Izraelska aneksja Palestyny w pigułce

796

We wtorek (7.07) ministrowie spraw zagranicznych Niemiec, Francji, Egiptu i Jordanii wydali wspólne oświadczenie, w którym ostrzegają władze w Jerozolimie przed przeprowadzeniem zapowiadanej aneksji części terytorium Zachodniego Brzegu. Podobne komunikaty spływają do władz izraelskich od dawna, nie tylko od – co oczywiste – samych Palestyńczyków i przywódców państw arabskich, lecz również Unii Europejskiej, ONZ, a nawet wcześniej podziwiającego pokojowy plan Trumpa premiera Wielkiej Brytanii – Borisa Johnsona. Zupełnie odmienne stanowisko w tej sprawie zajmuje jednak republikańskie środowisko USA z amerykańskim prezydentem na czele. W którą stronę ostatecznie zwróci się Izrael?

Prawda jest taka, że od zapowiadanego startu aneksji części terytoriów Autonomii Palestyńskiej minął tydzień. Do zaplanowanych i ogłaszanych wcześniej działań nie doszło. Dlaczego? Możemy jedynie spekulować i szukać wielu przyczyn owego opóźnienia. Być może jakiś wpływ na decyzje podejmowane w Jerozolimie miała stanowcza reakcja ze strony władz zdecydowanej większości państw świata, być może polaryzacja samego społeczeństwa izraelskiego w niniejszej kwestii. Najbardziej prawdopodobna wydaje się jednak wersja związana z pandemią koronawirusa, która szczególnie dotknęła Izrael w ostatnich dniach. Rząd zdecydował się na wprowadzanie kolejnych ograniczeń, między innymi zamknięcie większości obiektów użyteczności publicznej. W poniedziałek (6.07) premier Autonomii Palestyńskiej Mohammed Sztajeh zwrócił się z apelem do Izraelczyków o zamknięcie granic z Palestyną, obwiniając tym samym Izrael o wzrost zachorowań na terytorium Autonomii.

Tło historyczne

Warto przypomnieć, że konflikt izraelsko-palestyński to, obok konfliktu kaszmirskiego, najdłuższy nieprzerwany spór od czasu zakończenia II wojny światowej. Tak naprawdę źródeł owego napięcia w regionie należy szukać jeszcze przed I wojną światową, kiedy to do wówczas osmańskiego wilajetu zaczęli przybywać, natchnieni ideą syjonizmu, izraelscy osadnicy. W 1917 roku Deklaracja Balfoura przewidywała utworzenie na terytorium Palestyny Państwa Żydowskiego. Ta koncepcja została potwierdzona wraz z traktatem z Sèvres w 1920 i weszła w życie w 1922 kiedy to powstał Brytyjski Mandat Palestyny. Już wtedy rozpoczęły się pierwsze starcia żydowskich osadników z lokalną ludnością arabską. Przed niepodległością Izraela przedstawiane były liczne plany podziału owych ziem pomiędzy Żydów i Palestyńczyków. Zostały one jednak odrzucone, wówczas głównie za sprawą Palestyńczyków, którym przypadała mniejsza część terytorium wcześniejszego Mandatu Palestyny. Po 1948 i proklamacji Państwa Izrael, Palestyna dostała się pod kontrolę jordańskiej dynastii Haszymitów. Ten stan rzeczy zmienił się dopiero po 1967 roku, czyli wygranej przez Izrael wojnie sześciodniowej, kiedy administrowana wcześniej przez Jordanię Palestyna została w całości przyłączona do ówczesnego Izraela. Dopiero w 1993 na mocy porozumienia z Oslo została utworzona Autonomia Palestyńska, składająca się z Zachodniego Brzegu oraz Strefy Gazy. Od tego czasu Palestyńczycy mają zapewnioną pewną, choć bardzo ograniczoną i nagminnie łamaną, namiastkę własnej państwowości.

Plan pokojowy Donalda Trumpa

Na kartach bliskowschodniej historii postanowił zapisać się Donald Trump i doprowadzić do zmian terytorialnych w tym niestabilnym od kilkudziesięciu lat regionie. Amerykański prezydent nazwał swój plan pokojowy Planem Stulecia. Wygłosił go 28 stycznia obok stojącego obok uśmiechniętego premiera Izraela Benjamina Netanjahu. Już następnego dnia przyklasnął mu premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson (niezwykle zatem zaskakuje obecna zmiana jego podejścia do sytuacji na Bliskim Wschodzie).

