roku, przez cały XX wiek funkcjonował jako pomost gospodarczy i kulturowy między Chinami a krajami europejskimi. W 1997 roku formalnie powrócił do Chin, chociaż na mocy umowy pomiędzy Państwem Środka a Zjednoczonym Królestwem miał zachować dużą autonomię aż do 2047 roku. Liberalne, demokratyczne i zamieszkałe przez zwesternizowane społeczeństwo miasto pozostawało solą w oku chińskich władz, które od 2010 roku usiłują zwiększyć kontrolę Pekinu nad regionem.

PODZIEL SIĘ
mm
Antropolog, student ostatniego roku w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Specjalizuje się w badaniach mobilności, migracji oraz relacji międzyetnicznych. Na co dzień związany również z East Analytics.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here