Co tak naprawdę przewidywał ów Plan Stulecia? Przede wszystkim oficjalne istnienie państwa palestyńskiego. Według zapisów planu państwo to miało uzyskać kontrolę nad dwukrotnie większym terytorium niż obecnie. Nie podano jednak konkretnie jakim. Izrael miał być zobowiązany do zaprzestania osadnictwa na Zachodnim Brzegu na okres czterech lat, jednak docelowo izraelskie osiedla miały stać się częścią terytorialną państwa izraelskiego. A co z epicentrum konfliktu, czyli Jerozolimą? Tu pojawił się pewien paradoks. Jerozolima Wschodnia miała zostać nową stolicą Palestyny, przy czym cała Jerozolima miała pozostać niepodzielną stolicą Izraela.

Plan Trumpa w praktyce

W praktyce, choć z pierwszych punktów przedstawianego planu może się wydawać inaczej, plan ten był zdecydowanie niekorzystny dla Palestyńczyków, zakładał bowiem przyłączenie żydowskich osiedli do terytorium Izraela. Osadnictwo żydowskie jest niestety pewną zakamuflowaną formą okupacji i anektowania terytoriów palestyńskich „kawałek po kawałku”. Chcąc zapewnić bezpieczeństwo swoim obywatelom władze izraelskie ogradzają zamieszkane przez nich osiedla murem, doprowadzając de facto do postępującego kurczenia się terytorium Autonomii Palestyńskiej. Osadnictwo izraelskie zostało powstrzymane jedynie na terytorium Strefy Gazy za sprawą akcji przeprowadzonej w 2005 przez ówczesnego premiera Ariela Szarona.

Należy zwrócić uwagę na fakt, iż rzeczywista kontrola Palestyńczyków nad ich niewielkim „państwem” jest bardzo ograniczona, chociażby ze względu na jego podział na trzy strefy. Strefa A to tereny zarządzane przez władze Autonomii (m.in. cała Strefa Gazy), strefa B to tereny palestyńskie kontrolowane przez izraelskie wojsko, strefa C to natomiast tereny palestyńskie kontrolowane i administrowane przez władze izraelskie. Oznacza to w praktyce, że władze Autonomii Palestyńskiej sprawują pełną kontrolę nad zaledwie 18% jej terytorium.

Założenia planowanej aneksji

Założenia planowanej na 1 lipca aneksji w dużym stopniu pokrywają się z niezrealizowanym planem Donalda Trumpa. Izrael planuje włączenie do swojego terytorium kolejnych osiedli żydowskich oraz aneksję wspomnianej już strefy C, czyli najściślej kontrolowanego przez siebie terytorium, obejmującego całą dolinę Jordanu i wybrzeże Morza Martwego (najważniejszego obszaru rolniczego w regionie).

Do czego może doprowadzić owa aneksja?
Z całą pewnością do dalszej eskalacji napięcia w regionie i kolejnego zaognienia sytuacji, a w najlepszym wypadku do masowych zamieszek, szczególnie niebezpiecznych dla zdrowia milionów ludzi w dobie trwającej pandemii. Biorąc pod uwagę wyłącznie aspekt geograficzny, Autonomia Palestyńska utraci 30% swojego terytorium (choć w praktyce i tak nie sprawuje nad nim kontroli). Wchłonięcie przez Izrael kolejnych osiedli żydowskich doprowadzi do jeszcze większej niespójności terytorialnej Zachodniego Brzegu, który już dziś składa się z wsi i miasteczek podzielonych murami, połączonych poprzez tunele i mosty. Z całą pewnością zwiększy się również izraelska obecność wojskowa na terytorium Palestyny. Prezydent Autonomii Mahmud Abbas zapowiedział zerwanie wszelkiej współpracy z izraelskim wojskiem i służbami, co groziłoby Izraelowi zwiększeniem zagrożenia terrorystycznego na obszarze całego kraju. Aneksja może wpłynąć również na pozycję Izraela na arenie międzynarodowej. O ile rządy konserwatywnego Likudu już dziś nie cieszą się sympatią ze strony państw Unii Europejskiej, to bardzo prawdopodobna zmiana polityka, który zasiądzie na krześle prezydenta USA stawia pod znakiem zapytania dalszą współpracę Izraela ze Stanami Zjednoczonymi. Najbardziej niepokojące mogą okazać się jednak reakcje ze strony arabskich sąsiadów, w tym również Egiptu i Jordanii, z którymi Izrael utrzymuje pokojowe stosunki oraz współpracę gospodarczą. Szczególnie ważna jest tutaj postawa króla Abdullaha, będącego nieoficjalnym opiekunem i protektorem narodu palestyńskiego, który stanowi znaczną część jordańskiego społeczeństwa. Jego postawa może się okazać kluczowa dla utrzymania stabilnej sytuacji w Jordanii.

Czy aneksja pomimo opóźnienia faktycznie wejdzie w życie? Czy wejdzie w życie w takiej formie w jakiej była zapowiadana? Czy dojdzie do kolejnego krwawego konfliktu na Bliskim Wschodzie?

Najbliższe tygodnie przyniosą nam odpowiedzi na powyższe pytania.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here